Niewiele czasu, bo niecałą godzinę poświęcił dzisiaj premier Mateusz Morawiecki Fransowi Timmermansowi. Czy to oznacza, że strona Polska, która prowadząc dialog z Brukselą, a de facto cały czas ustępując przed Komisją Europejską, teraz powoli wyczerpuje swoją cierpliwość i mówi dość?
– Przede wszystkim z naszej strony podczas wcześniejszych spotkań z przedstawicielami Komisji Europejskiej zostały przedstawione argumenty i wyjaśnienia dotyczące celów reform wymiaru sprawiedliwości w Polsce. W wyniku rozmów prowadzonych przez premiera Morawieckiego w Warszawie i Brukseli zostały też poczynione pewne ustępstwa, które w trybie – można powiedzieć – pilnym polski parlament zamienił w konkretne ustawy. Efektem jest nowelizacja kilku ważnych dla nas ustaw sądowych, co jest dowodem na otwartość i dobrą wolę ze strony Polski.
W tej sytuacji ważna jest dzisiejsza deklaracja premiera Mateusza Morawieckiego po spotkaniu z wiceprzewodniczącym Fransem Timmermansem, że owszem cały czas rozmawiamy, jesteśmy w dialogu z Komisją Europejską nastawieni na znalezienie rozwiązania. Jednocześnie premier Polski w wygłoszonym oświadczeniu nie zasygnalizował, że dalsze ustępstwa ze strony polskiej nastąpią, co może oznaczać, że rzeczywiście czas ustępstw z polskiej strony się skończył. Teraz czekamy na ruch ze strony Komisji Europejskiej.
Mimo to są zdania, że z Komisją Europejską należy rozmawiać chociażby po to, żeby odkłamywać nieprawdę, którą głosi i donosi do Brukseli tzw. totalna opozycja. Jednak czy politycy brukselscy są otwarci, by przyjąć argumenty polskich władz, czy są gotowi do dialogu, a nie tylko dyktatu?
– Cały czas podkreślamy, że w Unii Europejskiej jest znacznie więcej problemów ważniejszych niż zajmowanie się skargami i donosami polskiej tzw. totalnej opozycji na swój ojczysty kraj. Z jednej strony mamy przecież Brexit ze wszystkimi tego konsekwencjami, z drugiej jest coraz bardziej dotkliwy kryzys imigrancki, nie można też zapominać o problemach z domknięciem nowego budżetu unijnego na lata 2021-2027. I to są realne problemy Unii Europejskiej, a nie Polska. Tym bardziej – w tej napiętej i poważnej sytuacji – podnoszenie i eksponowanie polskich spraw, spraw związanych z wymiarem sprawiedliwości – spraw wewnętrznych Polski jest nieporozumieniem, wyrazem nieudolności elit brukselskich i próbą odwrócenia uwagi od rzeczy istotnych.
Polska wykazała się dobrą wolą, rozumiejąc nawet to, że kiedy ze strony tzw. totalnej opozycji do Brukseli płyną skargi, to Komisja musi jakoś reagować. Efektem tej naszej postawy i rezultatem dotychczasowych rozmów z Komisją Europejską są ustępstwa, których poczyniliśmy całkiem sporo. Jednocześnie cały czas jest oczekiwanie ze strony polskiej, aby po tych ustępstwach procedura art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej wobec naszego kraju została zamknięta i żeby Unia dała nam spokojnie przeprowadzić konieczne reformy sądownictwa, które jako suwerenny kraj uważamy za stosowne, co więcej – mamy do tego prawo.
26 czerwca w Luksemburgu na spotkaniu unijnych ministrów ds. europejskich ma się odbyć głosowanie dotyczące wysłuchania Polski w sprawie praworządności i reformy wymiaru sprawiedliwości jako kolejny krok procedury art. 7. Czy Polska ma na tyle duże poparcie w tym gremium, aby – jeśli do tego dojdzie – wyjść obronną ręką?
– Mam taką nadzieję, że nawet jeśli taki wniosek zostanie złożony, to nie znajdzie on wystarczającego poparcia ze strony unijnych państw. Żeby tak się stało, to jest oczywiście zadanie dla naszych służb dyplomatycznych, Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ponadto inne państwa też muszą zdawać sobie sprawę, że jeśli procedura art. 7 zostanie zastosowana wobec Polski w sposób skuteczny, to w przyszłości może to być bicz, który Komisja Europejska może chcieć zastosować wobec innych państw. Ponadto cały czas trwają rozmowy i mam nadzieję, że argumenty są jednak po polskiej stronie. W Polsce wiemy przecież doskonale, jakie cele przyświecały reformie wymiaru sprawiedliwości i czym była ona spowodowana. Ponadto te reformy mają olbrzymie poparcie ze strony polskiego społeczeństwa, natomiast problem polega wyłącznie na tym, aby przekonać do tego zarówno państwa członkowskie Unii Europejskiej, jak i instytucje europejskie, co powoli się spełnia.
Czy nie jest trochę tak, że ustępując z części reform, de facto stworzyliśmy elitom brukselskim furtkę do jeszcze większych żądań i presji na Polskę?
– Nie sądzę. Wydaje się, że zarówno w dyplomacji, jak też w negocjacjach rzecz polega na tym, żeby być gotowym i wykonać pewne ustępstwa, wskazać na pole kompromisu. Trzeba powiedzieć, że jako Polska, przeprowadzając niełatwe zmiany, zarówno w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa, jak też w ustawie o ustroju sądów powszechnych i o Sądzie Najwyższym, pokazaliśmy, że jesteśmy gotowi do ustępstw. Ale to nie będzie trwało wiecznie i na którymś etapie musimy twardo powiedzieć, że na tym koniec. W tej chwili oczekujemy na gest dobrej woli ze strony Komisji Europejskiej po to, żeby ostatecznie zamknąć sprawę postępowania z art. 7 w związku z kontrolą praworządności w Polsce
Jak skomentuje Pan wypowiedź Rafała Trzaskowskiego o środkach unijnych dla Polski, które dzięki Platformie miały być zamrożone, a po dojściu tej partii do władzy zostaną przywrócone?
– To skandaliczna wypowiedź kandydata Platformy na prezydenta Warszawy, która ma zniechęcić Polaków do Prawa i Sprawiedliwości i przeprowadzanych przez nas reform państwa. Jednocześnie jest to wypowiedź, która wskazuje na mizerną wiedzę Rafała Trzaskowskiego na temat mechanizmów funkcjonowania Unii Europejskiej. Warto bowiem przypomnieć, że na obecnym etapie realizacji dotychczasowego unijnego budżetu, budżetu obecnej perspektywy finansowej nie ma mowy o jakimkolwiek zamrożeniu funduszy dla Polski. One są realizowane, natomiast jeśli chodzi o nowy budżet Unii na lata 2021-2027, to jest on dopiero w trakcie przygotowywania i uzgadniania. W związku z tym do momentu, kiedy Unia Europejska nie zdecyduje o nałożeniu jakichkolwiek sankcji na Polskę, a nie zdecyduje, bo w tej kwestii – jak wiadomo – brak jest jednomyślności w Radzie Europejskiej, to Polska jest pełnoprawnym członkiem Unii i w ramach nowo uchwalonego budżetu będzie mogła w pełni korzystać z przyznanych jej środków. Zaklęcia Rafała Trzaskowskiego niczego w tej materii nie zmienią.
Może jednak był jakiś deal Platformy z elitami brukselskimi…?
– Myślę, że Rafał Trzaskowski wyrażał jedynie swoje płonne nadzieje na pozbawienie Polski należnych jej środków unijnych. Myślę, że takie czy inne postępowanie Platformy i w ogóle totalnej opozycji, w tym również Rafała Trzaskowskiego, najlepiej ocenią wyborcy przy urnach wyborczych.

