To już czwarta doba akcji ratowniczej w kopalni „Zofiówka”. Czy jest nadzieja na uratowanie trzech zasypanych górników?
– Nadzieja musi być, w przeciwnym razie praca zastępów ratowniczych byłaby bezsensowna. Z każdym dniem, z każdą godziną szanse na uratowanie górników topnieją, to prawda, ale wciąż jest szansa, a więc i nadzieja, że wszystko to może się skończyć pozytywnie. Ratownicy zawsze idą po żywych i to, że ktoś z zasypanych górników przeżył, jest wciąż realne. Dlatego nie możemy mówić, że jest to niemożliwe, bo wówczas cała praca, cały wysiłek prowadzących akcję ratowniczą nie miałby sensu.
Czy nie jest tak, że zmęczenie i brak wyraźnych sygnałów życia zniechęca ratowników? Chociaż podczas dzisiejszej porannej konferencji usłyszeliśmy, że jest jakiś sygnał radiowy z nadajnika w lampie górnika.
– Absolutnie nie, wprost przeciwnie. Świadomość, że ktoś czeka na ratunek, że można kogoś uratować, jeszcze bardziej determinuje ratowników do wysiłku. Tym bardziej gdy pojawia się sygnał z lampy górniczej. Akcja ratownicza na dole jest prowadzona przez ludzi profesjonalnie do tego przygotowanych. Przed nimi są cele do zrealizowania: dotrzeć do zasypanych górników, przetransportować ich w bezpieczne miejsce, a następnie na powierzchnię, ale również zadbać o własne bezpieczeństwo. Na wydobyciu uwięzionych górników akcja się nie kończy, bo jej uczestnicy muszą jeszcze zdać raport, jaka w danym rejonie jest sytuacja, wskazać, jak tam później bezpiecznie wejść itd. Ratownicy pracujący na dole często się zmieniają, dlatego cały czas do dyspozycji jest kilka czy kilkanaście zastępów.
Skoro mamy odnotowany sygnał z lampy górniczej, to co to może oznaczać?
– Górniczy Lokacyjny Osobisty Nadajnik GLON – urządzenie, z którego wysyłany jest sygnał – jest umiejscowione w lampie górniczej. Sygnał oznacza, że z całą pewnością w tym miejscu był człowiek. Natomiast nie oznacza, że cały czas tam się znajduje, bo np. podczas tąpnięcia czy ucieczki hełm mógł komuś spaść z głowy. Zadaniem ratowników jest dojście do tego miejsca, skąd wysyłany jest sygnał, bo najprawdopodobniej jest tam człowiek.
Czyli cały czas jest nadzieja?
– Nadzieja jest nieodłączną częścią naszego życia. Dlatego powinniśmy się cały czas modlić za uwięzionych pod ziemią górników oraz za zastępy ratownicze, które starają się przyjść im z pomocą. Nie zapominajmy też o rodzinach, zarówno tych górników, którzy zginęli, ale też tych, którzy wciąż są poszukiwani, mając nadzieję na uratowanie swoich mężów, ojców. Górnicy to twardzi ludzie, którzy pokładają nadzieję w Bogu. Oni też wiedzą, jak się zachować pod ziemią, znają procedury, wiedzą też, co się może wydarzyć i w jaki sposób można się ochronić przed ewentualnym zagrożeniem. Kiedy jest metan, to należy użyć aparatu ucieczkowego bądź twarz trzymać możliwie jak najbliżej spągu tunelu wyrobiska, bo tam jest więcej tlenu, którym można oddychać, niż trochę wyżej, bliżej stropu. Metan jest gazem lżejszym od powietrza, przez co unosi się wyżej. Górnicy wiedzą też, że w urządzeniach wzdłuż tuneli jest woda i powietrze, z których w sprzyjających okolicznościach można skorzystać. Ta wiedza to jest, można powiedzieć, ABC wyszkolenia każdego górnika.
Jak Pan zauważył, górnicy to twardzi ludzie, a kim są ratownicy, jakie wymogi trzeba spełnić, aby zostać ratownikiem górniczym?
– Przede wszystkim ratownik górniczy musi mieć nie tylko przygotowanie techniczne niezbędne do prowadzenia akcji, ale również predyspozycje i przygotowanie psychiczne. Ratownicy górniczy przechodzą badania zdrowotne, uczestniczą także w ćwiczeniach i szkoleniach. 10 lat byłem ratownikiem górniczym czynnym, a trzy lata nieczynnym, więc wiem, na czym to polega. Żeby zostać ratownikiem, trzeba pomyślnie przejść testy psychologiczne, badania psychiatryczne, cyklicznie są powtarzane szkolenia odnośnie do zadań czy sytuacji, z jakimi mogą się zetknąć pod ziemią. Jedyne porównanie, jeśli chodzi o szkolenie odnośnie do procedur, jakie przychodzi mi do głowy, to porównanie ze szkoleniami straży pożarnej czy wojska. Ratownicy górniczy to twardzi ludzie, to, co widzimy w przekazach telewizyjnych czy słyszymy w rozgłośniach radiowych na temat akcji ratowniczych, to tylko wierzchołek góry lodowej. Ten przekaz nigdy nie oddaje tego, z czym ratownicy mogą się rzeczywiście zetknąć na dole. Stan ofiar wypadków górniczych, do których docierają, może być bardzo różny. Proszę pamiętać, że siły i naprężenia, jakie działają podczas wybuchów, którym są poddawani górnicy, są ogromne, również skutki zawałów mogą być dla zwykłych ludzi niewyobrażalne. I z tym wszystkim podczas akcji stykają się bezpośrednio ratownicy. Człowiek słaby psychicznie nie byłby w stanie wytrzymać tego napięcia do końca życia, z takimi widokami żyć się normalnie nie da, proszę mi wierzyć. Ratownicy są do tego typu traumatycznych przeżyć przygotowani, ale nie każdy może pracować na takim stanowisku.
Prezes JSW określił warunki panujące w tej chwili pod ziemią jako „ekstremalnie trudne”. Co to znaczy?
– To oznacza, że po pierwsze – nie ma przejścia, są tylko niewielkie prześwity i ratownicy muszą ręcznie przebierać rumowisko, gdzie na drodze oprócz skał mogą znajdować się uszkodzone instalacje i urządzenia, które trzeba usunąć. Po drugie – w wyrobiskach panuje bardzo wysoka temperatura, po trzecie – ratownicy cały czas balansują na granicy bezpieczeństwa wybuchu metanu, którego stężenie wprawdzie spada, bo rejon jest przewietrzany, ale w niektórych obszarach wciąż jest wysokie. Proszę też mieć świadomość, że wybuchowi metanu często towarzyszy wybuch pyłu węglowego. Ponadto żeby poruszać się do przodu, cały czas trwa przebieranie zawalonych chodników, co z kolei może wywołać tąpnięcia wtórne, oczywiście o wiele słabsze od tego, które miało miejsce w sobotę, ale nie mniej groźne dla biorących udział w akcji ratowniczej. Bywa, że narusza to górotwór i niszczy obudowy, które ratownicy już zdążyli zrobić. Poza tym cały czas jest presja czasu, aby jak najszybciej dotrzeć do zasypanych ludzi. To pokazuje, że warunki panujące tam, pod ziemią, są bardzo ciężkie, co nie pozostaje bez wpływu na psychikę ratowników, którym towarzyszy stres. Na szczęście potrafią z tym walczyć, ale im dłużej trwa akcja, tym poziom tego stresu jest wyższy. Akcja w „Zofiówce” jest zatem ciężka fizycznie, ale trudna pod względem psychicznym.
Górnictwo, choć niebezpieczne, stale się rozwija także w zakresie bezpieczeństwa. Czy nie da się przewidzieć w porę tego typu zagrożeń?
– Wszystkiego nie da się przewidzieć. Nie da się przewidzieć, kiedy nastąpi tąpnięcie. Natomiast można określić samo złoże, czy jest to złoże tąpiące. W związku z tym wierci się w takim złożu otwory, gdzie umieszcza się specjalne czujniki. I kiedy napięcia, naprężenia się zwiększają, to czujniki zaczynają działać. Wiemy też, że jeden z górników wykonywał telefon na górę, co tylko świadczy, że coś tam się niepokojącego działo. To jest z pewnością nagrane i będzie do sprawdzenia na odpowiednim sprzęcie. Kiedy bowiem włącza się sygnalizacja czujników, to automatycznie włączają się urządzenia nagrywające wszystkie rozmowy przychodzące czy wychodzące, a więc wszystko, co się dzieje na kopalni, jest rejestrowane. Jeśli chodzi o prowadzenie działań ratowniczych, to szefowie akcji z pewnością wiedzą dużo więcej, niż podają do wiadomości opinii publicznej, ale jest to zrozumiałe.
Z informacji kierownictwa kopalni wynika, że sobotni wstrząs miał amplitudę dotąd nienotowaną. Praca górników staje się zatem coraz niebezpieczniejsza…
– Wstrząs górotworu miał siłę szacowaną od ok. 3,4 do 3,9 stopni w skali Richtera. To bardzo dużo. Praca górników oczywiście jest niebezpieczna, pełna zagrożeń już z samego założenia. Natomiast te tereny, które my nazywamy tąpiącymi, są szczególnie oznakowane – z jednej strony, a z drugiej – w takich przestrzeniach nie może pracować więcej niż ściśle określona liczba ludzi. Z tego, co sobie przypominam, to w kopalni „Zofiówka”, w miejscu, gdzie doszło do tąpnięcia, na odcinku bodajże 1300 m mogło pracować tylko ośmiu ludzi. To pokazuje, że z założenia w takich miejscach ogranicza się liczbę pracujących górników, z tego prostego powodu, że jeśli nawet dojdzie do katastrofy, to jej skutki były możliwie jak najmniejsze. Ponadto członkowie załogi, która pracuje w takim rejonie, jest dodatkowo szkolona. Również wyrobiska są odpowiednio wzmacniane, bardziej niż wszystkie pozostałe. Tak czy inaczej do branży górniczej cały czas wprzęgnięta jest nauka, bo współpracujemy z ośrodkami i naukowcami m.in. z Politechniki Śląskiej w Gliwicach, z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i z wielu innych uczelni technicznych, ponadto badania w zakresie poprawy bezpieczeństwa prowadzi Główny Instytut Górnictwa. Niestety, wobec natury często bywamy bezsilni i tak jak nie można przewidzieć trzęsienia ziemi, tak nie da się przewidzieć tąpania pod ziemią w kopalniach.

