logo
logo

100 dni trzeźwości na 100-lecie niepodległości

Zdjęcie: Mateusz Matuszak/ Nasz Dziennik

Co wybierzesz, zależy od Ciebie

Piątek, 13 lipca 2018 (03:49)

Świadectwo

Przez ostatnie osiem lat przebyłam bardzo długą drogę od hasła „nie żyłam, żyjąc” do rzeczywistości: nowa, cała JA „żyję nowym życiem”, oddycham głęboko i spokojnie pomimo burz wokół mnie, nierozwiązanych spraw, kłopotów urzędowych, konsekwencji starego życia.

Pomimo „bagażu” z przeszłości z odwagą wchodzę w nowe, pojawiające się sytuacje i tematy. Zaczęły rozwiązywać się moje kłopoty, domykać się zaszłe sprawy. Wszystko dzięki terapii, mityngom, pracy z dwunastoma krokami AA, rekolekcjom ignacjańskim, medytacji, spotkaniom w Zakroczymiu na dniach skupienia, pracy w wolontariacie. Zbudowałam siebie na nowo.

Na spotkaniach grup samopomocowych regularnie czytamy dwanaście kroków i dwanaście tradycji, natomiast bardzo rzadko słyszę obietnice AA, nawet w ostatnim czasie w ogóle, a szkoda, gdyż mocno wsparły mnie do pozostania na drodze, którą obrałam. Świadectwa innych osób, które wspominały ich treść, podając przykłady, jak spełniły się w ich życiu, dawały mi nadzieję, że mnie to również spotka. Dzięki temu odpychałam zwątpienie i podejmowałam kolejne działania na etapie swojego zdrowienia, szukałam i próbowałam. Nie zrażając się czekaniem. […]

Pamiętam wszystkie nieodpowiedzialne zachowania, pamiętam wewnętrzne cierpienie i drogę do samounicestwienia przez alkohol. Pamiętam egoistyczne myślenie, że jestem ciężarem tego świata i lepiej, żeby mnie tu nie było. Pamiętam wizyty na izbie wytrzeźwień.

Jednocześnie pamiętam decyzję o podjęciu trzeźwego życia, pamiętam pierwszą spowiedź, chęć poprawy i żal za grzechy. Pamiętam rozmowy z terapeutką, uwolnienie od żalu. Pamiętam, kiedy zapragnęłam wybaczyć sobie, Rodzicom i Bogu. Dzięki mówieniu i słuchaniu na mityngach, rozmowom z terapeutką, przyjaciółmi oraz dzięki modlitwie odszedł wstyd, złość, żal – nastąpiło wybaczenie i akceptacja przeszłości. Dzielenie się doświadczeniem, że można odbić się od dna, nadało sens cierpieniu, które przeszłam. Czuję się silniejsza i mogę ufać sobie.

Dzięki nabyciu umiejętności troszczenia się o siebie, poprzez dostrzeganie swoich potrzeb i oczekiwań – jednocześnie nauczyłam się zaspokajać je w zdrowy sposób. Co spowodowało, że przestałam zawieszać się na innych i zabiegać o akceptację, przestałam skamleć o miłość. Innym daję od siebie tyle, ile mogę i chcę ofiarować. Praca w wolontariacie nauczyła mnie m.in. cierpliwości i odporności, Zapragnęłam kontaktu z Bogiem osobowym, więc zaczęłam Go szukać. Czytając Pismo Święte, rozważania, tłumaczenia – odnalazłam swoją tożsamość Dziecka Bożego. Moi Rodzice przekazali mi ciało, lecz ducha dał Bóg – miłość doskonała i jedyna moc życiodajna. Moment przeniknięcia tej prawdy do serca był moim przebudzeniem, zmartwychwstaniem za życia. Zaczęłam ufać, że Bóg chce mojego dobra i szczęścia. Im mocniej ufam i modlę się, tym częściej przychodzą odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Przestaję lękać się błędnych decyzji. Zobaczyłam w Bogu mojego sojusznika i przyjaciela. Jednocześnie stałam się przyjacielem dla siebie, a za tym pojawili się w moim życiu przyjaciele w Bogu i duchu, skarb, którego bardzo pragnęłam. Kontakt z nimi uskrzydla mnie, widzę w nich fizycznie Bożą łaskę, którą obdarował mnie Bóg Ojciec.

W moim przypadku sprawdziło się powiedzenie: uczyń krok, a resztę wesprze sam Bóg. Tak było m.in z moimi sprawami urzędowymi i zaszłościami finansowymi – analizując sytuację pod kątem zasobów, jakie miałam na dany moment, pogodziłam się, że do końca życia będą się za mną ciągnęły. Jednak wytrwale zawierzałam i robiłam swoje. Bóg przysłał do mnie człowieka, który wyciągnął do mnie pomocną dłoń – po prostu pojawił się, a ja wiem, że został wymodlony.

Każdy punkt z obietnic AA spełnił się w moim życiu, przeszłam ze śmierci do życia za życia. Trudności były, są i pewnie będą. Jednak zmieniło się moje podejście, traktuję je jako sprawy do załatwienia. Mam pogodę ducha i przestałam spieszyć się, lękać, że z czymś nie zdążę.

Moja recepta na szczęście i godne życie:

– rano pomodlić się, zaprosić Jezusa do wspólnej wędrówki przez dzień,

– zrobić coś dobrego dla siebie i swojego zdrowienia (rozwoju),

– zrobić coś dla drugiego człowieka (dać uśmiech, okazać zrozumienie, podać chusteczkę – nie muszą to być od razu czyny wielkie, altruistyczne),

– wieczorem zrobić 15-minutowy rachunek sumienia z powyższych punktów, czy wypełniłam je i jak wypełniłam,

– podziękować Bogu. Kolejność punktów jest ważna i celowa. Zaczynam od siebie, ponieważ jak nie zadbam o siebie, nie będę miała siły zadbać o innych. Tak wygląda moja historia w telegraficzym skrócie.Wybrałam życie i nie żałuję. Co Ty wybierzesz, zależy od Ciebie. Bóg czeka na Twoje TAK.

AM, Anonimowa Alkoholiczka

Nasz Dziennik