logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ważnych spraw nie można odwlekać

Wtorek, 17 kwietnia 2018 (23:06)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą  rozmawia Mariusz Kamieniecki

To, co zaproponował w sobotę premier Morawiecki, jest rzeczywiście tym, czego oczekują w tym momencie Polacy?

– Oczywiście każdy w sensie ekonomicznym chciałby zyskać dla siebie możliwie jak najwięcej i pragnąłby jak najszybszych, dobrych zmian w swoim życiu, co jest zrozumiałe. Natomiast to, co proponuje rząd, to rzeczywiście jest nowy impuls – taki, który zwiastuje przynajmniej w kilku przestrzeniach życia społecznego i gospodarczego bardzo ważne zmiany. Z jednej strony mamy dodatkowe wsparcie dla rodzin, czyli wyprawki dla każdego dziecka w wieku szkolnym do 18. roku życia, a z drugiej strony jest bardzo silny impuls skierowany do małych przedsiębiorstw i zmniejszenie obciążeń związanych z podatkiem CIT czy niższe składki na ZUS, co jest pożądane od lat. Co by nie powiedzieć, jest to rzeczywiście ważne wsparcie dla różnych grup społecznych, a zarazem stanowi to polityczne odbicie dla PiS. Tak czy inaczej jest to mocny sygnał, który nadaje pewien ton dyskusjom politycznym, co sprawia, że dzisiaj praktycznie wokół „Piątki Morawieckiego” skupia się uwaga opinii publicznej. Co więcej, te zmiany są oczekiwane przez obywateli.

Opozycja, szczególnie Platforma i Nowoczesna, nie pozostawia suchej nitki na tych propozycjach, twierdząc, że ich spełnienie jest nierealne…  

– Nierealne czy wręcz kosmiczne od strony budżetowej dla tzw. totalnej opozycji były m.in. programy „Rodzina 500+”, obniżenie wieku emerytalnego, dlatego trudno oczekiwać, że tym razem retoryka będzie inna. W tym względzie oceny opozycji są niewiarygodne.

Nowy program dla Polski to m.in. obniżenie podatku CIT, niższe składki na ZUS, propozycje dla przedsiębiorców i seniorów. Dla części osób brzmi to dobrze, ale czy otwartych obszarów nie jest zbyt dużo i czy wystarczy środków na realizację wszystkich zamierzeń?

– Jeśli chodzi o reformy czy ulgi w sferze podatkowej, to one na pewno będą korzystne dla gospodarki, a ostatecznie wydane środki wrócą do budżetu państwa, tyle że w innej formie, oczywiście pod warunkiem, że uda się napędzić koniunkturę. Więc tutaj nie obawiałbym się katastrofy. Oczywiście nawet jeśli – na początku – wpływy do budżetu będą mniejsze, to nie należy robić z tego tragedii, bo sukcesy rządu w ściągalności VAT-u idą tak daleko, również gospodarka rozwija się szybciej, niż to planowano, że będzie z czego pokryć wydatki – nazwijmy to – socjalne. Kilka miliardów na drogi gminne czy powiatowe na przestrzeni kilku lat to też nie są wielkie pieniądze, które rozłożyłyby budżet państwa. Jak wspomniałem, były poważniejsze wydatki czy obciążenia, z którymi sobie poradzono, jak program „Rodzina 500+” czy obniżenie wieku emerytalnego. Obecny rząd posiada ważną umiejętność uszczelniania systemu, co powoduje, że nie trzeba innym zwiększać obciążeń, żeby pokryć realizację programów socjalnych, wystarczy nie pozwalać się okradać.   

Na ile wystąpienie premiera Morawieckiego i przedstawiony plan były podyktowane próbą poprawy zachwianych notowań sondażowych PiS?

– Jeśli przyjrzeć się bliżej całej tej debacie o nagrodach itd., to wydaje mi się, że w dużej mierze ta dyskusja była pod kontrolą PiS. Odnoszę wrażenie, że owszem, był kryzys, ale pod kontrolą, a jednocześnie był scenariusz wyprowadzenia partii z tego kryzysu, pojawiły się też działania związane z obniżeniem diet poselskich, a z drugiej strony mamy mocny impuls prospołeczny do przodu. Widać, że te działania wpisują się w pewną logikę, która ma dwa cele: zdyscyplinowanie własnego obozu, a po drugie jest to sygnał, że sobie obcinamy pensje, a społeczeństwu dajemy, co daje mocne odbicie PiS-owi. To może się przełożyć także na wzrost sondaży i wyniki wyborów samorządowych, na które akcent jest powoli kładziony. Społeczeństwo przywykło już do tego, co otrzymało w pierwszych dwóch latach rządzenia Zjednoczonej Prawicy, więc oczekuje na nowe propozycje, które się właśnie pojawiły.            

Kukiz'15 słowami wicemarszałka Sejmu Stanisława Tyszki mówi, że PiS nowymi propozycjami prosocjalnymi próbuje bezczelnie kupić głosy obywateli…

– Spójrzmy uczciwie na całą tę sprawę. Zaprezentowane przez PiS programy mają w sobie pozytywną siłę – w końcu wspierają rodziny, małe firmy itd., dlatego nie sądzę, że obniżenie podatków dla małych przedsiębiorstw, co może oznaczać mniejsze wpływy do budżetu, nic nie daje ludziom czy gospodarce, bo to nieprawda. Natomiast to, że odbywa się to w kontekście zbliżających się wyborów samorządowych, to taka jest logika gry politycznej, która charakteryzuje wszystkie ugrupowania, które mają ambicję rządzić. Wcześniej muszą pozyskać zwolenników, wyborców właśnie poprzez takie, a nie inne działania. Programy korzystne dla ludzi są potrzebne i gdyby jeszcze wypalił ogromny program „Mieszkanie+” to zważywszy na ogromne potrzeby mieszkaniowe, zwłaszcza młodych małżeństw, byłoby to bardzo dobrze odebrane. Oczywiście są to działania również marketingowe, nakierowane na zwiększenie poparcia dla partii rządzącej, ale to chyba nie powinno nikogo dziwić.      

Czego Panu zabrakło podczas konwencji PiS?

– Konwencja PiS nie pochyliła się nad tematem ochrony życia, o co apelują polscy biskupi i czego domagają się ludzie, którzy w liczbie ponad ośmiuset tysięcy podpisali się pod obywatelskim projektem „Zatrzymaj aborcję”. Tymczasem warto przypomnieć, że PiS w 2015 roku wygrało wybory nie tylko dlatego, że było sprawne w promowaniu swojego programu, ale również dlatego, że wielu ludzi bardzo mocno zapracowało na to zwycięstwo. Ci najbardziej ofiarni to katolicy, ludzie głęboko wierzący, którzy ofiarowali modlitwy, post w intencji dobrej zmiany, wiążąc ze Zjednoczoną Prawicą przyszłość Polski. I w tym względzie fakt, że po wyborach i objęciu władzy PiS ucieka czy robi uniki od tematu prawnej ochrony życia dzieci poczętych, o co apelują środowiska społeczne, jest dużym rozczarowaniem. PiS musi się liczyć, że zamiatanie sprawy pod dywan może skutkować utratą głosów, natomiast sprawę tę trzeba widzieć szerzej – poza taktyką wyborczą. PiS, owszem, zdołało odeprzeć uliczne ataki KOD i innych przeciwników, ale jeżeli sądzi, że ze sprawą ochrony życia też się uda, że temat ten można odwlekać w nieskończoność bez konsekwencji, to jest w błędzie.

Czy to się może odbić na poparciu przy urnach?

– Trudno to powiedzieć, bo jeśli prawicowi katoliccy wyborcy będą mieli do wyboru PiS i Platformę, to pewnie postawią na PiS. Natomiast to rozczarowanie może się przejawić mniejszą wolą wspierania kampanii PiS jako ruchu o charakterze chrześcijańskim, a przynajmniej mocno konserwatywnego, wiernego cywilizacji życia. I na tym polu mogą się pojawić rozczarowania, co politycy tej formacji absolutnie powinni wziąć pod uwagę.

 

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl