Mamy polityczną burzę po słowach kandydata Platformy na prezydenta Warszawy w sprawie środków unijnych dla Polski. Czy wypowiedź Rafała Trzaskowskiego to wpadka, czy może rzeczywiście istnieje jakiś deal między politykami związanymi z Platformą a unijnymi decydentami?
Przede wszystkim nie ma czegoś takiego jak mechanizm zamrażania środków dla poszczególnych państw członkowskich. Coś takiego nie istnieje. Jeżeli budżet każdej kolejnej perspektywy finansowej jest planowany, a środki są rozdysponowywane, to ten plan czy mechanizm będzie obowiązywał niezależnie od tego, czy w Polsce będzie rządziło Prawo i Sprawiedliwość czy Platforma Obywatelska. Dlatego podejście do tej kwestii kandydata Platformy na prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego, jest błędne. W podejściu PO widać, że chodzi o walkę polityczną, natomiast nieistotne jest to, że Polska w ramach nowej perspektywy może otrzymać mniejsze środki na rozwój polskiej gospodarki, na rozwój społeczny. I to – jak się wydaje – nie ma znaczenia dla polityków tzw. totalnej opozycji, natomiast znaczenie ma to, aby ze wszech miar pokazać, iż za rządów PiS środki – teoretycznie – mają płynąć mniejsze, a kwestie społeczne w tej nowej perspektywie w ogóle się nie liczą.
Czy nie jest to szkodliwe podejście do polskich spraw?
Dokładnie tak. To pokazuje prawdziwą strategię Platformy, jednak z pewnością nie jest to propaństwowe podejście, ale wręcz podejście antypaństwowe tej politycznej formacji. Jest to też przykład niedojrzałości politycznej tej formacji. Nie bez powodu premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill mówił kiedyś, że jeśli jestem za granicą czy jeśli jestem w relacjach z politykami zagranicznymi, to zawsze powinienem trzymać się zasady, że nigdy nie krytykuję swojego rządu – nieważne, jaki by on nie był. Natomiast jeśli chodzi o politykę wewnętrzną, to będąc w opozycji, mogę rząd krytykować w dwójnasób.
I takie podejście jest wyrazem dojrzałości politycznej. Dlatego w relacjach z Komisją Europejską, w walce o budżet dla swojego kraju, Polacy – pomimo różnic, pomimo innych linii politycznych powinni zawsze działać wspólnie i mówić jednym głosem, bo to jest kwestia środków dla polskiej gospodarki i polskiego społeczeństwa. Natomiast podejście typu: niech społeczeństwo straci, bo rządzi kto inny niż my, jest świadectwem kompletnej niedojrzałości.
No dobrze, ale termin „praworządność” też nie obowiązuje w unijnych traktatach, a mimo to jest cały czas podnoszony. Może zatem trwają też jakieś zakulisowe prace nad mechanizmem zamrażania środków w ramach przyszłego unijnego budżetu?
Warto zauważyć, że to nie Europejski Trybunał Sprawiedliwości rozstrzyga, czy coś jest kwestią praworządności, czy nie jest, czy owa praworządność jest przestrzegana, czy nie. O tym decyduje Komisja Europejska, a w dalszej kolejności Rada Europejska. I te głosowania na forum Rady mają charakter wyraźnie polityczny, co więcej, jeśli np. mówi się o podobnej kwestii, czyli wstrzymywaniu środków w sytuacji, kiedy nie będą przestrzegane reguły owej praworządności, to znowu kryterium nie jest orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, tylko ponownie polityczne głosowania w Radzie Europejskiej.
Nie ma się zatem co oszukiwać, bo kwestie praworządności bardzo silnie związane są z polityką i miejmy nadzieję, że kraje – może nie wszystkie, ale przynajmniej te z Europy Środkowej i Wschodniej zrozumieją, że teraz to Polska jest na tapecie, to Polska jest dzisiaj przedmiotem działań, które mogą doprowadzić do utraty części unijnych środków, ale za chwilę w tym miejscu mogą to być inne kraje. Innym przykładem jest kwestia Gazociągu Północnego, gdzie trudno liczyć na solidarność międzynarodową, skoro liczą się interesy poszczególnych państw. Dlatego jeżeli będzie się patrzeć krótkofalowo i używać owej bliżej niedookreślonej praworządności do rozgrywek politycznych, to może się okazać – niekoniecznie za rok czy dwa, ale np. za pięć czy dziesięć lat, że także inne kraje doświadczą tych samych ataków, które dzisiaj są udziałem Polski.
Przysłuchując się temu, co mówi Trzaskowski, może jednak takie dogadywanie się co do zamrażania unijnych środków – na szczeblach unijnych – ma miejsce, tyle że nie mówi się o tym głośno?
Przykładem mogą być tutaj Węgry, jak wiadomo partia premiera Viktora Orbana, Fidesz, należy do Europejskiej Partii Ludowej – głównej siły politycznej w Parlamencie Europejskim, dlatego Węgier – w przypadku bardzo podobnych „grzechów” do polskich – nie spotkały tego samego rodzaju procedury i trudności. Widać, że jest tak, iż pewne decyzje na szczeblach unijnych są uwarunkowane poparciem dla partii wywodzącej się czy wchodzącej w skład tej samej politycznej rodziny, tylko że ten wpływ też nie jest rozstrzygający. Negocjacje są bowiem prowadzone z rządem danego państwa, dlatego wszelkie kalkulacje byłyby mimo wszystko złą taktyką z tego względu, że ograniczanie budżetu niekoniecznie będzie przekładać się na zwycięstwo innej partii, ale z pewnością wpłynie na relacje pomiędzy poszczególnymi krajami. Wobec tego wpływ czy ingerencja w sprawy dotyczące unijnego budżetu – owszem – może być, ale z całą pewnością nie jest kwestią rozstrzygającą.
Czemu zatem ma służyć takie postępowanie polityków Platformy, na co jest obliczone?
To jest przede wszystkim polityczna retoryka, która niekoniecznie musi być zgodna z prawdą. Politycy Platformy sugerują, że jeśli oni będą u władzy, to Polska otrzyma więcej środków unijnych, a jeżeli rządzi PiS, to tych środków jest mniej. Niekoniecznie jest to prawda z tego względu, że tak naprawdę zmiany w ramach polityki spójności wynikają z nieco innych mechanizmów niż ten, który podnosi dzisiaj Platforma. Nie jest też tajemnicą, że Niemcy czy Francja chcą ratować kraje południa Europy, które należą do strefy euro, ale są także inne dodatkowe kryteria w ramach wspomnianej polityki spójności – związane chociażby z przyjmowaniem imigrantów – i być może podobne kryteria byłyby zastosowane wobec Polski, gdyby rządziła Platforma, przy czym byłaby zupełnie inna retoryka. Nie pobrzmiewałyby już głosy, że jest to za karę – jak to się dzieje teraz, ale retoryka, że wszyscy musimy być solidarni i solidarnie dzielić problem migracyjny, przed którym stanęła Europa.
Niezależnie od tego, czy prawdą jest, iż za rządów PiS środki unijne dla Polski mogą być zamrażane, a po dojściu do władzy Platformy fundusze te ruszą wartkim strumieniem, czy i jak na takie słowa polityków Platformy powinny zareagować polskie władze?
Na pewno celem dla polskiego rządu powinno być pokazanie, że to, co głosi Rafał Trzaskowski i w ogóle Platforma nie jest zgodne z prawdą – to po pierwsze. Po drugie tego typu wypowiedzi należy z całą pewnością napiętnować z tego chociażby względu, że one osłabiają pozycję negocjacyjną naszego państwa i rządu, a tak jak powiedzieliśmy na początku, w ogólnym rozrachunku nie straci Rafał Trzaskowski czy Grzegorz Schetyna, ale straci większość Polaków i polska gospodarka, jeżeli te środki byłyby mniejsze.
Póki co, mamy przecież tylko propozycje Komisji Europejskiej dotyczące kształtu przyszłego budżetu, które już spotykają się z krytyką, ale wiadomo, że będą one jeszcze negocjowane, co najmniej przez rok, zanim zyskają ostateczny kształt. Tak czy inaczej słowa polityków Platformy muszą zostać napiętnowane, potrzebne jest także odwołanie się do unijnej solidarności poszczególnych państw, zwłaszcza z naszego regionu.
Co by jednak nie powiedzieć, mamy do czynienia z przekraczaniem granic, co do tej pory w polskiej polityce nie było stosowane…
Jest to z całą pewnością wyraz niedojrzałości polityków Platformy, którzy mają ambicję rządzić Polską. Jest to też efekt dużej niedojrzałości i efekt silnej polaryzacji sceny politycznej, która przesłania to, co jest racjonalne. Nieważne jest bowiem to, jaki jest interes publiczny, ale ważne jest, żeby dane ugrupowanie polityczne zyskało choćby kilka punktów procentowych więcej poparcia i, co ciekawe, nie na skutek pozytywnych działań na rzecz swojego kraju, ale na skutek straszenia Polaków.
Czy Polacy to kupią?
Wydaje się, że Polacy nie dadzą się nabrać na ten manewr, dlatego, że Polacy zrobili się bardzo racjonalni. Polacy w dużej mierze patrzą na rzeczywistość przez pryzmat swoich portfeli. Jeżeli widzą, że ktoś ich nieustannie straszy utratą środków, co więcej, jeśli przyklaskuje tej utracie, to chyba poza twardym elektoratem Platformy trudno będzie, aby taki antypolski przekaz został zaakceptowany przez polskie społeczeństwo.

