logo
logo

Reparacje wojenne

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Zagarnięte dokumenty

Piątek, 11 maja 2018 (03:39)

Dokumenty opisujące polskie straty podczas II wojny światowej wypożyczone niemieckim instytucjom nie wróciły do Polski.

 

Dokumentacja dotycząca polskich strat podczas II wojny światowej trafiała do Niemiec od lat 60. ubiegłego wieku, a ostatnie dokumenty przesyłano jeszcze w końcówce lat 90. Dokumenty miały służyć potwierdzeniu polskich szkód w toczących się tam sprawach. I mimo że w wielu przypadkach zakończyły się one w Niemczech umorzeniami czy uniewinnieniami, to oryginały przesłanych dokumentów do kraju już nie powróciły.

Dezyderat o podjęcie kroków w tej sprawie na forum międzynarodowym do premiera Mateusza Morawieckiego podejmie na najbliższym posiedzeniu Parlamentarny Zespół ds. Oszacowania Wysokości Odszkodowań Należnych Polsce od Niemiec za Szkody Wyrządzone w trakcie II Wojny Światowej. – Materiały przesyłane do Niemiec przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, a później także przez IPN to dokumenty potwierdzające zbrodnie wojenne. Wysyłano tam przesłuchania świadków, zdjęcia, mapy, akty zgonów, dokumentację strat. To ponad 63 tys. dokumentów dotyczących zbrodni hitlerowskich w Polsce. Są tam np. akta zbrodni w Palmirach, akta egzekucji publicznych na terenie getta w Warszawie, akta opisujące pomoc udzielaną Żydom przez Polaków podczas II wojny światowej, akta masowych egzekucji w wielu polskich miejscowościach – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” przewodniczący parlamentarnego zespołu Arkadiusz Mularczyk.

Nielegalnie wywiezione dokumenty

Zwraca uwagę, że są to dowody o tyle istotne, że zostały specjalnie wyselekcjonowane do wysłania, by udokumentować szkody poniesione przez Polskę i Polaków i w celu ścigania zbrodniarzy niemieckich. Do Polski oryginały dokumentów nie wróciły, gdyż – zauważa Mularczyk – nikt się o nie u nas nie upominał. Co więcej, dokumenty te trafiły do Niemiec – mówi nam Mularczyk – bezprawnie, na ich przekazanie nie było żadnej podstawy prawnej.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Artur Kowalski

Nasz Dziennik