logo
logo

Zbrodnie niemieckie

Zdjęcie: Adam Siwek/ Inne

Skrywane męczeństwo

Środa, 2 maja 2018 (03:00)

Jest szansa na odnalezienie relikwii bł. ks. Stanisława Kubskiego, zamęczonego w Dachau.

Aż 4092 ofiary niemieckiego obozu koncentracyjnego Dachau mogą odzyskać tożsamość. Chodzi o grupę zamęczonych, których ciała wyjątkowo nie zostały spalone w samym obozie, lecz wywieziono je do Monachium. Wśród nich może być wielu Polaków, zwłaszcza polskich księży. Wiadomo o trzech – w tym bł. ks. Stanisławie Kubskim, bohaterskim kapłanie archidiecezji gnieźnieńskiej.

Było to w 1942 r., od kwietnia do listopada, kiedy własne krematorium KL Dachau nie nadążało z paleniem ciał kolejnych osób zmarłych z głodu, zimna, chorób, wycieńczenia niewolniczą pracą, nieludzkich warunków i drakońskich kar, a także celowo uśmiercanych w „transportach inwalidów” czy trutych spalinami w tzw. samochodach śmierci. W tym czasie zmarło w obozie m.in. 600 polskich księży. W 1943 r. na terenie obozu otwarto nowe, bardziej „wydajne” krematorium i już nie było potrzeby wysyłania zwłok do miasta.

Zachowaniu pamięci o ponad 4 tys. ofiar KL Dachau pomogła niemiecka precyzja i surowy system pilnowania więźniów. Ponieważ ścisłemu rozliczeniu podlegały też zwłoki, z każdym transportem opuszczającym obóz szła lista osób i ich numery. Niemcy, żeby nadążyć z kremacjami, wykorzystali „cywilne”, funkcjonujące zresztą do dziś, krematorium cmentarza Ostfriedhof Martin Platz, położonego obok przycmentarnego kościoła. Ciała palono tam pojedynczo, a prochy wkładano zgodnie z przyjętą w Monachium technologią do oddzielnej pojedynczej urny – to staranność, na którą nie zdobyliby się esesmani w obozie śmierci.

Obecnie przy kościele Ostfriedhof ustawiono obelisk z informacją o skremowanych ofiarach narodowego socjalizmu. – Jestem zaskoczona brakiem informacji, że tutaj skremowano także zmarłych w KL Dachau. Gdyby nie moja dociekliwość, nikt w Polsce by nie wiedział, że tam skremowano zmarłych więźniów, wśród nich polskich duchownych – mówi nam dr Anna Jagodzińska z IPN, która zajmuje się tym tematem od 2010 r. i zainteresowała nim kierownictwo Instytutu.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Piotr Falkowski

Nasz Dziennik