logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Rozpaczliwe próby Platformy

Środa, 18 kwietnia 2018 (21:46)

Z Krzysztofem Wyszkowskim, współtwórcą i byłym działaczem Wolnych Związków Zawodowych, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak skomentuje Pan fakt, że Lech Wałęsa i kilku byłych działaczy NSZZ „Solidarność” murem stają za aresztowanym pod zarzutami, m.in. korupcyjnymi, posłem Platformy Obywatelskiej Stanisławem Gawłowskim?

– Na usta cisną mi się słowa: absurd, skandal. Jeśli jednak spojrzeć na autorów tego oświadczenia z Lechem Wałęsą na czele, to widać, że są to ludzie niezdolni do refleksji. Być może nawet słowo „skandal”, którego stają się głównymi aktorami, nie robi na nich żadnego wrażenia. Wszyscy ci, którzy w życiu dokonali złych rzeczy, dopuścili się wykroczeń przeciwko moralności, przeciwko uczciwości, dzisiaj połączeni są wspólnym interesem, celem. To przejawia się właśnie w negatywnej, źle pojętej solidarności, która jest zjawiskiem dość ogólnym. Natomiast tym, co może dziwić, jest bezczelność, tupet tych ludzi, którzy ośmielają się głośno relatywizować zło.

Z czego wynika taka postawa?

– Może ona wynikać z dwóch powodów. Pierwszy, że albo są tak pewni siebie, że ośmielają się do tego stopnia prowokować, albo drugi, odwrotnie proporcjonalny: mianowicie, że są tak przerażeni i przestraszeni, że strach przed konsekwencjami swoich czynów odbiera im rozum. Przed oczyma mam bardzo emocjonalną wypowiedź Ewy Kopacz, która w poniedziałek podczas konferencji w Szczecinie – już po aresztowaniu swego partyjnego towarzysza – z przerażeniem w oczach mówiła, że teraz wszystkich ich aresztują. To, co wszyscy mogli zobaczyć dzięki przekazom medialnym, świadczyło o szalonym przerażeniu polityków Platformy, to był krzyk rozpaczy i obawa przed tym, co może ich czekać. Przypominam sobie mój proces wytoczony mi przez Lecha Wałęsę, gdzie sędzia z Gdańska nie dopuściła jako dowodu złożonej przeze mnie dokumentacji, tzw. teczki Kiszczaka, czyli teczki pracy i teczki personalnej agenta „Bolka”. A teraz mamy wycieczki do Brukseli i skarżenie się, że w Polsce nie ma praworządności. To pokazuje absurdalność całej tej sytuacji. Ludzie, którzy zachowali się niegodnie, dzisiaj krzyczą, że są rzekomo krzywdzeni. Takie widać mamy czasy. Pozostaje zignorować te zachowania i robić swoje, czekając na werdykt niezawisłego sądu.

W wydanym oświadczeniu Wałęsa podnosi, że obecna władza postępuje jak komuniści, i zapowiada rozliczenie PiS…

– Dzisiaj przypada rocznica urodzin Bolesław Bieruta i być może stąd natchnienie czerpał Lech Wałęsa i autorzy tego oświadczenia, formułując tezy o rzekomym dewastowaniu Konstytucji, odizolowaniu Polski od Unii Europejskiej oraz niszczeniu sądownictwa. Nie dziwię się zbytnio tego typu postawom, bo Wałęsę znam w zasadzie od początku, kiedy 40 lat temu przyszedł do mnie do domu, zgłaszając swą gotowość do działalności związkowej. Początkowo współczułem mu z powodu sytuacji, w jakiej się znajdował, co więcej, litowałem się nad nim, czasami nawet pisałem za niego wypowiedzi, wywiady itd., a on sam mówił: Krzysiu, ty przecież lepiej wiesz niż ja, co powinienem powiedzieć czy napisać. Myślę, że ktoś, kto dzisiaj pisze za niego takie wypowiedzi czy pisma, jest wobec Wałęsy dużo mniej życzliwy niż ja byłem kiedyś, i dlatego wygląda to tak, jak wygląda.

Dzisiaj mało kto pamięta, że Wałęsa jako prezydent zasłynął m.in. z tego, że aktem łaski obejmował takie postaci, jak chociażby „Słowik”…

– To, co prawda, jest dzisiaj objęte już przedawnieniem, ale wracając do tego tematu, można zobaczyć, jakie było tło i jak wyglądała wizja legalizmu u Lecha Wałęsy. Przed laty opublikowałem artykuł, w którym opisałem, jak Wałęsa – poza wszelkimi procedurami – przyznał order jednemu z amerykańskich milionerów. Tym samym ów człowiek mógł się poszczycić, że otrzymał ordery bodajże od Gierka, Jaruzelskiego i od Wałęsy. Tak wyglądał ówczesny świat w wydaniu tych, którzy dzisiaj usta mają pełne frazesów, którzy bronią rzekomo zagrożonej demokracji i praworządności. Z Wałęsą zerwałem kontakty w październiku 1990 roku, zanim został prezydentem, i na szczęście od tego czasu już nie odpowiadam za jego publiczne wypowiedzi.

Zarzuty i aresztowanie posła Gawłowskiego Platforma nazywa terrorem. Co sprawia, że politycy tej formacji utrudniają rozliczenie afer korupcyjnych, dlaczego tak bardzo się przed tym bronią?

– Przed wielu laty publikowałem i mówiłem o tym, jak zaczynał swoją polityczną działalność Donald Tusk, który wraz z dwoma innymi „tenorami”: Andrzejem Olechowskim i Maciejem Płażyńskim, był twórcą Platformy Obywatelskiej. Informacje dotyczące źródeł kariery Donalda Tuska są także w pierwszym raporcie Antoniego Macierewicza. To było towarzystwo z jednej paczki, zorganizowane wokół interesów kosztem obywateli i państwa polskiego. Uważam, że dzisiaj szczerze podnoszą larum, płacząc, że boją się aresztowań. Oni przecież lepiej od nas wiedzą, co przeskrobali. Być może obawiają się, że ktoś się wyłamie i zacznie obciążać innych, publicznie zapewniają się o lojalności, że będą milczeć jak grób. Nie sądzę jednak, żeby była potrzeba podejmowania się analiz tego skorumpowanego, przesiąkniętego do cna środowiska, które pęknięte wewnętrznie prędzej niż później się rozpadnie.

Jak to jest, że jeszcze niedawno politycy Platformy jak niepodległości bronili niezawisłości sądów, tymczasem kiedy niezawisły sąd wydaje decyzję aresztową wobec ich kolegi partyjnego, zmieniają swoją narrację?

– Pamiętamy, co zrobił i jak się zachował Donald Tusk jako premier po katastrofie smoleńskiej. Kiedy odchodził do Brukseli, zastąpiła go namaszczona przez niego Ewa Kopacz, którą pamiętamy chociażby ze słów o współpracy ręka w rękę polskich i rosyjskich patomorfologów w Moskwie i przekopywaniu ziemi na miejscu katastrofy rządowego Tu-154M do ponad metra w głąb w poszukiwaniu ludzkich szczątków. Dla ludzi z tego środowiska nadużycia czy afery finansowe, w które są zamieszani poszczególni politycy – oczywiście bez ferowania wyroków o winie, bo to ustali sąd – są, jak się wydaje, czymś normalnym i na porządku dziennym. Jak można od nich oczekiwać trzeźwej oceny i otwartej postawy w tych sprawach, skoro w sprawie absolutnie fundamentalnej, dotyczącej sumienia Polaka, nie potrafili się zachować, jak trzeba, okazując się bezlitośni, bezduszni, wręcz wrodzy wobec przedstawicieli państwa polskiego, kłamstwo smoleńskie przedkładając nad prawdę.  W tej sytuacji nawet miliardowe nadużycia są drobiazgiem wobec braku ludzkich uczuć, którym się wykazali wobec największej tragedii w powojennej historii Polski, jaką była katastrofa smoleńska. Dzisiaj mamy sytuację, w której byt tej formacji jest zagrożony i pada hasło: wszystkie ręce na pokład. Mamy też gorączkowe, wręcz rozpaczliwe próby ratowania tego, co i tak wydaje się skończone.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl