Część organizacji stowarzyszeń i polityków apeluje do Komisji Europejskiej o zaskarżenie ustawy o Sądzie Najwyższym do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Czemu to ma służyć i czy to zatrzyma reformę?
– Chodzi o to, żeby było tak, jak było, czyli ewidentnie o wstrzymanie, obstrukcję reformy wymiaru sprawiedliwości i zachowanie status quo zaprzyjaźnionych koterii kast prawniczych, sądowniczych czy prokuratorskich. Mamy dość histeryczne próby zahamowania reform. Skoro jednak w lipcu wchodzi w życie ustawa o Sądzie Najwyższym, to w tym momencie reforma się domknie, dopełni. Natomiast działania, jakie obserwujemy, mają na celu destrukcję i jest to kontynuacja polityki tzw. totalnej opozycji, a więc „ulica i zagranica”, co za wszelką cenę ma wstrzymać proces zachodzących zmian. Tyle tylko, że reformowanie państwa, również w obszarze wymiaru sprawiedliwości, jest wewnętrzną sprawą danego państwa, w tym wypadku Polski.
Niestety nie przeszkadza to przeciwnikom reform – totalnej opozycji niejako rzutem na taśmę angażować instytucje europejskie. W mojej ocenie na przestrzeni ostatnich tygodni uczyniliśmy pewne ustępstwa, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Komisji Europejskiej. Uczyniliśmy wyraźny ukłon w kierunku Komisji, zarówno jeśli chodzi o Sąd Najwyższy i w ogóle jeśli chodzi o sądownictwo powszechne, jak chociażby kwestia zrównania wieku przechodzenia w stan spoczynku dla sędziów kobiet i mężczyzn. Ponadto gestem z naszej strony jest kwestia publikacji rozstrzygnięć Trybunału Konstytucyjnego, jak również zwiększenie uprawnień prezydenta dotyczących np. mianowania asesorów sądowych. To wszystko są działania, które – powiedzmy jasno – w ramach większości rządowej nie były popularne, a jednak je podjęliśmy, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Komisji Europejskiej. I po tym wszystkim dalsze podgrzewanie tego tematu, kolejne skargi do Komisji i oczekiwanie na to, żeby zaskarżyć Polskę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu, to wszystko są działania wyraźnie szkodzące Polsce oraz godzące w reformę, którą przeprowadzamy w zakresie wymiaru sprawiedliwości, reformę, od której nie ma już odwrotu.
Fransa Timmermansa jednak te działania ze strony Polski nie przekonują, co więcej, wyraźnie oczekuje on od polskiego rządu kolejnych ustępstw…
– I to jest bardzo przykre, bo Frans Timmermans z jednej strony traktuje te sprawy, co zresztą widać – w sposób polityczny, z kolei ze strony przewodniczącego Jean-Claude'a Junckera było raczej widoczne zrozumienie dla stanowiska Polski. Nic zatem dziwnego, że szef Komisji Europejskiej z zadowoleniem przyjął nasze ustępstwa, rysując nawet zakończenie sporu. Można zatem wnioskować, że gdyby nie szkodliwe działania opozycji i ich kolejne skargi, donosy na Polskę, to sądzę, że Frans Timmermans nie miałby jakichkolwiek powodów czy argumentów, żeby nie podzielać stanowiska przewodniczącego Junckera.
Czy przełom może przynieść spotkanie Timmermansa z premierem Morawieckim w przyszły poniedziałek w Warszawie, skoro tenże wiceszef Komisji uważa, że dotychczasowe rozmowy nie prowadzą do żadnej konkluzji?
– Oczekiwałbym, aby faktycznie zostały jasno sprecyzowane zastrzeżenia, które Komisja Europejska – jak widać – ciągle jeszcze ma wobec Polski. Natomiast rolą premiera Mateusza Morawieckiego i polskich służb dyplomatycznych jest przekonanie wiceprzewodniczącego Timmermansa, że ze swojej strony zrobiliśmy już wystarczająco dużo, aby Komisja się wycofała z procedury art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej wobec Polski. Kompromis obejmuje dwie strony, nie tylko jedną, o czym widać Frans Timmermans zapomina.
Tylko że te argumenty nie przekonują Timmermansa, skoro ciągle jest niezadowolony. Do czego w dłuższej perspektywie może doprowadzić ten impas?
– Na pewno nie do sankcji, na co tak mocno liczy, strasząc Polaków, totalna opozycja. Jak wiadomo, do nałożenia sankcji na taki czy inny kraj członkowski potrzebna jest jednomyślność, której w Radzie Europejskiej, jeśli chodzi o Polskę, nie ma. Być może w którymś momencie, może nawet niezbyt odległym, Frans Timmermans będzie musiał usłyszeć twardą odmowę ze strony polskiego rządu. Nie możemy przecież ustępować w nieskończoność, bo to zdemoluje sens oczekiwanych przez społeczeństwo polskie reform.
Jednak nie uprzedzajmy faktów i poczekajmy jeszcze z ostateczną decyzją z naszej strony, bo rozmowy – jak wiemy – cały czas trwają. Oczywiście debata na temat Polski podczas sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego w Strasburgu była dość nudnym spektaklem. Nie padły tam żadne merytoryczne argumenty, które mogłyby podważyć reformy sądownictwa czy też w jakikolwiek sposób uprawdopodobnić zarzuty o łamaniu praworządności w naszym kraju. Niemniej jednak debata, co warto podkreślić na życzenie europosłów Platformy, na pewno Polsce, choć nie zaszkodziła, to z pewnością też nie pomogła. I za to powinniśmy „podziękować” opozycji totalnej, że ten temat – kolejny zresztą raz – stanął na forum europarlamentu. Tak na marginesie, po znikomym, żeby nie powiedzieć, żadnym zainteresowaniu ze strony europarlamentarzystów państw członkowskich widać, że temat ten już dawno się wypalił i na dłuższą metę podsycanie go na nowo nie ma sensu.
Tak czy inaczej szykuje się kolejne wysłuchanie Polski w sprawie art. 7 i tzw. praworządności…
– Zobaczymy, co z tego wyniknie. To, co polski rząd miał w tej sprawie do powiedzenia, to już powiedział. Przedstawiliśmy argumenty, które przemawiają, po pierwsze, za potrzebą reform wymiaru sprawiedliwości, a po drugie – w świetle prawa europejskiego – jest to wewnętrzna sprawa Polski i nic do tego Komisji Europejskiej.
W Parlamencie Europejskim w Strasburgu, także wczoraj, odbyła się debata na temat zwalczania korupcji. Okazuje się, że Komisja – osobiście Timmermans – zaniechała przedstawienia oczekiwanego, drugiego już raportu o działaniach antykorupcyjnych w Unii, bagatelizując problem przeciwdziałania temu przestępczemu zjawisku, tymczasem do znudzenia wałkuje temat praworządności w Polsce…
– To jest przykład podwójnych standardów w unijnych kręgach. To także dowód na protekcjonalne traktowanie państw Europy Środkowej, które mimo iż są członkami Unii Europejskiej od lat, to wciąż są uważane za gorsze od państw tzw. starej Unii. I nawet jeśli dochodzi do łamania prawa w państwach starej Unii, takich np. jak Niemcy czy Francja, to Komisja przymyka na to oko, natomiast na całkowicie zgodne z prawem, za to nie po myśli unijnych decydentów działania suwerennego polskiego rządu wytacza się biurokratyczne armaty. Stąd próba reformy państwa, bo reforma wymiaru sprawiedliwości taką z pewnością jest, spotyka się z tak dużymi emocjami, oporem i krytyką. Oczywiście tak być nie powinno, ale niestety takie podwójne standardy obowiązują w Unii Europejskiej, ciągle są stosowane głównie przez liberalnych unijnych polityków, którzy ściśle współpracują w tym zakresie z totalną opozycją w Polsce.
W tle dyskusji o reformie sądownictwa jest stanowisko prezes Małgorzaty Gersdorf, która twierdzi, że nigdzie się nie wybiera, i uważa, że Konstytucja gwarantuje jej posadę I prezes Sądu Najwyższego do 2020 roku…
– Wydawałoby się, że od I prezes Sądu Najwyższego – tak jak od każdego obywatela, a może przede wszystkim od I prezes Sądu Najwyższego – należałoby oczekiwać przestrzegania obowiązującego w Polsce prawa. Tak czy inaczej w momencie wejścia w życie reformy o Sądzie Najwyższym prezes Gersdorf, chce czy nie, będzie jej podlegała. I tak jak każdy sędzia, który ukończył 65. rok życia, chcąc nadal pełnić swoją służbę w Sądzie Najwyższym, powinna wystąpić do prezydenta RP o wyrażenie zgody na pełnienie funkcji sędziego po osiągnięciu wieku 65 lat życia. W tej sytuacji zapowiedź sformułowana przez prof. Gersdorf świadczy o tym, że pani prezes lekceważy obowiązujące w Polsce prawo, a po drugie zachowuje się – niestety – jak polityk, stając po jednej stronie sceny politycznej. To nie jest dobry prognostyk, bo bez względu na to, co w tym momencie mówi prezes Małgorzata Gersdorf, ustawa o Sądzie Najwyższym została uchwalona przez parlament, niedługo wejdzie w życie i żadne deklaracje składane przez panią profesor tego faktu nie zmienią. Przede wszystkim trzeba też powiedzieć, że jeśli wciąż urzędująca prezes Sądu Najwyższego kwestionuje przepis tej ustawy pod kątem konstytucyjności, to chcę przypomnieć, że obowiązuje coś takiego jak domniemanie konstytucyjności ustaw i dopóki Trybunał Konstytucyjny przepisów ustawy nie podważy, to one po prostu powinny być wykonywane.
A jeśli prezes Gersdorf nie złoży, co zresztą zapowiada, wniosku do prezydenta o wyrażenie zgody na dalsze pełnienie funkcji sędziego to, co wówczas?
– Wtedy, w sposób oczywisty, zgodnie z ustawą przejdzie w stan spoczynku i skorzysta z uprawnień, jakie daje sędziemu ustawa o ustroju sądów powszechnych.

