logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Wszyscy musimy odbudować powagę Sejmu

Sobota, 21 lipca 2018 (20:36)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jaki sens miała akcja polegająca na wwiezieniu w bagażniku dwóch osób postronnych na teren Sejmu RP? Co chcieli osiągnąć posłowie Joanna Schmidt, Joanna Scheuring-Wielgus i Ryszard Petru?

– Po raz pierwszy w historii grupa posłów złamała pewną zasadę obowiązującą w polskim parlamencie, mówiącą o wzajemnym zaufaniu. Jest taka niepisana zasada, że nikt nikogo nie naraża na zagrożenie, na niebezpieczeństwo, bo jak wiemy, ludzie bywają różni i trzeba mieć tego świadomość. Jednocześnie obowiązuje zasada, że nikt nie nadużywa tego zaufania w celach niezgodnych z prawem.

W związku z powyższym, jeżeli poseł, w sposób świadomy, bo przecież nie był to przypadek, że ktoś wpakował do bagażnika posłance Schmidt, bez jej wiedzy oponentów obecnej władzy, liderów tzw. Obywateli RP: Pawła Kasprzaka i Wojciecha Kinasiewicza, ale było to działanie świadome, zamierzone i z premedytacją, i to jest bardzo niebezpieczne i niepokojące. Bez względu na całą sytuację, na nieporozumienia i tarcia między obozem władzy a opozycją totalną, jeśli ktoś przemyca w bagażniku samochodu ludzi, którzy w normalny sposób nie weszliby na teren Sejmu, to nie może to znaleźć usprawiedliwienia.

Rozmawiałem z wieloma posłami z innych ugrupowań i nie spotkałem nikogo, kto powiedziałby, że to była dobra robota, kogoś, kto pochwaliłby takie nieodpowiedzialne zachowanie. Nawet posłowie z Nowoczesnej są zbulwersowani taką postawą i takim zachowaniem swoich byłych partyjnych kolegów. Efekt jest taki, że krytyczna opinia kładzie się cieniem na wszystkich posłów i powoduje, że parlamentarzyści stają się niewiarygodni w oczach społeczeństwa. Została przekroczona jedna z najprzedziwniejszych granic absurdu, jaką w ogóle można sobie wyobrazić. Ta złamana granica jest dzisiaj do odbudowania i jest to zadanie dla wszystkich posłów.

Jak czują się teraz posłowie, których bagażniki przy wjeździe na teren Sejmu są kontrolowane?

– Tego nie było nigdy wcześniej. W ogóle było to nie do pomyślenia, skoro poseł posiada przepustkę, jego samochód jest zarejestrowany. Dzisiaj jest inaczej i jest to uzasadnione, tylko czy jest to normalne i czy tak się musiało stać? Tymczasem winowajcy zamiast się zreflektować, tryumfują, są dumni z tego, że kogoś udało się wwieźć na teren Sejmu. Nie po to się walczy z wandalizmem, żeby dzisiaj mówić, iż wandalizm jest fajny i akceptowalny, bo nie jest i nigdy nie będzie. Protesty są wpisane w demokrację, ale to wszystko musi się odbywać w sposób cywilizowany. Nie można też pozwolić, żeby bojówkarze napisami dewastowali fasadę Sejmu.

Panie Pośle, z czym mamy do czynienia: czy tylko z psuciem państwa i brakiem szacunku dla prawa, i to ze strony parlamentarzystów?

– Po pierwsze, jest to brak szacunku do samych posłów na Sejm, bo tak jak wspomniałem, wszyscy, z którymi rozmawiałem, byli tym faktem zbulwersowani. Po drugie, jest to brak szacunku dla komórek organizacyjnych Sejmu: – dla Straży Marszałkowskiej oraz funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa, którzy są od pilnowania porządku i zapewnienia bezpieczeństwa parlamentarzystom. Jeśli w trakcie obrad najwyższego organu władzy ustawodawczej jest przyjmowane polskie prawo, to prace tego gremium nie mogą być zakłócane, niedopuszczalne są naciski, działania zewnętrzne – mam na myśli protestujących przed Sejmem, którzy walczą z policją, chcąc wtargnąć na teren parlamentu.

