Jako poseł ma Pan okazję bezpośrednio – na korytarzach sejmowych – obserwować protest rodziców i osób niepełnosprawnych. Jak Pan ocenia to, co się tam dzieje?
– Protest trwa już ponad 30 dni i staje się coraz bardziej nużący zwłaszcza dla osób niepełnosprawnych, a także dla ich opiekunów. Nie ma co ukrywać, że osoby niepełnosprawne wymagające szczególnej opieki i systematycznej rehabilitacji przebywają w miejscu dla nich nieprzystosowanym. Z ludzkiego punktu widzenia jest to uwłaczające dla tych osób, ale z drugiej strony świadczy to o ich ogromnej determinacji. Wiemy, że za rządów PO – PSL przedstawiciele tego środowiska „gościli” już w Sejmie, a przez ostatnie dwa lata przedstawiali obecnie rządzącym propozycje, które prezentowała m.in. nasza klubowa koleżanka poseł Agnieszka Ścigaj. Niestety nie było woli załatwienia tych roszczeń.
O czym to świadczy?
– To pokazuje, że z jednej strony mówimy tu o zaniechaniach ok. 30 lat, bo to nie są problemy ostatnich lat, ale są to znane od dawna problemy, które nierozwiązane spiętrzały się coraz bardziej, aż doszliśmy do ściany. Sytuacja – nagle – przerosła chyba wszystkich. Dzisiaj widzę wśród tych osób ogromną determinację, a jednocześnie bezradność, jak wyjść z tej sytuacji. Z jednej strony część postulatów tego środowiska została spełniona, ale postulat o gotówkowym wsparciu wciąż nie doczekał się realizacji. W tym momencie widać też brak konsekwencji polityków i to wszystkich, bez podziału na barwy partyjne. Z jednej strony politycy Prawa i Sprawiedliwości lekką ręką rozdają pieniądze na drugie dziecko w ramach programu „Rodzina 500 plus” – zarówno tym, którzy zarabiają dwa tysiące złotych, jak i tym, których dochody sięgają kilkunastu tysięcy. Natomiast osoby niepełnosprawne, które wymagają wsparcia, nie otrzymują go w należytym zakresie. Widać tu zatem pewną niekonsekwencję rządzących.
To jedna strona medalu, a druga jest taka, że posłowie totalnej opozycji grzeją się w świetle tego protestu ...
– Instrumentalne, stricte PR-owskie wykorzystywanie przez polityków osób niepełnosprawnych jest przerażające i uwłaczające. Mówimy tu bowiem o czymś bardzo niebezpiecznym, bo o wykorzystywaniu osób niepełnosprawnych – mocno już wyczerpanych tym protestem – do celów politycznych. Zamiast zaproponować pomysły rozwiązania tej sytuacji, pojawiają się politycy, którzy dokładają węgla emocji do kotła, aby jeszcze bardziej zaogniać całą atmosferę, żeby ci ludzie nadal tam trwali. I to mnie w tym wszystkim najbardziej przeraża. Z jednej strony jest krzyk bezradności i determinacja protestujących, którzy idą na całość, bo wiedzą, że kiedy opuszczą Sejm, to prędko tu nie wrócą, a jednocześnie zdają sobie sprawę, że jeśli nie postawią kropki nad „i”, to obietnice polityków mogą spełznąć na niczym. Trzeba też powiedzieć, że politycy dzisiejszej partii rządzącej w 2014 roku, kiedy byli w opozycji, składali deklaracje wsparcia, a ci, którzy wówczas rządzili i omijali szerokim łukiem protestujących, dzisiaj chętnie pojawiają się wśród nich, wychodzą z ich niepełnosprawnymi dziećmi na spacery przed Sejm. To pokazuje bezwzględność polityczną i cyniczne wykorzystywanie nieszczęścia ludzkiego. To jest moja – myślę – uczciwa ocena sytuacji.
W tym, co Pan mówi, jest wiele racji, ale czy postawa rodziców osób niepełnosprawnych nie oddala ich od osiągnięcia porozumienia z rządem i celu, który sobie wyznaczyli?
– Ci ludzie to nie są politycy, to są matki wychowujące dzieci i to w bardzo różnym stopniu niepełnosprawności. Te osoby są już mocno wycieńczone. Sądzę, że dzisiaj powinna się znaleźć mądra grupa polityków, która zaproponuje konkretne konstruktywne rozwiązanie. Proszę też wziąć pod uwagę, że ci ludzie nie mogą się czuć przegrani i odejść w przekonaniu, że ponad 30 dni spędzone na korytarzach sejmowych były bez sensu. Dlatego powinni się znaleźć politycy, którzy pokażą, że ich trud nie jest bez sensu, że miał sens i ten protest de facto zakończy się sukcesem.
Tylko czy ci protestujący rzeczywiście mogą się czuć przegrani po tym, co już osiągnęli podczas tego protestu?
– Owszem, osiągnęli połowiczne zwycięstwo i to nie ulega wątpliwości. Tylko chodzi o to, że po stronie partii rządzącej nie znalazł się nikt, kto przyszedłby do tych osób i powiedział, wytłumaczył im, jak to wszystko zostanie załatwione, zrealizowane. Dzisiaj tego brak. To też jest sztuka wyprzedzania pewnych faktów, umiejętność powiedzenia protestującym, że nie jesteście przegrani, co więcej, że osiągnęliście sukces, który będzie krok po kroku realizowany, że macie na to nasze zobowiązanie. Jest jeszcze jedno, mianowicie podejrzewam, że ten protest być może zakończyłby się już pierwszego dnia, gdyby wśród osób niepełnosprawnych i ich rodziców pojawił się prezes Jarosław Kaczyński i obiecał im, że zrobi wszystko, żeby w perspektywie dwóch lat załatwić problem z korzyścią dla nich.
Przecież wie Pan o tym, że gdyby pojawił się tam Jarosław Kaczyński, to zostałoby to wykorzystane podobnie jak pojawienie się minister Elżbiety Rafalskiej czy rzecznik rządu Joanny Kopcińskiej…
– Zgadzam się z panem redaktorem, bo osobiście widziałem parę takich scen. Tylko proszę zwrócić uwagę, że zachowanie tych matek było inne na początku protestu, a inne jest teraz. Dziś wszyscy są już zmęczeni, stąd ta eskalacja emocji. Ktoś, kto ma pod opieką osobę niepełnosprawną – w takich, a nie innych warunkach – to po 30 dniach zaczyna balansować na granicy racjonalności. Dlatego nie obarczam winą protestujących osób i ich niepełnosprawnych dzieci, ale polityków wszystkich opcji, którzy nie wygaszają napięcia, a przeciwnie, dokładają do kotła, podkręcając, podjudzając mocno już zdesperowane osoby.
Tylko wybierając się z protestem do Sejmu, te panie chyba zdawały sobie sprawę, że nie wszystkie postulaty uda się im osiągnąć od razu...
– Na dzisiaj, niestety brakuje mądrej osoby, która potrafiłaby porozmawiać z protestującymi, wskazać im rozsądne rozwiązanie, uspokoić nastroje i de facto uświadomić im, że póki co wygrali dużo, rząd przecież podniósł rentę socjalną, ułatwił też dostęp do rehabilitacji, a pozostałe zwycięstwo będzie lekko odsunięte w czasie. Tego rozsądku dzisiaj niestety brakuje. Natomiast, i powtórzę to jeszcze raz, dzisiaj mamy cyniczne wykorzystywanie nieszczęścia ludzkiego przez polityków wszystkich opcji. Jednocześnie widać bezradność rządzących w tym, aby przekuć dotychczasowe doświadczenia na rozwiązanie problemu. Inaczej może się to skończyć nieszczęściem. Osoby niepełnosprawne ze swoimi opiekunami już dawno powinny być w swoich domach. Ten protest miałby sens, gdyby trwał nie dłużej niż tydzień. Wszystko, co w atmosferze napięcia trwa powyżej siedmiu dni, jest szaleństwem. Dlatego nie dziwmy się, że dzisiaj mamy to, co mamy. Protest w Sejmie trwa stanowczo za długo. Może używam zbyt mocnych słów, ale człowiek wyczerpany fizycznie, ale też psychicznie jest nieobliczalny. Warto mieć tego świadomość. Ktoś musi tym ludziom wytłumaczyć, że nie wszystko można osiągnąć od razu.
Biorąc nawet pod uwagę znużenie, zmęczenie czy nawet zniechęcenie, po stronie protestujących matek nie widać woli kompromisu, co więcej, jest agresja.
– Te kobiety stały się instrumentem rozgrywek i to jest dramat. Podejrzewam, że gdyby ktoś zaproponował im spokojną rozmowę, bez scen i niepotrzebnych wypowiedzi, i to po wszystkich stronach, to pole do kompromisu byłoby znacznie szersze. Używając języka młodzieżowego, nigdy nie wolno przeginać. Niektóre wypowiedzi były niepotrzebne, zbyt mocne, dodatkowo podchwycone i wykorzystane przez media i w zależności od potrzeb jest to odgrzewane dla podtrzymania temperatury sporu. Trzeba też zaznaczyć, że był to błąd taktyczny PiS, iż pozwolono, aby ten spór trwał tak długo. Ktoś nie podszedł do tematu w sposób profesjonalny w sensie negocjacji. Teraz trzeba zrobić krok do tyłu i otworzyć nowy rozdział w kontaktach. Do tego nie potrzeba ministrów, tylko psychologa, który podszedłby do rozmów w sposób spokojny, a wówczas sprawę udałoby się rozwiązać. Takie są reguły negocjacji. Protestujący w Sejmie też muszą poczuć, że to ich poświęcenie, wyrzeczenia jednak miały sens. Ale tego nie ma, co więcej, te osoby niestety się pogrążają.
Ale przecież protestujące panie powiedziały z góry, że nie będę rozmawiać przy zamkniętych drzwiach, tylko w świetle kamer. Dzisiaj każdy widzi, jak to wygląda i sam może sobie wyrobić zdanie, czy jest to protest motywowany politycznie czy nie…
– Dokładnie tak to wygląda. I c, by nie powiedzieć, na dzisiaj sytuacja jest patowa. Już wiadomo, że w odróżnieniu od lat ubiegłych w Dzień Dziecka Sejm nie będzie otwarty, zresztą podobnie było w Noc Muzeów. A więc dzieją się różne dziwne rzeczy, których można było uniknąć.
Protestujący rodzice osób niepełnosprawnych zapowiadają, że nie opuszczą Sejmu nawet podczas sesji wiosennej Zgromadzenia Parlamentarnego NATO, która odbędzie się w dniach 25-28 maja.
– To tylko pokazuje, że protestujący stali się stroną. Widać, że ktoś zaczyna grać na bardzo cienkiej i niebezpiecznej strunie. Po obu stronach jest potrzebny rozsądek i mądrość. Jednocześnie powinna to być lekcja dla polityków, że składanych obietnic należy dotrzymywać i to niezależnie od tego, czy jest się partią rządzącą, czy w opozycji. Niestety w Polsce partie, kiedy dochodzą do władzy, dostają jakby zaćmienia, amnezji, a kiedy są już przy władzy, nie realizują tego, co obiecywały, będąc w opozycji. Również dzisiejsza opozycja zapomniała o tym, co robiła, a raczej czego nie zrobiła w tej materii, kiedy dzierżyła stery władzy. Widać amnezja jest chorobą polityków, bardzo poważną chorobą. Nie wolno jednak zapominać o tym, że niedotrzymane obietnice się mszczą.

