logo
logo

100-dni abstynencji na 100-lecie niepodległości

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Nie miałam już siły dłużej cierpieć

Sobota, 14 lipca 2018 (17:59)

Świadectwo

Jestem alkoholiczką, mam 36 lat. Od 11 lat nie piję. W „tamtym” życiu byłam bardzo samotna i pogubiona. Czułam się tak już w wieku 13-14 lat i przez kolejne lata. Pomimo wzrastania w rodzinie, ukończenia studiów, podjęcia pracy, posiadania grona znajomych, uczestniczenia w imprezach, a więc w miarę normalnego życia, w środku wyłam, pragnęłam bliskości i ukojenia lęku.

Nienawidziłam siebie, szłam ku destrukcji, sponiewieraniu się. Rodzice nie potrafili mi pomóc, udawali, że wszystko jest w porządku. Podejmowali nieumiejętne próby kontroli czy zmuszania mnie do innych zachowań. W rezultacie byli moimi wrogami. A ja brnęłam w uciekanie przed sobą.

Alkohol dawał mi choć na chwilę poczucie luzu, przełamywał nieśmiałość i kompleksy. Był najlepszym kompanem. Lepiej czułam się wśród rówieśników, zapominałam o swoim wewnętrznym krytyku. Do czasu, kiedy i upicie się nie oddalało złych myśli, kiedy wszędzie czułam się źle, jakbym nie pasowała ze swoimi defektami do reszty świata.

Nie wiem, jak to było możliwe, ale nadal dobrze funkcjonowałam na studiach i w pracy. Łatwo przyszło mi zrobienie prawa jazdy, zdobywanie innych nowych umiejętności – wszystko ogarniałam. Byłam nieustannie dzielna. Jednak w którymś momencie zaczęły pojawiać się stany lękowe, napady paniki, fobie. To one doprowadziły mnie na terapię odwykową. Moje kolejne i ostatnie już podejście do terapii miało miejsce w marcu 2007 roku. Chociaż nie bardzo mi to pasowało, ostatecznie posłuchałam lekarzy i podjęłam leczenie. Przestałam pić tylko po to, żeby wyleczyć się z zaburzeń lękowych. Wtedy zaczęłam pomału zmieniać swoje życie.

W trakcie terapii zaczęłam też chodzić na mityngi AA i z czasem bardzo zaangażowałam się w życie wspólnoty. Zamiast na imprezach u znajomych, zaczęłam spędzać czas z alkoholikami na mityngach, gdzie pierwszy raz poczułam się w pełni przez innych akceptowana i dla nich ważna. Miałam prawdziwe relacje z ludźmi, szczere rozmowy, wsparcie.

Przez kolejne lata przełamywałam mnóstwo barier bez alkoholu. Nauczyłam się bez niego bawić, tańczyć, świętować, publicznie wypowiadać się. Dzięki temu dzisiaj alkohol nie jest mi do niczego potrzebny. […]

Od kilku lat mam kochanego męża, też niepijącego alkoholika, dzięki czemu problem obecności alkoholu w naszym domu i życiu nigdy nie istniał i nie istnieje. Komfort wzajemnego zrozumienia w tej kwestii jest dla mnie nieoceniony.

Mam rodziców i siostrę, z którymi kontakty uległy znacznej poprawie. Zmieniłam siebie, zaczęło się zmieniać między mną a nimi. […]

Moje życie, pomimo że jest w nim dużo dobrego, nie jest usłane wyłącznie różami. Nadal mam stany lękowe. Zaczęłam powierzać swoje życie Jezusowi.

Aga

Nasz Dziennik