logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Unia kilku sojuszy?

Poniedziałek, 25 czerwca 2018 (21:46)

Aktualizacja: Sobota, 11 sierpnia 2018 (13:21)

Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czemu miał służyć ten wczorajszy spektakl w Brukseli, w którym uczestniczyło tylko 16 spośród 28 państw członkowskich? 

– To jest próba rozwiązania problemu zgodnie ze scenariuszem rozpisanym przez kanclerz Angelę Merkel, która potrzebuje porozumienia – i to jak najszybciej – ze względu na swoje wewnętrzne problemy, ze względu na krytykę we własnym kraju i bardzo jednoznaczne stanowisko koalicjanta bawarskiej CSU. W związku z tym Pani kanclerz poszukuje wymiernego rezultatu. Tymczasem trudno jest uzyskać porozumienie dotyczące reformy prawa azylowego i w kwestii migracji w gronie 28 państw, dlatego szuka sukcesu w mniejszym gronie państw, które mają zbliżone poglądy. Kanclerz Merkel potrzebuje po prostu sukcesu.

Czy taki sukces odniosła wczoraj w Brukseli?   

– Takiego sukcesu oczywiście nie odniosła, bo pojawiły się rozbieżności, porozumienia więc nie ma. Wprawdzie Komisja Europejska zredagowała porozumienie tego mini szczytu przesłane Donaldowi Tuskowi, które miałoby zostać uwzględnione – pod koniec tego tygodnia – podczas szczytu Rady Europejskiej. Tyle że Rada Europejska, uznając, że jest to próba ingerencji odrzuca tekst tego porozumienia, a co za tym idzie – kryzys związany z polityką migracyjną wciąż trwa, a rozwiązania, a tym bardziej sukcesu oczekiwanego przez Angelę Merkel nie widać.     

Można zatem powiedzieć, że spotkanie i decyzje, które miały zapaść i być czymś w rodzaju koła ratunkowego rzuconego zagrożonej i krytykowanej we własnym kraju m.in. przez bawarską CSU Angeli Merkel, aby niejako zdjąć z niej odium winy za wywołanie kryzysu i przerzucić imigrantów na wszystkie państwa członkowskie,spełzła na niczym?

– To Angela Merkel doprowadziła do tego nieformalnego spotkania, bo niczym powietrza potrzebowała sukcesu. Na to zapotrzebowanie kanclerz Niemiec odpowiedział przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, który zorganizował to wczorajsze spotkanie. Wprawdzie Merkel osiągnęła minisukces w postaci zapewnienia ze strony prezydenta Francji Emmanuela Macrona, że w przypadku, kiedy krajem pierwszego kontaktu dla imigranta jest Francja, a dopiero później dociera on do innego państwa w tym do Niemiec, to Francja przyjmie takich imigrantów. Ale to w zasadzie wszystko. Szerszego sukcesu więc nie ma, trudno bowiem porozumieć się z Włochami, które mają duże oczekiwania co do wstrzymania fali uchodźców i bardziej chcą koncentrować się na działaniach, które mają hamować napływ imigrantów. Natomiast Angela Merkel ma problem innego rodzaju, bo chce pozbyć się uchodźców, których ma już u siebie w Niemczech, którzy przekroczyli granice Unii Europejskiej chociażby we Włoszech. Teoretycznie ci uchodźcy, którzy dotarli do Niemiec, powinni wrócić do Włoch, ale z tym jest problem. Tak czy inaczej trudno będzie wypracować porozumienie, które byłoby akceptowalne przez większość państw, dlatego kanclerz Merkel stwierdziła, że łatwiej będzie jej uzyskać porozumienie z kilkoma państwami wczoraj w Brukseli, niż ponieść porażkę na unijnym szczycie Rady Europejskiej, który odbędzie się 28-29 czerwca.

Tymczasem prezydent Macron zaczyna grozić sankcjami. Czy powrót do pomysłu kwot relokacji przymusowej i kary za odmowę dla V4 są możliwe?

– Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że Grupie Wyszehradzkiej takie rozwiązania są narzucane. Co więcej, z jednej strony mowa jest o braku solidarności, ale jeśli się weźmie pod uwagę Gazociąg Północny i ustępstwa wobec Moskwy oraz interesy państw bałtyckich, w tym Polski, to o tej solidarności unijnej się zapomina. Mamy więc do czynienia z odmienianiem słowa solidarność tylko po to, żeby realizować swoje własne interesy albo rozwiązywać tylko swoje problemy. To pokazuje, że owa solidarność w wydaniu unijnych decydentów to tylko czysta retoryka, nic więcej. Jednak w związku z tym, że pewna polityka jest realizowana, to trzeba budować koalicje, które będą powstrzymywać scenariusze, które są niekorzystne chociażby dla V4 i dla Polski, a takim scenariuszem – bez wątpienia – byłby powrót do stałych kwot uchodźców i przymusowej relokacji.

Jednak to też raczej nie przejdzie…

– Kanclerz Merkel spodziewa się porażki na tym gruncie i silnego oporu nie tylko ze strony państw V4, dlatego wydaje się, że działania Rady Europejskiej skoncentrują się raczej na powstrzymywaniu migracji i nowych pomysłach typu budowa platform, ośrodków przejściowych dla uchodźców poza Unią Europejską i zwiększania środków dla Turcji, dla Libii, które będą powstrzymywały nowe fale migracji, a także na zwiększeniu środków dla służb granicznych. Wygląda na to, że Angela Merkel będzie się raczej starała – dużym kosztem, ale jednak mimo wszystko znajdować takie rozwiązania, które byłyby do zaakceptowania przez większość państw członkowskich. Pojawią się oczywiście elementy sporne jak chociażby kwestia powrotu uchodźców, którzy przekroczyli już granice Unii i powinni wrócić do Włoch, Grecji czy do innych państw, w których rozpoczęli swoją wędrówkę po Europie, a więc to wszystko, co jest powodem niezgody pomiędzy CDU i CSU w Niemczech. Dlatego pojawiają się rozwiązania, które są próbą kompromisu tyle tylko, że o ten kompromis będzie trudno. W związku z powyższym – najprawdopodobniej będziemy mieli do czynienia z jakimś połowicznym rozwiązaniem czy rozwiązaniami, które mogą dotyczyć tylko wybranej grupy państw, ale o porozumienie w gronie 28 państw członkowskich będzie bardzo trudno, no chyba że będzie ono dotyczyło powstrzymywania migracji u granic Unii Europejskiej.          

Problem imigracji sam nie zniknie, bo ludność Afryki w najbliższych dekadach ma wzrosnąć nawet o miliard mieszkańców, z których część – z całą pewnością – będzie szukała lepszego życia w bogatszej Europie?

– To jest problem, który może nabrzmiewać w ciągu dwóch następnych dekad, tymczasem w tym roku fala migracyjna się zmniejszyła, i to znacząco. Tak czy inaczej obowiązujące rozwiązania nie są ostateczne i wystarczy tylko, że prezydent Turcji Erdogan stwierdzi, że porozumienie z Unią Europejską i Angelą Merkel nie jest dla niego satysfakcjonujące i może na nowo uruchomić falę migracyjną. Zatem wydaje się, że potrzebne są działania, które uszczelnią granicę unijną rozwiązania, które ustabilizują sytuację nie tylko w Afryce Północnej, ale też na Bliskim Wschodzie. O takie rozwiązania będzie trudno, ale bez tego problem migracyjny sam nie zniknie.

Kto jest w stanie przekonać zwolenników przyjmowania imigrantów, że to droga donikąd?

– Opinia publiczna takich państw jak Niemcy czy Francja już przekonała swoich przywódców, że to droga donikąd. I dlatego już od dawna zmieniła się polityka otwartych drzwi w kwestii uszczelniania granic. Oczywiście Angela Merkel się wprost nie przyznaje do błędów i zasypuje pieniędzmi ten problem. Ostatnie jej wypowiedzi i akceptacja chociażby rozwiązań węgierskich dotyczących budowania płotu i inne próby powstrzymania fali uchodźców jak np. tymczasowe centra przyjmowania uchodźców poza granicami Unii Europejskiej to wszystko są kwestie, które są krytykowane przez liberalnych komentatorów, ale świadczą, że polityka migracyjna powoli się zmienia. Jednak integralne próby rozwiązania problemu przepływu uchodźców – chociażby w obrębie Unii są trudne do zrealizowania. Wszystko zatem wskazuje, że Angela Merkel nadal będzie płacić wysoką cenę polityczną za błąd, który popełniła, otwierając Europę na napływ uchodźców.

Unia w takim kształcie z takimi priorytetami i bezrefleksyjną polityką migracyjną narzuconą przez Niemcy, Francję i elity brukselskie ma w ogóle sens? Czy to nie jest początek końca Unii Europejskiej przynajmniej w kształcie, jaki znamy?

– Niestety, może być tak, że Unia Europejska będzie się dzielić na Unię kilku prędkości albo też kilku sojuszy, bo w takim kierunku to wszystko zmierza. Dotyczy to nie tylko strefy euro, ale na tym przykładzie mogą się pojawić próby rozwiązania – także – innych problemów jak problem migracji. Gorzej jeśli to będzie problem bezpieczeństwa energetycznego. W ramach Unii może się bowiem pojawić część państw, które zechcą tę kwestię wspólnie rozwiązywać. Unia może się zatem dzielić.

To jednak chyba nie jest dobre dla Polski?

– Z pewnością nie jest to dobre dla nas. Mimo szeregu wad w funkcjonowaniu Unii Europejskiej – zwłaszcza kiedy Komisja Europejska próbuje uzyskać jak największy wpływ i władzę, kiedy pojawiają się pomysły budowania federacji, to jednak takie podejście budzi negatywne oceny opinii publicznej, która raczej woli model wspólnotowy zrzeszający państwa narodowe, a więc Unię, która właśnie dzięki temu gwarantuje bezpieczeństwo m.in. państwom naszego regionu. Warto też pamiętać, że Unia Europejska to jest również źródło środków na wspólną politykę strukturalną, ale jest to też źródło bezpieczeństwa, także dla Polski. Dlatego wydaje się, że sprawa dzielenia Unii jest raczej negatywnie odbierana w Polsce, zwłaszcza jeśli na wschodzie mamy zagrożenie ze strony sąsiada – Rosji. Tym samym dzielenie Unii na różne prędkości jest dla nas niekorzystne, ale miejmy nadzieję, że jak różne instytucje przechodzą różne, trudne okresy, tak będzie też z Unią Europejską, która zacznie wracać do swoich tradycyjnych korzeni. Potrzebna jest nam Unia Europejska państw narodowych wracająca do wartości, które stały u jej podstaw. I to wszystko może się zmienić na dobre po kolejnych wyborach, gdzie zwolennicy takich pomysłów jak polityka otwartych drzwi czy dzielenia Unii na różne prędkości już za rok mogą stracić tak duże poparcie, jakim dysponują obecnie, a tym samym będą tracić wpływy. Społeczeństwa wyraźnie dają znać, dają sygnał, że model federalizacji i dzielenia niekoniecznie jest dobrym rozwiązaniem na przyszłość.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl