Dzisiaj w miejscu rozebranego nielegalnego pomnika OUN-UPA w Hruszowicach rozpoczęły się prace archeologiczne prowadzone przez IPN. Czego możemy się spodziewać po tych badaniach?
– Z całą pewnością nie dopatrywałbym się tutaj żadnych sensacji. Natomiast z uwagi na to, że jest to cmentarz komunalny, możemy się spodziewać odnalezienia w tym miejscu ludzkich szczątków. Trudno, żeby było inaczej. Gdziekolwiek by nie prowadzić prac archeologicznych – w tym miejscu – należy się liczyć z odnalezieniem szczątków. Natomiast pytanie jest takie: czy można będzie odkryć w tym miejscu szczątki banderowców z OUN-UPA. Osobiście w to wątpię, bo nic na to nie wskazuje. Nie ma na to żadnych dokumentów, dowodów, a poza tym trudno sobie wyobrazić, żeby w 1947 czy 1948 roku – a więc w latach, na które wskazuje strona ukraińska – można było nielegalnie dokonać pochówku i to kilkunastu banderowców UPA, czyli formacji, która była zwalczana przez władze komunistyczne w Polsce. Trudno też sobie wyobrazić, żeby bez wiedzy ówczesnego Urzędu Bezpieczeństwa – na cmentarzu komunalnym – można było, w sposób nielegalny dokonać pochówków członków oddziału UPA. Oczywiście nie można wykluczyć, że dajmy na to jednego banderowca można byłoby gdzieś na uboczu pogrzebać, ale kilkunastu – jak upierają się Ukraińcy, to nie wydaje mi się prawdopodobne. Nie sądzę zatem, żeby podczas rozpoczynających się ekshumacji, w tym właśnie miejscu udało się odnaleźć szczątki członków tej zbrodniczej formacji.
Co zatem mogą wyjaśnić badania prowadzone przez IPN i czy jest szansa, że sprawa tego nielegalnego upamiętnienia, które zostało usunięte w 2017 roku, zostanie zamknięta raz na zawsze?
– Mam nadzieję, że sprawa ta zostanie zamknięta i Polska przestanie być szkalowana za to, że niby nieznani sprawcy dopuszczali się różnych – jak to niektórzy wskazywali – zniszczeń tego typu monumentów w dodatku nielegalnych. Wierzę, że prawda zostanie ujawniona, że zakończą się spekulacje ze strony ukraińskiej i w końcu dowiemy się, czy w miejscu, gdzie stał nielegalny pomnik, są jakieś ludzkie szczątki, czy też nie. Pozostaje mieć nadzieję, że sprawa trudnych stosunków, trudnych relacji także wobec nielegalnych upamiętnień ukraińskich na terenach Polski zostanie w tym miejscu zamknięta i zakończy się ten trudny bądź co bądź, ale pusty dialog.
Nie obawia się Pan, że będą nowe próby odbudowy pomnika w Hruszowicach?
– Owszem, docierają do nas sygnały o ewentualnych próbach zalegalizowania ukraińskich upamiętnień w woj. podkarpackim, których jest jeszcze ok. 60, ale na to nie pozwolimy. Zresztą nie ma ku temu żadnych racjonalnych przesłanek, dlatego dzisiaj nikt na to nie pozwoli. Nawet, jeśli, w co nie wierzę, znajdą się tam szczątki UP-owców i jeśli dojdzie do jakiegoś porozumienia i wójt gminy Stubno, na terenie której znajduje się cmentarz komunalny w Hruszowicach, wyrazi zgodę, to ewentualnie mogą się tam pojawić jedynie groby, ale nie upamiętnienia gloryfikujące sprawców zbrodni. Jako ludzie wierzący mamy świadomość, że każdemu człowiekowi po śmierci należy się godny pochówek i spoczynek w grobie, niezależnie od tego, czy był sprawiedliwym czy zbrodniarzem, ale z całą pewnością nikt nie dopuści do tego, żeby stawiać tam jakieś pomniki. Ponadto wójt Janusz Słabicki w rozmowie ze mną zapowiedział, że będzie się domagał, aby ewentualnie odnalezione w tym miejscu ludzkie szczątki zostały przeniesione na ukraiński cmentarz wojenny w Pikulicach w pobliżu Przemyśla.
Zresztą prof. Krzysztof Szwagrzyk – ostatnio – powiedział wyraźnie, że w Polsce nie ma mowy o budowie pomników zbrodniczym formacjom…
– To jest jasne i poza wszelką dyskusją. Bardzo cieszy mnie to, że prof. Krzysztof Szwagrzyk zabiera jasno i stanowczo głos w tej sprawie. Przekaz, jaki płynie z ust wiceprezesa IPN, jeśli chodzi o stosunki międzynarodowe, jest zgodny z polską racją stanu i tak powinno być.
Do sprawy odniósł się Światosław Szeremeta, który w komentarzu na Facebooku napisał, że Polska dąży do konfrontacji, a nie dialogu, a informowanie strony ukraińskiej na tydzień przed rozpoczęciem prac jest co najmniej niewłaściwe…
– Światosław Szeremeta jest znany z tego, że mówi różne rzeczy i wolno mu, ale dla nas istotne jest stanowisko polskiego IPN i działania, jakie prowadzi. Według mnie, im później informacja o planowanej ekshumacji w Hruszowicach dociera do opinii publicznej, tym lepiej dla całej sprawy. W innym wypadku moglibyśmy mieć do czynienia ze spekulacjami, domniemaniami czy próbą narzucenia wrogiej narracji. Jesteśmy pewni, że IPN przeprowadzi ekshumacje w sposób rzetelny – zresztą tak jak to robi do tej pory w różnych miejscach Polski. Mam nadzieję, że po owocach tych prac dowiemy się bardzo szybko.
Jak ekshumacje w Hruszowicach będą rzutowały na stosunek Ukraińców do polskich upamiętnień na Ukrainie?
– Już dzisiaj wiemy, jak Ukraińcy zachowują się w tej sprawie. Ich argumenty są tak proste i tak kuriozalne, a ich postawa tak zaciekła i nieprzejednana, że będą szukać każdej nadarzającej się okazji do tego, żeby przedłużać impas w sprawie ekshumacji polskich ofiar ukraińskich zbrodni na Ukrainie. Można się spodziewać, że każdy argument, każda okazja będzie dobra do tego, żeby podkładać nam nogi i nie zezwalać na poszukiwania. Tego się obawiam, to fakt, ale dopóki Światosław Szeremeta, szef ukraińskiej państwowej komisji ds. upamiętnień ofiar wojen i represji, będzie piastował tę funkcję i tak długo, jak będzie miał coś do powiedzenia w sprawach poszukiwania miejsc ukraińskich zbrodni na Polakach, tak długo będziemy mieli problem i piętrzące się trudności. Zresztą Szeremeta ma w tym również nie tylko społeczny, ale również swój własny, prywatny, finansowy interes, ponieważ to za pośrednictwem jego firmy są przeprowadzane ekshumacje na Ukrainie. Tak w tym kraju jest skonstruowane prawo, że umożliwia tego typu warianty.

