logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Gospodarka potrzebuje impulsu

Poniedziałek, 16 kwietnia 2018 (20:48)

Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak przyjął Pan nowy program Prawa i Sprawiedliwości?

– Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory w 2015 roku, dlatego że dobrze zdiagnozowało potrzeby i oczekiwania Polaków. Było to przywrócenie godności obywateli za pomocą różnego rodzaju programów społecznych, również odpowiedź na różnego rodzaju pułapki, jak chociażby demograficzna. Realizacja, w ciągu dwóch lat rządzenia Polską, owych obietnic wyborczych zaprocentowała wzrostem, trendem rosnącym i w konsekwencji rekordowym poparciem dla ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Na początku tego roku pojawiły się kwestie niekorzystne dla PiS, a debata publiczna, która wcześniej była bronią tego ugrupowania, zaczęła dryfować w pobliżu obszarów symbolicznych, niekoniecznie związanych z potrzebami społecznymi, które są emanacją polityki i oczekiwań wyborców. Dlatego PiS wyciąga wnioski i podczas sobotniej konwencji powraca do sprawdzonego, skutecznego sposobu uprawiania polityki.

Stąd nowe projekty społeczne?

– Dokładnie. PiS zaprezentowało zestaw projektów, które realizują różne ważne społecznie i ekonomicznie cele. Wcześniej projekty PiS były adresowane do grup bardziej wrażliwych socjalnie, natomiast teraz skoncentrowano się na czymś, co przyniosło sukcesy m.in. premierowi Węgier Victorowi Orbanowi, a więc na budowie klasy średniej. Temu zaś służy pomaganie małym i średnim przedsiębiorcom, czyli mniejszy ZUS dla małych przedsiębiorstw, obniżenie CIT dla małych i średnich firm do 9 proc. Co więcej, kontynuowane są programy służące uniknięciu pułapki demograficznej, czyli wspieranie polskich rodzin, jak chociażby wyprawka w wysokości 300 złotych dla uczniów do 18. roku życia. To jest ważne, bo dotychczas we wrześniu wraz z nowym rokiem szkolnym wielu rodziców zaciągało kredyty, by móc wyprawić swoje dzieci do szkoły. Ponadto godna odnotowania jest zapowiedź realizacji wrażliwych społecznie programów jak wsparcie dodatkową, minimalną emeryturą matek, które urodziły i wychowały, co najmniej czwórkę dzieci i nie mają wymaganej liczby lat składkowych. Podczas gdy Platforma zajmowała się PR-em i porównywaniem Jarosława Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem, a niekoniecznie realizacją programów społecznych, jak chociażby mieszkania dla młodych, to PiS realizuje program „Mieszkanie+”, co więcej premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że w 2019 roku w budowie będzie 100 tysięcy mieszkań. To jest kolejny projekt, który pokazuje, że PiS potrafi pokonywać wszystkie niemożności, o których Donald Tusk i Platforma mówili, że tego się nie da zrobić.

Pana zdaniem PiS dobrze diagnozuje obszary wymagające reform?

– Zdecydowanie tak. Są cztery poważne pułapki, których trzeba unikać. Pierwszą jest pułapka demograficzna, której pokonaniu służą programy społeczne jak chociażby „Program 500+” i pokrewne. Drugą jest pułapka średniego dochodu związana z brakiem dynamiki rozwoju gospodarczego i tutaj potrzebne są impulsy dla przedsiębiorców, mniejsze podatki, a co za tym idzie – większe pieniądze na inwestycje. Kolejna rzecz to jest pułapka małego odsetka klasy średniej. Mianowicie w Polsce występuje deficyt osób wykształconych, klasy średniej mającej własny kapitał, co jest skutkiem II wojny światowej i czasów komunizmu. Dlatego warto wesprzeć osoby średnio zarabiające, osoby przedsiębiorcze, przedsiębiorców z polskim kapitałem. Jest także pułapka instytucji, czego przejawem było słabe państwo, państwo teoretyczne, czego przykładem są liczne afery, jak chociażby afera Amber Gold. PiS próbuje po kolei zmieniać, reformować poszczególne obszary, co do których Polacy mają uzasadnione obiekcje, jak chociażby sądownictwo. Dotyczy to również likwidacji mafii paliwowych, które przez lata działały bezkarnie, luki VAT-owskiej, na czym Skarb Państwa tracił grube miliardy złotych. Państwo wówczas działało teoretycznie, a reformy jakie dzisiaj są przeprowadzane, służą odbudowie silnego państwa, które będzie służyć swoim obywatelom.                        

Czy – mimo wszystko – obietnice PiS nie przypominają koncertu życzeń, gdzie dla każdego trafi się coś dobrego?

– Owszem, teza ta byłaby zasadna, gdyby się okazało, że tak jak to bywało za rządów poprzedników, kiedy partie Platforma i PSL, które rządziły, nie zrealizowały obietnic, tłumacząc to rozmaitymi kryzysami, niemożnością czy koniecznością budowania trudnych koalicji. Innymi słowy, zawsze był jakiś powód, który uniemożliwiał spełnienie deklaracji wyborczych, których też nie było za wiele. Natomiast za rządów PiS ewenementem jest to, że partia ta realizuje krok po kroku swoje obietnice. Przypomnę, że za rządów koalicji PO – PSL mówiło się, że niemożnością jest uszczelnienie luki VAT-owskiej, tymczasem dzisiaj się to udaje, a rząd znajduje środki na realizację swoich zamierzeń. Budżet miał nie wytrzymać działań prospołecznych, tymczasem okazuje się, że wytrzymuje, jest dobra koniunktura, jest rekordowo niski przyrost deficytu i rząd PiS radzi sobie ze zbilansowaniem swoich wyborczych obietnic. Wydaje się, że PiS w związku z tym, że poradziło sobie z realizacją szeroko zakrojonych wcześniejszych programów socjalnych, poradzi sobie również z realizacją nowych projektów drugiej połowy kadencji. Jeżeli te projekty zrealizuje, to przed wyborami parlamentarnymi będzie się jawić Polakom jako partia wiarygodna w odróżnieniu od partii opozycyjnych, które przez osiem lat nie zrealizowały swoich obietnic. Dobrych projektów dla Polski, które można stworzyć i zrealizować, jest nieskończenie wiele, tutaj nie ma żadnego limitu.       

Spójrzmy na to, co się dzieje z opozycją. Platforma jest na dobrej drodze do przejęcia elektoratu Nowoczesnej?

– To jest bardzo prawdopodobne, dlatego że wyborcy głosują strategicznie i jeżeli dana partia dryfuje czy jest bliska pięcioprocentowego progu wyborczego, to wówczas przerzucają swoje głosy na większe ugrupowanie. I tak pewnie się stanie z Nowoczesną po wyborach samorządowych, bo polityków nie skłaniają do zmian sondaże, ale wyniki wyborcze. Biorąc to wszystko pod uwagę, przed Nowoczesną jawi się dosyć trudna sytuacja.

Po stronie Platformy mamy dramatyczną obronę posła Stanisława Gawłowskiego. Co popycha Grzegorza Schetynę do krytykowania decyzji niezawisłego sądu?

– Przy tej okazji widać, ile dla Platformy znaczy hasło o niezawisłości sądów. Kiedy sąd wydaje decyzję aresztową wobec polityka tej formacji, to politycy Platformy zamiast odciąć się od tego i zdać się na wyjaśnienie sprawy przez powołane do tego organy, to przeciwnie mamy ataki i zapowiedź kolejnych donosów na Polskę do struktur europejskich. Każda z afer w przypadku Platformy była tłumaczona przez polityków tego ugrupowania wojną polityczną. Teraz jest podobnie. Grzegorz Schetyna taką postawą może wysyłać sygnał do działaczy Platformy, że nawet w obliczu problemów z wymiarem sprawiedliwości ugrupowanie to będzie murem stać za danym politykiem. Pytanie brzmi: czy jeśli na światło dzienne wyjdą materiały obciążające posła Gawłowskiego, czy Platforma na tym nie straci? No, chyba że okaże się inaczej, ale od oceny materiałów dowodowych jest sąd, nie politycy. Być może w tyłach głowy polityków Platformy tkwi przekonanie, że opinia publiczna stanie po stronie osób obciążonych zarzutami korupcyjnymi. Kwestią zasadniczą będą jednak materiały, które albo przekonają opinię publiczną do działań prokuratury i sądu, albo nie. Czas pokaże.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl