W belgijskim Liege uzbrojony islamista zastrzelił dwóch policjantów i jednego przechodnia, a kolejnych dwóch policjantów ranił?
– Takich czy podobnych sytuacji jak ta z wtorku z Liege jest niestety coraz więcej i należy się spodziewać, że będą kolejne. W aspekcie wciąż napływającej do Europy fali migracyjnej – niekontrolowanej fali, bo tak należy ją nazwać, kiedy nie sposób skontrolować i zapanować na wszystkimi przybywającymi osobami należy się spodziewać, że takich aktów terroru będzie więcej. Oczywiście można z grubsza policzyć przybywających, ale nie można ich w sposób jednoznaczny zidentyfikować i sprawdzić, czy są to prawdziwi uchodźcy uciekający przed wojną, głodem bądź niepowodzeniami życiowymi, czy też są to osoby, które przybywają do Europy z konkretną misją walki z cywilizacją zachodnią. Przypomnę, że dżihadyści za punkt honoru postawili sobie fizyczną likwidację cywilizacji zachodniej i w tym celu przegrupowują tzw. Państwo Islamskie do Europy.
Kilka dni temu w Bagdadzie zamachowiec-samobójca zdetonował pas z materiałami wybuchowymi, zginęły cztery osoby a 6 zostało rannych. Czy po chwili wytchnienia również w Europie znów możemy mieć falę zamachów?
– Jeśli chodzi o takie państwa jak Irak, Pakistan, Indie, Afganistan czy Rosja – mam tu na myśli głównie Zakaukazie, to takie zamachy mogą mieć miejsce. Zresztą doszliśmy do momentu, kiedy na zamachy terrorystyczne właściwie nie zwracamy uwagi. Doniesienia medialne pojawiają się w zasadzie tylko wtedy, kiedy liczba ofiar jest znaczna, idąca w dziesiątki zabitych. Natomiast mniejsze zamachy, gdzie liczba ofiar ogranicza się do kilku osób właściwie uchodzą naszej uwadze. Po prostu przyzwyczailiśmy się do tego, że są rejony wysokiego ryzyka, narażone na występowanie tego typu zamachów. Nie oznacza to jednak, że takich zamachów w Europie nie będzie, bo one się tu również pojawiają, w mniejszym lub większym wymiarze, głównie w państwach zachodnich takich jak Francja, Belgia, Holandia, Niemcy czy Wielka Brytania. Przypomnę, że nie tak dawno mówiliśmy również o próbie zamachu w Wielkiej Brytanii, mówiliśmy o Niemczech, Francji i w tej sytuacji trudno mówić o chwili wytchnienia. Jeśli chwilą wytchnienia możemy nazywać okres dwóch, trzech miesięcy względnego spokoju, to chyba nie jest to najbardziej szczęśliwe określenie – niestety.
Czy powinniśmy się zatem powoli przyzwyczajać do życia w atmosferze zamachów terrorystycznych, że będzie to nasza codzienność?
– Słowo przyzwyczaić się trąci dwuznacznością, bo z jednej strony – owszem – musimy się spodziewać kolejnych zamachów, ale z drugiej strony nie powinniśmy się przyzwyczajać i traktować takich aktów terroru w kategoriach czegoś, co stanie się nieodzownym elementem naszego europejskiego krajobrazu. Istnieje uzasadniona obawa, że jeśli zaakceptujemy taki stan rzeczy, to wszystkie nasze wysiłki zmierzające do zwalczania tego typu zjawisk o charakterze terrorystycznym spełzną na niczym. Jakakolwiek próba akceptacji czy pogodzenia się z terrorem sprawi, że walka z tego typu zjawiskami będzie o wiele trudniejsza. Dlatego możemy się spodziewać takich groźnych sytuacji, bo sprawy poszły w złym kierunku, ale nie przyzwyczajajmy się do czegoś, co jest złe. Faktem jest, że mamy niekontrolowany przepływ migracji, wskutek czego na terenie Europy znalazła się bardzo duża liczba osób z różnych krajów – nie tylko z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu, ale również z Azji osób, których tożsamości do końca nie znamy, nie wiemy też, skąd przyszli i kogo reprezentują. Nic też dziwnego, że możemy się spodziewać najgorszego.
Czy w związku ze zbliżającym się latem, a co zatem idzie ze zwiększoną migracją wewnątrz Unii Europejskiej można założyć, że terror powróci?
– Fale terroru mogą wystąpić m.in. ze względu na pojawianie się dużych skupisk ludzkich. Zima rzeczywiście jest czasem, który nie sprzyja masowej turystyce. Ludzie spędzają czas w swoich domach, natomiast kiedy się robi ciepło, korzystają z okazji i wyjeżdżają w różne regiony, aby wypocząć. Zresztą same zamachy, m.in. zamach terrorystyczny z Barcelony z sierpnia ubiegłego roku, kiedy rozpędzona furgonetka taranowała ludzi na deptaku La Rambla pokazuje, że duże skupiska ludzkie sprzyjają czy są bardziej narażone na przeprowadzenie tego typu zamachów.
Polska też może być celem ataków?
– Nie ma wątpliwości, że Polska była, jest i pewnie będzie na celowniku zamachowców, aczkolwiek ci ludzie nie kierują terroru ku naszemu krajowi z kilku powodów. Należy domniemać i osobiście chciałbym, żeby tak było, że jest to wynik skuteczności działań naszych służb specjalnych i to powoduje, że tych zamachów nie ma – to po pierwsze. Po drugie, być może Polska jest mało atrakcyjna dla zamachowców. W naszym kraju jest zbyt małe zaplecze, jeśli chodzi o ilość imigrantów, choć nie można też powiedzieć, że ich w ogóle nie ma, bo są, i to z różnych państw świata. Tyle że nie są one aż tak mocno usadowione, żeby nie można było ich kontrolować. Oczywiście w Polsce łatwiej jest kontrolować migrantów legalnych czy nawet nielegalnych niż w krajach Europy Zachodniej jak chociażby Francja, Niemcy, Wielka Brytania czy kraje Beneluksu. Przypomnę, że kiedy z panem redaktorem bodajże przed rokiem – w jednym z wywiadów – rozmawialiśmy na temat zamachów we Francji, to przywołaliśmy słowa szefów wywiadu i służb specjalnych francuskich, które same przyznawały się do tego, że w obliczu tak wielkiej imigracji kontrola przybyszów nie jest na tyle dostateczna, żeby móc kontrolować wszystkie jej aspekty.
Mimo to odwrotu od polityki otwartych drzwi wciąż nie ma…?
– I to jest przykre, że brakuje refleksji. Można powiedzieć tak, że łatwiej jest kogoś wpuścić do kraju, ale trudniej go wydalić, bo do głosu – w takich sytuacjach – dochodzą organizacje humanitarne czy organizacje zajmujące się obroną praw człowieka. Jednocześnie identyfikacja i wyłuskanie tych złych spośród grona niewinnych ludzi jest bardzo trudne.
Jak rozpoznać i jak próbować unieszkodliwić zamachowca, który właściwie do momentu ataku niczym się nie wyróżnia?
– Jest to szalenie trudna sprawa wynikająca głównie z tego, że jak już wspomniałem są to osoby niezidentyfikowane. Znamy przecież teorię tzw. samotnych wilków, którzy działają w pojedynkę, co ostatnimi czasy ma miejsce w Europie. Zwróćmy też uwagę, że od jakiegoś czasu nie są to zamachy, takie jakie miały miejsce na Word Trade Center w Nowym Jorku czy w innych miejscach, tylko mamy do czynienia z zamachami dokonywanymi przez pojedyncze osoby. Dlatego mamy ataki np. nożowników, którzy wybierają sobie miejsce, czas i atakują w pojedynkę, jednocześnie dokonując niemałych strat. Identyfikacja takich potencjalnych terrorystów jest bardzo trudna, bo zazwyczaj takie osoby nie posiadają dokumentów, przybywają do Europy poprzez morze, co też utrudnia ich identyfikację. Oczywiście jeśli takie osoby są powiązane z organizacjami terrorystycznymi, które są inwigilowane przez służby specjalne, to wtedy sprawa jest nieco łatwiejsza.
Proszę powiedzieć, jak w Polsce sprawdza się ustawa antyterrorystyczna?
– Mamy pełny system antyterrorystyczny, zostały stworzone odpowiednie podstawy prawne dotyczące zwalczania terroryzmu spójne ze strategiami unijnymi i konwencjami ONZ. Z całą pewnością trzeba powiedzieć, iż dobrze, że taka ustawa powstała i że funkcjonuje. Przypomnę, że w Polsce na ustawę antyterrorystyczną czekaliśmy blisko 15 lat. Ustawa weszła w życie w 2016 roku, ale o potrzebie jej stworzenia mówiło się zaraz po zamachach na Word Trade Center, a więc od września 2001 roku, sprawa odżyła ponownie po zamachach w Wielkiej Brytanii w 2005 roku, ale mimo to trzeba było czekać jeszcze 11 lat na ten dokument. Oczywiście praktycy mogą powiedzieć, że ta ustawa nie jest jeszcze idealna, ale istotne, że jest. To pozwala i co ważne ułatwia współdziałanie sił policyjnych z siłami wojskowymi. Ponadto ustawa ta umożliwia służbom specjalnym prowadzenie działań umożliwiających identyfikację środowisk, które mogą stanowić zagrożenie bezpieczeństwa państwa i obywateli. Jest to zatem pewna baza, bo przypomnę, że ustawa antyterrorystyczna jest powiązana z innymi takimi jak m.in. ustawa o zarządzaniu kryzysowym, co pozwala na spokojne, w miarę dokładne kontrolowanie wszelkich ugrupowań czy środowisk, które mogłyby zagrozić bezpieczeństwu naszych obywateli.