Służby, o których wspomniałem, są od tego, żeby zagwarantować bezpieczeństwo posłów. Tymczasem ktoś podważa zaufanie do tych służb, w dodatku śmiejąc się, że udało się wwieźć osoby nieuprawnione na teren Sejmu. Co jeśli komuś z posłów przyjdzie do głowy wwieźć na teren Sejmu osoby niebezpieczne, uzbrojone – czego przecież nie można wykluczyć…?

Czy poseł, który przemyca na teren Sejmu osoby nieuprawnione, naruszając tym samym zasady bezpieczeństwa, który de facto łamie prawo, powinien w dalszym ciągu pełnić funkcję posła?

– Przede wszystkim sprawą tą powinny się zająć organy odpowiedzialne za przestrzeganie prawa w Polsce, a więc policja. Ponadto jest to temat dla Komisji Regulaminowej Sejmu, Spraw Poselskich i Immunitetowych, dla Komisji Etyki Poselskiej, bo nie można nad tym incydentem przejść do porządku dziennego. Nie można tej sprawy zamieść pod dywan i powiedzieć, że nic się nie stało, bo stało się i posłowie Joanna Schmidt, Joanna Scheuring-Wielgus i Ryszard Petru muszą ponieść wszystkie możliwe konsekwencje, jakie może ponieść poseł na Sejm RP, który łamie prawo.

Politycy – jak wiemy – wypowiadają różne słowa, ale tu mieliśmy do czynienia z przekroczeniem wszelkich norm, z czynem nieodpowiedzialnym, z czynem przekraczającym wszelkie granice przyjęte w cywilizowanym państwie prawa. Co więcej, sprawcami są posłowie, a więc osoby, od których przede wszystkim wymaga się przestrzegania prawa. Jak sądzę, nikt nie będzie płakał, jeśli wszyscy zostaną surowo ukarani.       

Czy immunitet może chronić parlamentarzystę, który łamie prawo?  Może – zważając na różne niebezpieczne sytuacje – warto zastanowić się nad zmianami?

– Immunitet chroni posła czy senatora i takie jest prawo. Natomiast w tym wypadku kara musi być współmierna do popełnionego czynu, ale jednocześnie musi się pojawić wątek pewnej wątpliwości i ograniczenia czy zmniejszenia zaufania do posłów. Na przykład jeśli chodzi o poseł Joannę Scheuring-Wielgus, to nie jest pierwszy wybryk, a zatem nie można tu mówić o przypadkowości, ale wręcz o pewnej recydywie. Pytanie brzmi: do czego jeszcze można się posunąć w tej ignorancji wobec zasad i de facto łamania prawa? To jest bez wątpienia poważna sprawa, mówimy o poważnej sytuacji, którą trzeba bardzo mądrze załatwić, poprowadzić, a jednocześnie nie pozwolić, żeby sprawa ta rozeszła się po kościach. Powiem raz jeszcze: jestem za tym, żeby w tej sprawie wyciągnąć wszelkie możliwe konsekwencje.

Jest marszałek, Prezydium Sejmu i są podstawy, żeby zadziałać w sposób zdecydowany. O ile w wielu innych sprawach miałem wątpliwości, co do działań marszałka Kuchcińskiego i Prezydium Sejmu, to w tym wypadku ani ja, ani nikt inny spośród parlamentarzystów nie będzie miał najmniejszych wątpliwości, że kara dla winnych musi być surowa.

Afera bagażnikowa wpisuje się w cały cykl ostatnich wydarzeń, jakie miały miejsce przed Sejmem, także przed Biurem Przepustek. Jak odniósłby się Pan do awantury, jaką w Biurze Przepustek Sejmu RP urządził poseł Arłukowicz, który nalegał, aby na teren parlamentu wpuścić protestujących tzw. Obywateli RP?

– Odpowiadając na to pytanie, opowiem może o tym, co sam przeszedłem. Otóż z powodu umówionego spotkania w siedzibie Kukiz’15 musiałem na chwilę opuścić teren parlamentu. Tymczasem okazało się, że nie mogę wyjść, bo cztery czy pięć osób spośród protestujących stanęło w przejściu i powiedziało: nie, bo nie… Żadne próby perswazji, tłumaczenia z mojej strony, jak te działania połączyć z tzw. walką o praworządność, o rzekomo zagrożone prawa człowieka i jak to się ma do poczynań tych osób, okazały się nieskuteczne. Poza tumultem, wrzaskiem, krzykiem nie było żadnej reakcji. Z tymi ludźmi nie sposób było rozmawiać, były krzyki, nie było mowy o żadnym dialogu.

Widząc „ścianę”, po prostu odszedłem stamtąd. Wracając, widziałem, jak problem z wejściem na teren Sejmu mieli dziennikarze telewizyjni, co więcej, znam przypadek dziennikarza, który był nawet legitymowany przez protestujące osoby, co już samo w sobie jest nonsensem. Tym bardziej jestem pełen podziwu wobec anielskiej cierpliwości funkcjonariuszy policji i Straży Marszałkowskiej, ale fakty są takie, że w tym momencie ktoś wyraźnie naruszył, i to bardzo poważnie, swobody obywatelskie innych ludzi.

Te osoby, na które ja trafiłem – starsze już panie – nie są przecież uprawnione do legitymowania kogokolwiek, do sprawdzania, kto i po co wchodzi na teren instytucji państwowej, jaką jest Sejm RP, i zabraniania wchodzenia na teren parlamentu. Wiele osób spoza Sejmu, które udawały się na posiedzenia komisji, po prostu nie zostało wpuszczonych. I nie mówię o czymś zasłyszanym, ale o tym, czego osobiście byłem świadkiem. Pierwszy raz wchodzących do Sejmu legitymowała nie policja, nie Straż Marszałkowska, ale osoby w żaden sposób do tego nieuprawnione.  

Panie Pośle, ale przecież tych protestujących była garstka, to nie są już czasy, kiedy Sejm był oblegany przez KOD i sympatyków. Tak trudno sobie z tym poradzić?

– Zgadza się, to nie było żadne duże zgromadzenie, to było kilkanaście, góra kilkadziesiąt osób, ale nie tłum. Policja zachowywała się w sposób bardzo kulturalny i wielki szacunek zarówno dla policjantów, jak i dla Straży Marszałkowskiej, że wykazali anielską cierpliwość, bo ktoś inny wobec niegrzecznych zachowań czy wręcz prowokacji zachowałby się w sposób bardziej emocjonalny. W moim przypadku, z uwagi na to, że były to kobiety, nie wdawałem się w dłuższe dyskusje. Tak czy inaczej ze strony blokujących Biuro Przepustek naruszone zostały elementarne prawa osób dotyczące swobodnego przemieszczania się.

Jak skomentuje Pan chamskie ataki bojówkarzy sprzed Sejmu na marszałka seniora Kornela Morawieckiego i w ogóle to, co przez ostatnie dni działo się przed Sejmem?

– Tego nie da się skomentować, to jest smutne, tragiczne. W obecnej kadencji polskiego parlamentu mieliśmy już różne sytuacje, jak chociażby słynne przewroty grudniowe, teraz mamy bagażnikową próbę przewrotu, ale istotne jest to, że kiedy obserwuję to z bliska, to nie widzę tłumów, ale może 30, może 50 osób, natomiast całość przez część mediów jest sprzedawana tak, jakby protestujących były tysiące. I to jest dla mnie bardzo niepokojące, że media w sposób nieodpowiedzialny grają na emocjach i próbują to nagłośnić, manipulując faktami.

Już za komuny znane były metody, kiedy manipulując w mediach, z garstki ludzi robiono tłumy i odwrotnie, w zależności od potrzeb...  

– Nieprzypadkowo mówimy o mediach jako o czwartej władzy. Widać czasy się zmieniły, ale dla niektórych stare sprawdzone metody są wciąż obowiązujące.

 Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl