logo
logo

Zdjęcie: kremlin.ru/ Licencja: CC BY-SA 4.0/ Wikipedia

Gra interesów

Poniedziałek, 16 lipca 2018 (14:16)

Aktualizacja: Piątek, 11 stycznia 2019 (23:34)

Z posłem Andrzejem Maciejewskim, politologiem,  przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Unia Europejska, Rosja i Chiny to wrogowie – powiedział prezydent Trump w wywiadzie dla telewizji CBS News i dodał, że Stany Zjednoczone mają wielu wrogów. Jak ta wypowiedź powinna być odbierana?

– Od lat wiadomo, a teraz w szczególności, że w polityce zagranicznej nie ma przyjaźni, są tylko interesy. W tym momencie prezydent Donald Trump ma najwyraźniej większe interesy z Rosją niż z Chinami, zwłaszcza po tym jak Trump ogłosił wprowadzenie 25-procentowych ceł na produkty chińskiego eksportu do Stanów Zjednoczonych, co spotkało się z chińskim odwetem na amerykańskie produkty, i tę właśnie retorykę przyjąłbym na dzisiaj. Rosja także liczy na poprawę relacji ze Stanami Zjednoczonymi. To nie jest wcale przypadek, że o obecnych stosunkach na linii Waszyngton – Moskwa mówi się, że są najgorsze w historii. Coś w tym jest. Gorzej być chyba już nie może, a jeśli chodzi o rozmowy obu przywódców, to dobrze, że się odbywają.

Tak czy inaczej spotkanie Putin – Trump w Helsinkach rozpoczęło się od około godzinnego spóźnienia Putina. Jak Pan to odczytuje?

– Osoba, która się spóźnia, podkreśla w ten sposób swoją pozycję, swoją wyższość. Władimir Putin zawsze słynął z tego, że lubił się spóźniać na spotkania. Widać ma w zwyczaju się spóźniać i wydaje się, że odczuwa satysfakcję z faktu, że inni przywódcy na niego czekają. Nazwałbym to manierą Putina, manierą powszechnie znaną, zresztą dość mocno zakorzenioną we wschodniej kulturze. Spóźnienie Putina ponadgodzinne na audiencję w Watykanie przerabiał już Papież Franciszek, wielu prezydentów, także Polski, i jeżeli ten sam numer Putin wykręca Trumpowi, co więcej, jeśli znany z wysokiego mniemania o swojej osobie Donald Trump w reakcji nie „zawinął” się, to jestem tym faktem bardzo zdziwiony. Putin musiał mieć bardzo mocne usprawiedliwienie, że na szczycie w Helsinkach, w końcu na spotkanie z przywódcą najpotężniejszego państwa, pozwolił sobie na spóźnienie, a więc bardzo spektakularne zachowanie. Pytanie, jakie musimy sobie zadać, brzmi: czy spóźnienie Putina było przypadkowe, na czym zaważyła dajmy na to pogoda, a więc czynniki zewnętrzne niezależne, czy było to działanie zamierzone prezydenta Rosji, które miało właśnie na nim skoncentrować całą uwagę?

Trump zdołał się jednak zrewanżować jeszcze przed spotkaniem…

– Owszem, jak mogliśmy się przekonać, Donald Trump – widząc zachowanie Putina i to, że jego samolot wylądował z godzinnym opóźnieniem – odczekał i przybył do Pałacu Prezydenckiego w Helsinkach kilkanaście minut po prezydencie Rosji. Być może chciał pokazać, co o tym wszystkim myśli. Oczywiście, jak widzieliśmy, podczas przywitania były miłe gesty, miłe słowa z obu stron, ale to wszystko jest dyplomacja.

Putin powiedział w niedzielę w Moskwie prezydentowi Macronowi, że najwyższy czas, by ich kraje „przezwyciężyły trudności”, które prowadzą do napięć we wzajemnych stosunkach. Putin wykorzystał okazję do rozgrywania państw Unii Europejskiej?

– Dokładnie na tym polega polityka zagraniczna, co – jak widać – skrzętnie wykorzystuje prezydent Rosji. Odnoszę wrażenie, że zanim jeszcze szczyt w Helsinkach się rozpoczął, to jego pierwsze owoce już zbierał Putin. Realnie rzecz biorąc, szczyt NATO w Brukseli wcale nie zakończył się wielkim sukcesem i odnoszę wrażenie, że do tego rękę przyłożył właśnie Władimir Putin. Z drugiej strony fakt, że w Rosji odbywał się mundial i że z tej okazji doszło do kilku ciekawych spotkań wpisuje się w bardzo spójny tok prac rosyjskiej dyplomacji i plan Putina. Dlatego mam wrażenie, że jest już po szczycie Trump – Putin, mimo że jeszcze się nie zakończył.

Czy mimo wszystko ten szczyt Putin – Trump może złagodzić globalne napięcia – jak uważa prezydent Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarović, która także była gościem Putina podczas wczorajszego finału Francja – Chorwacja?

– Warto się zastanowić, co zostało ugrane w kuluarach, zanim dzisiejszy szczyt się rozpoczął. Fakty są bowiem takie, że na gruncie europejskim – jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa – dwaj najwięksi sojusznicy Stanów Zjednoczonych to Wielka Brytania i Francja i może jeszcze Polska, ale z pewnością nie Niemcy. Pytanie, jakie można i trzeba sobie zadać, brzmi: o czym rozmawiali Władimir Putin i Emmanuel Macron oraz czy i ewentualnie co zostało ustalone podczas wczorajszego spotkania w Moskwie?

Czy i na ile dzisiejszy szczyt Trump – Putin to ważne wydarzenie z polskiego punktu widzenia?  

– Ważna jest kwalifikacja spraw, jakie zostaną poruszone podczas rozmowy Trumpa z Putinem. Dlatego wydaje się, że będzie to szczyt istotny: po pierwsze – dla Ukrainy, i tutaj też może być kilka ważnych rozstrzygnięć, po drugie – dla państw bałtyckich. Jeśli zaś chodzi o Polskę, to stawiałbym nas w tej hierarchii spraw dopiero na trzecim miejscu. Czyli na pewno jest to ważne – jak niektórzy mówią: historyczne – wydarzenie, ale jako Polska jesteśmy na trzecim miejscu, i to w kontekście baz NATO.

Mamy się czego obawiać, że ponad naszymi głowami Polska zostanie rozegrana – zwłaszcza że przed szczytem Trump – Putin wiele się mówi o drugiej Jałcie…?

– Mam nadzieję, że nikt nie będzie próbował nas rozgrywać. Że ten szczyt w konkluzjach będzie w interesie Polski.

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl