logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Próba hamowania reform

Piątek, 6 lipca 2018 (23:25)

Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Konstytucja RP stanowi, że to ustawa określa granicę wieku 65 lat, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku. Czy zatem sędzia w stanie spoczynku może być nadal prezesem sądu, Sądu Najwyższego?

– Wprawdzie nie jestem prawnikiem, ale jeśli spojrzeć na ten spór – spór o charakterze nie prawnym, a politycznym, to wydaje się, że w tym kontekście politycznym trzeba było dobrej woli, której niestety zabrakło, aby ten spór zażegnać czy go uniknąć. Jeżeli prof. Małgorzata Gersdorf w wymaganym prawem terminie wykazałaby intencję, wyraziłaby gotowość czy oświadczenie, aby po osiągnięciu wieku emerytalnego 65 lat dalej móc orzekać i pozostać I prezesem Sądu Najwyższego, to tym prezesem z pewnością pozostałaby nadal. Jeżeli prof. Gersdorf zależy na tym, żeby skoncentrować się na poprawie wizerunku Sądu Najwyższego, jeśli zależy jej na uzyskaniu wiarygodności tego sądu i postrzeganiu tego organu jako instytucji apolitycznej, to przecież mogła się wykazać taką dobrą wolą. Zyskałaby to, że jej kadencja nie zostałaby zakończona. Tymczasem to, z czym teraz mamy do czynienia, to nic innego jak próba pokazania sprzeciwu wobec reform sądownictwa, a tym samym sprzeciw wobec obecnej władzy.       

Gersdorf podczas konferencji prasowej podkreśliła, że kadencyjność prezesa Sądu Najwyższego nie podlega dyskusji i zmianom ustawowym. Czemu to służy?

– Mamy tu do czynienia z obroną status quo w sądownictwie, żeby było tak, jak było. Zwróciłbym uwagę, że Prawo i Sprawiedliwość nie jest pierwszym ugrupowaniem, które próbuje reformować szeroko rozumiany wymiar sprawiedliwości. Poprzednicy byli bądź to dymisjonowani, bądź też sami rezygnowali z naprawiania sądownictwa, natomiast PiS – wydaje się – jest zdeterminowane skutecznie tę reformę przeprowadzić, tyle tylko, że wiąże się to z kosztami politycznymi, kosztami wizerunkowymi. Mamy również naciski wewnętrzne ze strony opozycji totalnej, a także ze strony organów czy instytucji zewnętrznych, jak Komisja Europejska. Są to też naciski motywowane przez Platformę czy Nowoczesną. Mamy zatem do czynienia z próbami hamowania reform, próbami mającymi służyć tym, którzy chcą odzyskać władzę i po ewentualnym zrealizowaniu tego scenariusza będą mogli wrócić do status quo ze swoich poprzednich rządów.          

Czy nie jest tak, że Gersdorf znalazła się w ślepej uliczce, nie bardzo wie, jak z tej sytuacji wybrnąć i stąd ta szamotanina prawna?

– Sytuacja jest bardzo jasna, zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym, która weszła w życie 3 kwietnia br., w dniu następującym po upływie trzech miesięcy od tego terminu, a więc z dniem 4 lipca w stan spoczynku – z mocy prawa – przeszli sędziowie Sądu Najwyższego, którzy ukończyli 65. rok życia. I to jest fakt. Natomiast na ocenę wydarzeń, których wszyscy jesteśmy świadkami, bardzo silny wpływ mają „polityczne okulary”. Otóż zwolennicy Platformy i Nowoczesnej twierdzą, że zabieg prof. Gersdorf był dobrym scenariuszem, którego realizacja pokrzyżuje plany PiS-owi, z kolei zwolennicy partii rządzącej oceniają taką postawę jako przejaw buntu czy nawet wprowadzania anarchii. Tak czy inaczej wydaje się, że wszyscy czekają na werdykt Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu, do którego zwróciła się Komisja Europejska, i który za jakiś czas wyda wyrok w tej sprawie. Co by nie powiedzieć, są to wszystko scenariusze na przeczekanie na rozstrzygnięcie sprawy przez instytucję zewnętrzną.

Wejściu w życie ustawy o Sądzie Najwyższym towarzyszą antyrządowe protesty, choć coraz mniej liczne. Czyżby paliwo, które opozycja totalna dolewała do baku, się wyczerpało?

– Często było takie złudzenie, a to wynika z tego, iż grupy przeciwników rządu i reform są bardzo głośne w mediach, że zmiany w wymiarze sprawiedliwości spotykają się z dużą dezaprobatą i licznymi protestami ulicznymi. Jednakże nie jest prawdą – jak to się próbuje sprzedać za granicą, że zmiany, czy to w Trybunale Konstytucyjnym, czy teraz w sądownictwie, spotykają się z dużą dezaprobatą i licznymi protestami ulicznymi. Te protesty, nie dość że coraz mniej liczne, nie są zatem – jak się próbuje wykreować – tak ważne dla większej części społeczeństwa. Te kwestie są w kręgu zainteresowania tylko osób o liberalnych poglądach, protestują też elity liberalne związane z Platformą, która broni status quo owej grupy sędziów.

Sędziów, z których część wywodzi się jeszcze z PRL-u…

Dokładnie tak. Część z tych sędziów orzekała jeszcze w okresie stanu wojennego, wydając wyroki na członków opozycji solidarnościowej. I dzisiaj ci ludzie wykształceni jeszcze w czasach PRL-u, którzy byli na usługach władz komunistycznych, wciąż orzekają, co więcej, mają władzę w sądach, zajmując określone stanowiska. Dlatego PiS po dojściu do władzy realizuje główny cel, mianowicie wymianę przynajmniej części tych elit w tego typu instytucjach. Natomiast protesty społeczne – chociaż głośne w mediach – po pierwsze są coraz mniej liczne, co świadczy o tym, że mają coraz mniejsze poparcie społeczne – związane też z wakacyjną porą, a po drugie – Polacy myślą dziś głównie przez pryzmat własnych portfeli. Biorą pod uwagę, że za rządów Zjednoczonej Prawicy w znaczącym stopniu zredukowano ubóstwo wśród dzieci, dobrze też funkcjonują programy prospołeczne i mimo że opozycja totalna przedstawia rządy PiS jako czas kryzysu, to jednak Polakom żyje się dzisiaj lepiej. Natomiast przejawów końca demokracji w Polsce dramatycznie przedstawianych przez polityków Platformy i Nowoczesnej jakoś nie widać. Można zatem powiedzieć, że problem prof. Gersdorf, tak mocno akcentowany przez te środowiska, de facto jest jej problemem, ale z pewnością nie jest problemem Polaków.

Jak skomentować udział w tych ostatnich protestach przed Sądem Najwyższym oraz wystąpienia nie tylko polityków totalnej opozycji, ale również czynnych sędziów?

– Na zamówienie Sądu Najwyższego były przeprowadzone badania związane z postrzeganiem sądownictwa przez Polaków – wyniki tych badań są zatrważające. Sędziowie byli postrzegani jako zaangażowani politycznie i nawet ponad połowa badanych stwierdziła, że przynależą do ugrupowań politycznych, chociaż każdy obywatel powinien wiedzieć, że sędziowie mają być apolityczni. Okazuje się, że takie wystąpienia sędziów wcale nie służą odbudowie zaufania wobec sądownictwa. Oczywiście biorąc udział w tego typu manifestacjach czy protestach, takie osoby (sędziowie) kierują się rzekomo dobrymi intencjami, nadinterpretują sytuację, ale mimo wszystko, gdyby wspólnie z PiS-em próbowali przeprowadzić reformę sądownictwa, byłoby to inaczej postrzegane i wtedy, być może, udałoby się uniknąć całej tej trudnej sytuacji politycznej.             

Oliwy do ognia dolewa też Lech Wałęsa, który przybył na pikietę przed Sądem Najwyższym i mówił o zagrożeniu wojną domową, jeśli nadal będą rujnowane sądy. Czy to wypowiedź godna laureata Pokojowej Nagrody Nobla?

– Lech Wałęsa jest bardziej problemem dla organizatorów tego typu akcji niż osobą, która pomaga protestującym. Owszem, kiedy bądź, co bądź znana na zachodzie postać Wałęsy pojawia się w przekazach medialnych, to siłą rzeczy budzi zaciekawienie, ale jeśli ktoś zada sobie odrobinę trudu i głębiej sięgnie do meritum sprawy, to pozna prawdziwe intencje i z łatwością wyrobi sobie zdanie w tej kwestii. Natomiast jeśli chodzi o poparcie wewnętrzne w Polsce dla tego typu protestów, to wypowiedzi Lecha Wałęsy kompromitują zupełnie tego typu akcje. Efekt jest zatem odwrotny od zamierzonego.

Do czego ten spór o Sąd Najwyższy może doprowadzić?

Ten spór jest trudny. Prowadzi do tego, że część środowiska sędziowskiego, pomimo iż nie ma do tego uprawnień, mówi o konstytucyjności bądź niekonstytucyjności działania partii rządzącej. Co więcej, odbiera PiS-owi legitymację do zmian w sądownictwie, mało tego – zamierza funkcjonować w równoległym porządku prawnym. Z kolei PiS nie może sobie pozwolić na bardziej zdecydowane ruchy i musi przeczekać ten czas i wszystkie te procesy. To jest chyba najlepszy scenariusz – przeczekać protesty i pokazać instytucjom unijnym, że tak naprawdę nie jest wymieniane gros sędziów Sądu Najwyższego, ale zaledwie kilku. Przypomnijmy, że oświadczenia dotyczące woli pozostania na stanowisku sędziego z powołaniem się na podstawę prawną nowej ustawy o Sądzie Najwyższym złożyło dziewięciu sędziów. Natomiast w siedmiu kolejnych oświadczeniach sędziowie powołali się bezpośrednio na Konstytucję RP, nie dołączyli też zaświadczeń o swoim stanie zdrowia.  Oświadczenia – zgodnie z przepisami – będzie opiniowała Krajowa Rada Sądownictwa, a następnie prezydent będzie podejmował ostateczne decyzje. Jest także grono 11 sędziów Sądu Najwyższego, w tym I prezes Małgorzata Gersdorf, którzy nie złożyli takich oświadczeń o woli dalszego zajmowania stanowiska sędziowskiego i w związku z tym sami się wykluczyli. PiS przekonuje, że zmiany planowane w sądownictwie służą reformowaniu, poprawie skuteczności, a nie są zmianami, które mają służyć politycznie tylko obecnej władzy. Co by nie powiedzieć, scenariusz trudny, dlatego że wymaga czasu, dużo cierpliwości, wymaga też ostrożnego podejścia w sytuacji, kiedy ze strony części środowiska sędziowskiego szykuje się może nie tyle anarchia, co raczej chaos prawny. I z tym PiS będzie musiało sobie poradzić.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl