Panie Profesorze, jak należy ocenić wczorajsze wystąpienie premiera Morawieckiego w ramach debaty o przyszłości Unii Europejskiej w Parlamencie Europejskim w Strasburgu?
– Przemówienie premiera Mateusza Morawieckiego na forum Parlamentu Europejskiego przypadło w gorącym politycznie momencie, mianowicie dzień po wejściu w życie budzącej w niektórych środowiskach europejskich kontrowersje ustawy o Sądzie Najwyższym i kilka dni po wszczęciu wobec Polski przez Komisję Europejską procedury związanej bezpośrednio z tą ustawą, co zresztą znalazło odzwierciedlenie w zachowaniu niektórych europosłów i zadawanych polskiemu premierowi pytaniach. Przemówienie premiera Morawieckiego miało charakter pewnej kontynuacji tego, co kiedyś na forum europarlamentu starała się przekazać ówczesna premier Beata Szydło. Jak wspomniałem, nie doszło do kompromisu z Komisją Europejską. Frans Timmermans wspierany przez totalną opozycję ten temat przeciąga i to wszystko spowodowało, że wczorajszy spektakl przerodził się w polityczną ofensywę wobec polskiego premiera, który miał i mówił o przyszłości, o pewnej wizji Unii Europejskiej, polskiej wizji, która jest o wiele bardziej realna i realistyczna niż wizja rysowana przez eurokratów. Doskonale to widać na przykładzie chociażby polityki migracyjnej, gdzie wizja narzucana przez Niemcy, a osobiście przez kanclerz Angelę Merkel, zupełnie się zdewaluowała i dzisiaj przestaje istnieć. Wiadomo też, że skoro nic się nie zmieniło w układzie sił, a presja na polski rząd inicjowana przez totalną opozycję w Warszawie i realizowana przez Brukselę cały czas ma miejsce, stąd nic dziwnego, że ten wczorajszy spektakl wyglądał tak, a nie inaczej.
Brukseli nie znudził się ten spektakl, w którym – jak widzimy – występują w roli oskarżycieli Polski te same osoby, jak chociażby Guy Verhofstadt?
– To, co obserwujemy, to powtórki z przeszłości. Myślę, że powoli staje się to nudnawe nawet dla samych odtwórców głównych ról, którzy poza powtarzaniem utartych frazesów właściwie nie mają nic nowego do powiedzenia. Tu nie ma żadnych nowych argumentów poza atakowaniem Polski.
A może to nie tylko spektakl, ale wręcz pewna wojna ideologiczna z Polską, która chce opierać swój byt i przyszłość na wartościach?
– Premier, który mówił o wizji Europy, o propozycjach, jak wyjść z problemów bieżących jak chociażby Brexit, kryzys bankowy, kryzysy zewnętrzne, jak np. migracyjny – o dziwo – spotkał się z ostrą krytyką. Natomiast jeśli chodzi o wartości, to jest to bardzo szerokie pojęcie, bo najpierw należałoby określić, co to faktycznie znaczy. Wartości w naszym klasycznym rozumieniu oznaczają oparcie się na zasadach chrześcijańskich, przynajmniej w pewnym zakresie, bo byłbym tu daleki od idealizowania Polski, w której też mamy kryzys w sferze moralnej. Natomiast wojna ideologiczna czy kulturowa ma miejsce niezależnie od tego, czy są na nas ataki w europarlamencie czy ich nie ma, bo to, co się tam dzieje, jest tylko politycznym uzewnętrznieniem nastrojów panujących w Brukseli. I stąd bierze się zacietrzewienie niektórych europosłów – godne lepszej sprawy, tymczasem chodzi tu o jedno, mianowicie o upokorzenie Polski. Dziwi też fakt, że zabierający głos nie mają żadnych polskich doświadczeń, bo są daleko, jak chociażby wspomniany już wiceprzewodniczący Frans Timmermans, politycy belgijscy czy inni, u których widać to zacietrzewienie, ale to wszystko jest tylko pochodna ideologii.
Ustępstwa z naszej strony też nie przyniosły rezultatów, też nie zmieniły nastawienia wobec Polski…
– Myślę, że trzeba wytrzymać ten napór, konsekwentnie robić swoje i iść do przodu. Innej drogi nie ma. Owszem, wszystkie sygnały, propozycje z naszej strony, żeby zawrzeć kompromis, zostały niestety odrzucone. Z tego wynika jedno, że nade wszystko chodzi tu o zmianę władzy w Polsce, a nie o żadne sądy, które są tylko zasłoną dymną. Sądy to jest tylko pewien segment władzy, który utrzymał się w wyniku starego pookrągłostołowego układu, więc cały czas ma miejsce wspieranie swoich i obrona tego, co było – jak mówi klasyk – aby było tak, jak było. Nic zatem dziwnego, że trwa wspieranie totalnej opozycji, która chce odzyskać władzę, wspieranie totalnej opozycji także w sądach. To tłumaczy brak reakcji, kiedy byli sędziowie na telefon, bo to wszystko robili swoi, swoi w sensie ideologicznym. Teraz, kiedy obecna władza próbuje reformować ten chory, skostniały, niereformowany od blisko 30 lat system, to pojawia się krzyk i bunt. Fakty są takie, że polityka jest podzielona na swoich i nie swoich, a argumentację można sobie darować, bo ona jest tylko zasłoną dymną dla tego całego układu, a nie powodem tych ataków, które dzisiaj mają miejsce wewnątrz i na zewnątrz.
Po co Unii Europejskiej jest cała ta wojna z Polską, skoro problemów piętrzących się przed Wspólnotą jest bardzo dużo?
– To jest mniej więcej tak jak z posłańcem, który niesie złe wiadomości. I kiedy Polska przestrzega Unię przed zgubnymi działaniami jak chociażby w kwestii imigrantów, kiedy przestrzega i mówi, że nie można likwidować państw narodowych i iść bezrefleksyjnie w kierunku centralizacji, bo wywołałoby to gigantyczne konflikty, a być może nawet rozpad Unii Europejskiej w dotychczasowych kształcie itd., kiedy zatem mówimy prawdę, to stajemy się niepopularni i szykanowani. Łatwiej jest bowiem szykanować tego, który mówi naprawdę w oczy, niż dokonać refleksji u siebie, skonfrontować się z tą prawdą i zmienić to, co złe. Tak to dzisiaj wygląda. Polska w tych sporach z Unią zasadniczo stoi na gruncie interesów europejskich i taka Polska – silna w Europie Centralnej – jest całej Europie bardzo potrzebna. Jest – jak wiemy – parcie ze Wschodu, a my jesteśmy tym przedmurzem Europy i w tej sytuacji zamiast nas wspierać, to mamy osłabianie Polski i próby sprowadzania nas do kategorii krajów wasalnych. Polska, która mówi o potrzebie Europy narodów i chrześcijańskiej Europie, broni tej wizji, która jako jedyna ma szansę przetrwania i rozwoju. Europa multikulturalna, Europa ateistyczna nie przetrwa próby czasu. Każdy rozsądny człowiek, który patrzy trzeźwo na to, co się dzieje od strony demograficznej, powinien to widzieć. Tak czy inaczej, czegokolwiek nie dotkniemy łącznie z takimi projektami jak Nord Stream, to zauważymy, że to Polska ma pomysł, jak ten problem rozwiązać czy raczej jak go uniknąć, a nie Unia Europejska czy Niemcy, którzy pchają Europę w objęcia Rosji. To, co w tej materii robią Niemcy i wspierająca je Unia, to są działania antyeuropejskie, tylko ubrane w retorykę unijną, która wydaje się nie dostrzegać piętrzącego się problemu. Dlatego, że jesteśmy wyrzutem sumienia dla nich, prawdopodobnie dlatego też jesteśmy poddawani tak ostrym atakom.
Premier Morawiecki w swoim przemówieniu wskazał też potrzebę rozwijania relacji transatlantyckich i sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi…
– Unia Europejska, Niemcy czy Francja oczywiście są w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, tylko rozumieją je w bardzo specyficzny, wygodny dla siebie sposób. W tej chwili, kiedy w Ameryce rządzi Donald Trump, to wiadomo, jaki jest stosunek elit europejskich do tej prezydentury. I tutaj Polska – zdaje się – próbuje się wbić klinem między te dwie siły zachodnie i z Amerykanami zrobić interes, co oczywiście się nie podoba ani w Brukseli, ani w Berlinie, ani w Paryżu. Chodzi o to, żebyśmy stali się trybem w maszynie i prowadzili taką politykę jak Berlin, Paryż czy Bruksela. I to jest też powód niesnasek oraz ataków na Polskę, ale nie główny. Główną przyczyną atakowania – jak już wspomniałem – jest zmiana władzy w Polsce na taką, która będzie posłuszna Brukseli i głównym graczom rozdającym karty w Unii Europejskiej, tak jak to było za rządów Platformy i PSL.

