logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ten spór męczy nie tylko Polskę

Niedziela, 6 maja 2018 (20:13)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na stronie internetowej Sejmu zamieszczono projekt noweli ustawy o Sądzie Najwyższym i kilku innych ustaw złożony przez posłów PiS. W jakim kierunku idą zmiany dotyczące ustawy o Sądzie Najwyższym?

– Obecne zmiany przewidziane w projekcie noweli ustawy o Sądzie Najwyższym przewidują m.in., że skarga nadzwyczajna na prawomocne wyroki polskich sądów będzie mogła zostać złożona wyłącznie przez Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego lub przez Rzecznika Praw Obywatelskich. Przypomnę, że przyjmując, aby więcej podmiotów mogło występować z nadzwyczajną skargą kasacyjną, zdawaliśmy sobie sprawę z tego, jak wiele wniosków o takie skargi może się pojawić. Stąd, aby skarga rzeczywiście mogła być rozpoznawana, potrzeba będzie więcej podmiotów uprawnionych do występowania z takimi wnioskami. W tej chwili, jeśli ta liczba będzie ograniczona jedynie do dwóch podmiotów, czyli do Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego oraz Rzecznika Praw Obywatelskich, to pojawi się problem wydolności tych dwóch instytucji w zakresie nadzwyczajnej skargi kasacyjnej. Tymczasem, jak wiemy, wiele jest niezadowolenia, wiele jest krzywd zgłaszanych przez obywateli względem wymiaru sprawiedliwości, a zatem możemy się spodziewać, że w wielu sprawach wielu obywateli będzie się domagało swoich praw i nadzwyczajnej skargi kasacyjnej. Gdyby tak rzeczywiście było, to będzie również konieczne wzmocnienie etatowe tych podmiotów, w szczególności zaś u Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego.

To jest, powiedzmy, techniczna zmiana, ale jeśli zostanie przegłosowana, czy to będzie wzmocnieniem skargi nadzwyczajnej?

– W dalszym ciągu skargę nadzwyczajną będzie rozpatrywał Sąd Najwyższy, natomiast tutaj mamy do czynienia z podmiotami, które w imieniu zainteresowanych obywateli mogą występować do Sądu Najwyższego o rozpoznanie takiej skargi. Tak to wygląda. Dlatego z całą pewnością potrzeba więcej sił i środków, ażeby skargi obywateli mogły być wstępnie rozpatrzone właśnie przez te dwa podmioty: Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego lub Rzecznika Praw Obywatelskich, które będą uprawnione do występowania do Sądu Najwyższego ze skargą nadzwyczajną. Chcę też powiedzieć, że podobna instytucja funkcjonowała jeszcze w minionym ustroju, a była to tzw. rewizja nadzwyczajna. Wówczas też nie było wiele podmiotów uprawnionych do występowania z taką rewizją nadzwyczajną, niemniej jednak można to było czynić na bieżąco. Teraz jednak mamy do czynienia z okresem 20 lat wstecz.

Kolejna istotna zmiana ma dotyczyć Prawa o ustroju sądów powszechnych. Na czym będzie polegała?

– W tym wypadku chodzi o zmianę podmiotów, które będą mianowały asesorów. Do tej pory było to uprawnienie Ministra Sprawiedliwości, natomiast zgodnie z obecną propozycją Prawa i Sprawiedliwości będzie to kompetencja prezydenta. Trzeba powiedzieć, że jest to też jakaś konsekwencja, bowiem skoro sędziów mianuje prezydent, to można uznać, że i asesorów również winien mianować. Jest to także pewnego rodzaju nobilitacja asesorów. Wiadomo też, że asesorem jest się mianowanym na krótki, ściśle oznaczony czas, natomiast głowa państwa powinna przede wszystkim wręczać nominacje tym sędziom, którzy będą wykonywać ten zawód aż do stanu spoczynku, a więc do uzyskania wieku emerytalnego. Natomiast asesor – jak już wspomniałem – jest to krótkotrwała instytucja, bo po upływie asesury może się zdarzyć, że rzeczywiście nastąpi nominacja na stanowisko sędziego, ale równie dobrze może się na asesurze zakończyć. Można zatem powiedzieć, że asesura jest rozumiana jako próba, czy ktoś nadaje się do tego, aby być sędzią, ale jest to krótkotrwałe wykonywanie władzy sądowniczej. Przypomnę też, że wiele z tym było problemów, bo po uznaniu – niegdyś – asesury za niekonstytucyjną zlikwidowano ten stan przejściowy i wówczas zrodził się problem. Ludzie bez możliwości sprawdzenia się w zawodzie dostali niemalże dożywotnie prawo wykonywania zawodu sędziego, aż do emerytury. Tymczasem już po kilku miesiącach orzekania mogło się okazać, że niektórzy nie posiadają jednak wymaganych predyspozycji i nigdy sędziami zostać nie powinni. Niestety nie było już możliwości odwołania takiego sędziego z zajmowanego stanowiska. Dlatego też powrócono do asesury jako sprawowania władzy sędziowskiej przez ściśle określony czas.

Prezydent powinien mianować asesorów?

– Tak jak wspomniałem, fakt mianowania asesora przez prezydenta jest z jednej strony podniesieniem rangi asesury, ale z drugiej – wraz z tym rzeczywiście przybywa obowiązków prezydentowi. Proponowane zmiany zakładają też, że Krajowa Rada Sądownictwa będzie mogła wyrazić sprzeciw wobec kandydata na stanowisko asesorskie na etapie procedury poprzedzającym mianowanie asesora sądowego przez prezydenta. Poprzedni projekt zakładał, że na postanowienie prezydenta służy zażalenie. Oczywiście jest to kwestia pewnych standardów, mianowicie, że od każdej decyzji, od każdego postanowienia winno służyć odwołanie. A więc skoro zakładano, że prezydent będzie mianował asesorów, to do kogo mogłoby nastąpić takie odwołanie? Konstrukcja w poprzednim projekcie przewidywała, że Krajowa Rada Sądownictwa będzie takie odwołania rozpatrywać, że może uchylić postanowienie głowy państwa i zwrócić się do prezydenta, aby ponownie rozpoznał to odwołanie. Wtedy mocno protestowałem, że tak w żaden sposób być nie powinno i w rezultacie ten zapis został usunięty z poprzedniej ustawy. Uważałem bowiem za niedopuszczalne, ażeby odwołania od postanowień prezydenta rozpatrywane były przez Krajową Radę Sądownictwa. Odwołania od postanowień prezydenta nie powinny być rozpatrywane, bo uwłaczałoby to powadze głowy państwa. I tak też się stało, dlatego poprzednio odeszliśmy od tego. Być może teraz pojawia się problem, czy znów nie będzie odwołania, stąd takie, a nie inne rozwiązanie, że na etapie poprzedzającym procedurę mianowanie asesora sądowego przez prezydenta Krajowa Rada Sądownictwa będzie mogła wyrazić sprzeciw wobec kandydata na to stanowisko. Chodzi o to, żeby w takiej czy innej formie zachować system odwoławczy.

Za nami kolejne spotkanie min. Czaputowicza i wiceprzewodniczącego Timmermansa, po którym słyszymy, że sprawy idą w dobrym kierunku. Czy rzeczywiście?

– Myślę, że dokonywanie pewnej nowelizacji w obszarze wymiaru sprawiedliwości nie wypacza idei samej reformy. Chociaż proponowane w tej chwili zmiany dotyczące ilości podmiotów uprawnionych do występowania z wnioskiem o kasację nie zmieniają samej idei nadzwyczajnej skargi kasacyjnej. Sprawa mianowania asesorów przez prezydenta również – można powiedzieć – podnosi rangę asesorów, ale nie zmienia istoty rzeczy. Próba zachowania wcześniejszej możliwości rozpatrywania takiej nominacji przez inny organ też w niczym nie ogranicza tejże reformy. Można zatem powiedzieć, że wykonywane są pewne działania o charakterze legislacyjnym wychodzące naprzeciw oczekiwaniom Komisji Europejskiej, ale nie zmienia to istoty samej reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce.  

Frans Timmermans nigdy nie był przyjazny Polsce. Czy jest jakaś granica kompromisu i ustępstw z polskiej strony?

– Myślę, że na ile to jest możliwe, to podejmujemy wysiłki, żeby wyrwać argumenty Komisji Europejskiej i żeby ten spór zakończyć. Natomiast nie zgodzimy się na wycofanie z kierunku reform wymiaru sprawiedliwości w Polsce. To jest pewne. Z kolei tam, gdzie możemy w jakimś stopniu dokonać korekty, to jej dokonujemy, bez zmiany istoty reformy wymiaru sprawiedliwości. Myślę też, że cały czas chodzi o tworzenie pewnych możliwości wyjścia z twarzą przez Komisję Europejską ze sporu z Polską. Ten spór męczy nie tylko Polskę, ale również jest uciążliwy dla Komisji Europejskiej, także dla eurodeputowanych z innych państw członkowskich, do których chyba coraz bardziej dociera, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi i że z tą praworządnością w Polsce wcale nie jest źle, żeby nie powiedzieć, że jest całkiem dobrze. Czas – jak się wydaje – robi swoje i politycy zaczynają dostrzegać, kto tu namieszał i że ten niepotrzebny nikomu spór trzeba jakoś przerwać. Jednak, żeby go przerwać, potrzebne są pewne fakty, które pozwalają dojść do kompromisu.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl