logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Nieodpowiedzialna postawa opozycji

Sobota, 14 lipca 2018 (18:34)

Aktualizacja: Piątek, 11 stycznia 2019 (23:34)

Z posłem Andrzejem Maciejewskim, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak skomentuje Pan fakt, że w Zgromadzeniu Narodowym nie wzięła udziału Platforma, a Nowoczesna i PSL po odśpiewaniu hymnu opuściły dziedziniec Zamku Królewskiego?

– Dodam, że Nowoczesna i Polskie Stronnictwo Ludowe opuściły obrady Zgromadzenia Narodowego przy wejściu na salę prezydenta RP Andrzeja Dudy. Panowie zrobili „kondukt żałobny” i wyszli.

Dwie różne formy manifestacji, ale efekt ten sam…

– Gdyby politycy tzw. opozycji totalnej nie otrzymali zaproszenia na tę jakże ważną uroczystość pokazującą ciągłość państwa polskiego, to byłby wielki krzyk, że są pomijani, prześladowani, że jest to kolejny przejaw braku czy wręcz końca demokracji itd. Natomiast, kiedy zostali zaproszeni, to jak każdy parlamentarzysta powinni się czuć wyróżnieni, ale, jak widać, mają to w poważaniu i nie przychodzą bądź też wychodzą z sali. To przejaw braku szacunku dla państwa polskiego, który ma się nijak do walki tych formacji w obronie rzekomo zagrożonej demokracji i łamanej Konstytucji. Zgromadzenie Narodowe ma to do siebie, że zebrane dwie izby parlamentu wysłuchują orędzia prezydenta RP. Andrzej Duda mówił m.in. o historii polskiego parlamentaryzmu, o wkładzie Polski w budowanie parlamentaryzmu w Europie i na świecie, co pokazuje, że było to wystąpienie bardzo stonowane. Natomiast totalni, totalnie położyli wszystko na plecy, ośmieszając nie tylko siebie, ale demonstrując taką, a nie inną postawę, ośmieszyli swoich wyborców, ośmieszyli Naród, który powierzył im tak zaszczytne mandaty posłów czy senatorów. Krótko mówiąc to, co zrobili, to była totalna porażka i tego nie da się niczym usprawiedliwić.

Co chce osiągnąć opozycja totalna? 

– Wszystkie argumenty, jakimi się posługiwali politycy Platformy, Nowoczesnej, ale także PSL tym jednym ruchem, tą nieodpowiedzialną postawą sami sobie wytrącili z rąk. Tak naprawdę pokazali polskiemu społeczeństwu, do czego są zdolni.

Grzegorz Schetyna podczas alternatywnego spotkania powiedział, że „nigdy nie pozwolimy, by polski parlament był sejmem niemym, by ci, którzy chcą kneblować opozycję, osiągnęli sukces”. Czy Pan, jako poseł na Sejm RP, czy klub Kukiz’15 czuje się kneblowany?

– Absolutnie nie. Przybyliśmy na obrady Zgromadzenia Narodowego, aby uczcić 550. rocznicę parlamentaryzmu polskiego. Oczywiście nie zgadzamy się co do sposobu czy systemu procedowania, czy do pewnych, nowych tradycji, jakie wprowadziła większość sejmowa w ostatnim czasie. Mamy zatem pewne wątpliwości, bo to nie są rzeczy, które nas zachwycają, ale mamy też świadomość, że jesteśmy różni, że mamy inne podejście do wielu kwestii, ale wiemy też, że musimy się nawzajem szanować, zachowując pewien poziom debaty i kultury parlamentarnej oraz osobistej. Z jednej strony wiemy, że są ograniczenia, jakie wprowadził marszałek Marek Kuchciński, które w naszej ocenie nie są najmądrzejsze i myślę, że wiele spraw można było załatwić lepiej i prościej, natomiast to, że opozycja totalna w sposób ewidentny przekroczyła granice przyzwoitości, to jest już inna sprawa. Na tym polega parlament, który jest miejscem sporów, także kłótni, po to, żeby na polskich ulicach panował porządek, pokój, żeby ludzie do siebie nie strzelali. I tak rozumiem istotę parlamentaryzmu.

W naszej tradycji, pamięci są złe wzorce parlamentaryzmu. Jak wiemy byli już tacy, którzy zrywali Sejm i źle się to kończyło. Czy dzisiaj też mamy do czynienia z partiami, które nie rozumieją istoty parlamentaryzmu?

– Zerwanie Sejmu może mieć miejsce wtedy, kiedy dana siła polityczna nie ma większości parlamentarnej, natomiast jeśli ma większość, to na sali plenarnej zawsze będzie kworum. Co by jednak nie powiedzieć, dzisiejsze zachowanie Platformy, Nowoczesnej i PSL było skalkulowane na postawienie akcentu wpisującego się w spór odnośnie do Sądu Najwyższego, prof. Małgorzaty Gersdorf i to jest sedno sprawy, i właściwe ukierunkowanie tej manifestacji. Jednocześnie jest to dowód, że wszystkie możliwe narzędzia są wykorzystywane przez totalną opozycję, aby tylko zniechęcić ludzi do obecnie rządzących i przejąć władzę. Ale to za mało, żeby móc rządzić Polską.

O wspomnianej przez Pana większości parlamentarnej, która ma społeczny mandat do rządzenia, mówił też prezydent Duda, twierdząc, że nie można odmawiać partii, która wybrała wybory realizacji programu…

– Wszystko się zgadza. Nie możemy się obrażać na demokrację. Przecież PiS nie zagarnął sobie władzy siłą, ale ta władza została przekazana tej formacji politycznej w sposób pokojowy, w drodze demokratycznych wyborów. Tak działa demokracja. Natomiast „totalni” nie mają żadnego pomysłu na siebie, nie mają koncepcji na program dla Polski, dlatego ich działania przypominają krzyk bezradności. Z kolei mnie dzisiaj bardziej interesuje kwestia ordynacji wyborczej, dyskusja nad jej kształtem, bo kierunek, jaki teraz obserwujemy, bardziej zmierza w stronę duopolu PO–PiS, PiS–PO. I to – według mnie – jest bardziej niepokojące niż to, co się wydarzyło podczas i w związku z obradami Zgromadzenia Narodowego, mianowicie, że opozycja totalna nie chciała wziąć udziału w święcie demokracji, którą cały czas ma na ustach i sztandarach, ale tylko tam, bo przecież nie w sercu.  

Co w orędziu prezydenta przykuło Pana szczególną uwagę?

– Przede wszystkim istotne jest to, że prezydent Andrzej Duda swoje orędzie skierował nie do wybranych, ale do wszystkich. To było przemówienie adresowane do każdej formacji politycznej i wszyscy, którzy obiektywnie oceniają wypowiedziane dzisiaj słowa prezydenta, mogli bić brawo. Również jako Kukiz’15 biliśmy brawo, gdy mowa była np. o suwerenie, o woli Narodu, bo to jest baza – wola i głos Narodu. Pod tym względem przemówienie prezydenta Dudy było – można powiedzieć – dobre.

Czy 550. rocznica parlamentaryzmu w Polsce nie powinna być naszym argumentem wobec Komisji Europejskiej, aby nie uczyć nas demokracji, a więc czegoś, co jest u nas znacznie mocniej zakorzenione i trwalsze niż struktury młodej Unii Europejskiej?

– Unia Europejska, Komisja Europejska nie powinna nas pouczać, a raczej spojrzeć, jak ta osławiona już praworządność – nie do końca zdefiniowana – wygląda nie tylko w pozostałych państwach członkowskich Wspólnoty, ale także w samej Brukseli. Mam tu na myśli chociażby wczorajsze zachowanie – swoją drogą nie pierwszy raz – przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckera podczas szczytu NATO w Brukseli, gdzie to, że utrzymał się na nogach, może zawdzięczać tylko osobom, które były skłonne wspierać go, i to dosłownie, oraz holować. To się odbyło na oczach całego świata i cały świat to komentuje, nie pozostawiając suchej nitki na samym zainteresowanym. Ten pan najwyraźniej ma poważne problemy, co więcej, specjalnie się z tą swoją przypadłością nie kryje, ale to się leczy... Może więc wyślijmy specjalistę czy specjalistów, którzy pomogliby mu wyjść z tego problemu uzależnienia. Pytanie, jakie musi też paść, brzmi:  jak w ogóle można rozmawiać o ważnych problemach Unii Europejskiej z gościem, który jest najczęściej pijany. Żeby z kimś takim rozmawiać, to taka osoba musi być trzeźwa. Musi zatem zwalczyć chorobę – jeśli do końca tej kadencji europarlamentu w ogóle będzie to możliwe. Dopiero później można z kimś takim zasiąść do stołu i poważnie rozmawiać np. o praworządności. Do tego potrzebny jest jednak nie tylko trzeźwy umysł.       

Jak Panu osobiście podobały się obrady Zgromadzenia Narodowego, wprawdzie na dziedzińcu Zamku Królewskiego, ale w namiocie, którego wynajęcie i obsługa kosztowała krocie. Może w ramach oszczędności i taniego państwa warto było ograniczyć koszty?

– Warto w tym miejscu wyjaśnić jedną rzecz, że namiot, w którym odbywało się posiedzenie, to nie jest namiot cyrkowy, nic z tych rzeczy. Warto też pamiętać, że na sali obecni byli nie tylko najważniejsi przedstawiciele państwa polskiego, prezydent, parlamentarzyści, rząd, eurodeputowani, ale także ambasadorowie różnych państw, przedstawiciele mediów. A więc nie było to spotkanie pod namiotem w formie grilla, ale zostało przygotowane godne miejsce, gdzie w sposób adekwatny do rangi wydarzenia, ale bez przesady można było z szacunkiem uczcić ważne wydarzenie historyczne – 550. rocznicę parlamentaryzmu polskiego. Takie wydarzenie jest raz na kilkadziesiąt lat i niech żałują tego parlamentarzyści, którzy poprzez swoją nieobecność sami wyrzucili się poza nawias. Natomiast jeśli chodzi o koszty, to może warto byłoby, żeby np. Brytyjczycy zrezygnowali, dajmy na to, z utrzymania monarchii i całego dworu królewskiego. Analizując też wszystkie aspekty życia, moglibyśmy stwierdzić, że skoro nie ma wojny, to po co nam wojsko i jakże kosztowna modernizacja armii? Tak czy inaczej, na obrady Zgromadzenia Narodowego wybrano najbardziej godne miejsce – Zamek Królewski, ale że jego sale nie mogłyby pomieścić tak dużej liczby uczestników, to ze względów czysto technicznych zdecydowano się na dziedzińcu postawić namiot, który spełniał – jak już wspomniałem – wszystkie kryteria dla tego typu wydarzenia.     

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl