Były premier Donald Tusk nic nie wie, niczego nie pamięta, nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności. Kto zatem odpowiada za zaniedbania, których wynikiem była katastrofa smoleńska?
– Przyznam, że kiedy oglądałam – wprawdzie we fragmentach – wystąpienie Donalda Tuska przed sądem, to przypomniałam sobie nasze – rodzin smoleńskich – spotkanie po katastrofie, wówczas z premierem Tuskiem, w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Sposób jego odpowiadania na pytania sądu oraz pełnomocników rodzin formą i treścią, a raczej jej brakiem do złudzenia przypominał tamto wystąpienie przed rodzinami ofiar tragedii smoleńskiej. Tak jak przed ośmiu laty, tak i teraz był zimny, wypowiadał dużo słów, tyle że bez treści, w zasadzie nie odpowiadając na żadne pytanie. Po tym pierwszym spotkaniu w 2010 roku doszłam do wniosku, że nie ma sensu przychodzić na kolejne, skoro Donald Tusk oraz ludzie z jego ekipy i tak nie odpowiedzą na żadne z pytań, jakie zadawaliśmy. Natomiast bardzo smutne jest to, że – jak się okazuje – 70. rocznicę zbrodni katyńskiej chciał wykorzystać, żeby poprawić swoje stosunki z Władimirem Putinem. Można sobie zadać pytanie, jakie interesy miał Donald Tusk, który na grobach naszych oficerów prowadził rozmowy polityczne z Putinem?
A jak Pani uważa?
– Myślę, że z całą pewnością nie były to interesy Polski, ale interesy tej grupy, którą przez wszystkie te lata reprezentował. W tej wizycie i rozmowach Tuska z Putinem nie zauważyłam moich interesów, interesów Podkarpacia, które dzisiaj reprezentuję w Senacie, nie widziałam tam również żadnego interesu Polski. Wczoraj z wypowiedzi Donalda Tuska wybrzmiało to tak, jakby najważniejszym – w tamtym czasie – interesem międzynarodowym Polski była poprawa relacji jednego premiera z drugim. Z Angelą Merkel – jak wiemy – to się udało Tuskowi dość szybko, natomiast jeśli chodzi o Putina, to było trochę trudniejsze i trzeba było użyć różnych sposobów, aby osiągnąć cel – z pewnością nie był to cel Polski, ale partykularny cel Donalda Tuska. Wykorzystał w tym celu 70. rocznicę zbrodni katyńskiej, a że Rosjanie są biegli w dyplomacji, więc z kretesem wykorzystali nadarzającą się okazję dla swoich interesów.
Donald Tusk stwierdził, że nic nie wiedział o planach wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu i politycznie nie odpowiada za to. Jego zdaniem, sprawa rozdzielenia wizyt to był termin publicystyczny służący osłabieniu jego urzędu…
– Przy poniżaniu i lekceważeniu Polski, do czego doprowadził rząd PO–PSL, mimo całego frontalnego ataku, jaki był przeprowadzany na osobę prezydenta, Lech Kaczyński chciał właściwie i godnie reprezentować Polskę i wynieść jej pozycję do rangi ważnego kraju w Unii Europejskiej. Tymczasem wszystkie działania rządu Donalda Tuska zmierzały do utrudniania prezydentowi tego zadania. Po katastrofie smoleńskiej wprawdzie już tak mocno nie atakowano prezydenta Kaczyńskiego, ale jednocześnie nigdy z tamtej strony nie słyszałam, żeby doceniono jego rolę dla poprawy wizerunku Polski w świecie. Teraz, kiedy rządy w Polsce sprawuje Zjednoczona Prawica, wcześniej premier Beata Szydło, a teraz premier Mateusz Morawiecki robią wszystko, aby przywrócić pozycję należną Polsce.
Z zeznań Donalda Tuska wynika, że nie było sporu z Lechem Kaczyńskim dotyczącego polityki zagranicznej, ale w tonie wypowiedzi byłego premiera wciąż dało się odczuć chęć umniejszenia roli prezydenta Kaczyńskiego. Zgodzi się Pani z taką tezą?
– Owszem, ale to jest cecha ludzi małych. Najgorzej jest, kiedy do polityki przychodzą ludzie butni, zarozumiali, którzy uważają się za najmądrzejszych, wszechwiedzących, którzy są przekonani, że świat kręci się tylko wokół nich.
W czasie przesłuchania Donalda Tuska padły także pytania o remont tupolewa w Samarze…
– Remonty, które się tam odbywały pod nadzorem FSB, a więc spadkobierców KGB, były praktycznie bez żadnej kontroli z polskiej strony. Płaciliśmy krocie, nie mając żadnej pewności, co do jakości wykonywanych tam prac remontowych. Kolejny raz ze strony Donalda Tuska mogliśmy też usłyszeć, że lot do Smoleńska był cywilny, podczas, gdy fakty są zupełnie inne. Nam, rodzinom, szczególnie ciężko się tego słucha. Co ciekawe, Donald Tusk podczas tego przesłuchania był mocno zdenerwowany. Każdy człowiek, choćby nie wiem jak był twardy, ma uczucia i sumienie, które prędzej czy później da o sobie znać. Myślę, że tak jak sprawa śmierci naszych bliskich nie opuszcza nas – rodziny – podobnie również da się odczuć tym, którzy byli odpowiedzialni za pewne działania zarówno przed katastrofą, jak i po tragedii. Sprawa tragedii smoleńskiej z całą pewnością towarzyszy i będzie towarzyszyć do końca życia także Donaldowi Tuskowi.
Czy Donald Tusk swoimi zeznaniami pomógł Tomaszowi Arabskiemu, którego ten proces dotyczy. Jak Pani pamięta, chociażby z Moskwy, rolę Arabskiego?
– Nie sądzę, żeby Tusk pomógł kiedykolwiek, komukolwiek. Jego zeznanie nic nie wniosło do sprawy. Taka jest moja ocena. Natomiast będąc w Moskwie po katastrofie smoleńskiej, odniosłam wrażenie, że Ewa Kopacz dużo mówiła, a nic nie robiła, natomiast moderatorem, osobą decyzyjną, podejmującą działania był milczący Tomasz Arabski. Rzeczywiście, kiedy zadawano mu pytania np. o akt zgonu, czy zostanie przetłumaczony na język polski, i czy fakt, iż został sporządzony w języku rosyjskim nie utrudni nam w przygotowaniu pogrzebów, Arabski wypowiadał się bardzo konkretnie. Stąd wnioskuję, że wbrew temu, co dzisiaj próbuje się nam wmówić, Tomasz Arabski był osobą ważną i decyzyjną zarówno przed lotem, jak i po tragedii.
Pani zdaniem Donald Tusk ma plany, co do powrotu do polskiej polityki?
– Trudno powiedzieć. Cały czas stoję na stanowisku, że Donald Tusk nigdy nie był i nie jest do końca samodzielny, że to nie on podejmuje decyzje, nawet co do swojej przyszłości. To było widać, kiedy piastował urząd premiera Polski, tak było również, kiedy kanclerz Angela Merkel załatwiała mu ciepłą posadkę w Brukseli. Sądzę, że również teraz, jeśli otrzyma zadanie powrotu do polskiej polityki, to będzie je realizował. Mam jednak nadzieję, że Polacy nie mają amnezji i pamiętają, jak funkcjonowało państwo za rządów Platformy i nie pozwolą się więcej nabrać na okrągłe słówka Donalda Tuska. Ponadto polskie społeczeństwo w czasie dwóch lat rządów PiS mogło zobaczyć, że polski rząd może być bardziej ludzki, dbający o interesy Polski i Polaków. Dlatego nie sądzę, żeby Donald Tusk w wyborach bezpośrednich miał jakiekolwiek szanse.

