Ministerstwo Zdrowia przedstawiło statystyki aborcyjne za 2017 rok. Wynika z nich, że spośród 1061 dzieci aż 1039 zostało w tym okresie uśmierconych na podstawie przesłanek medycznych wskazujących na duże prawdopodobieństwo wystąpienia niepełnosprawności albo nieuleczalnej choroby. Z powodu zagrożenia dla życia lub zdrowia kobiety aborcję wykonano natomiast na 22 dzieciach. Rok wcześniej w polskich szpitalach zabito 1100 dzieci.
Te dane to niezbity dowód na to, że nie wystarczy oferować wsparcie socjalne, żeby położyć kres temu procederowi. W tym sensie program „Za życiem”, który wszedł w życie 1 stycznia 2017 r., poniósł fiasko.
– To, że program „Za życiem” nie wyeliminował aborcji eugenicznej – nie dziwi. Nigdzie na świecie, gdzie wkłada się ogromne pieniądze w system zabezpieczenia socjalnego, nie zmniejszyło to liczby wykonywanych aborcji. Tak samo zadziało się w Polsce – mówi „Naszemu Dziennikowi” Kaja Godek, pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Zatrzymaj aborcję”. – Wobec 1039 dzieci wymierzono karę śmierci za chorobę. Mamy do czynienia z ludobójstwem w granicach prawa, a to oznacza, że prawo należy natychmiast zmienić – apeluje Godek.
Dramat nienarodzonych dzieci wciąż trwa w naszym kraju, bo prawo na to pozwala. Politycy Prawa i Sprawiedliwości, wycofując w 2016 r. poparcie dla obywatelskiego projektu ustawy gwarantującej pełną ochronę życia dzieci poczętych, podnosili z sejmowej mównicy, że w kwestii ochrony życia potrzebne są „przemyślane działania”. Wtedy też ówczesna premier Beata Szydło zapowiedziała, że rząd przygotuje program wsparcia dla rodzin i dla matek, które zdecydują się na urodzenie i wychowanie dzieci niepełnosprawnych.
Kaja Godek wskazuje, że dla polityków zastępowanie ochrony życia programem pomocowym na pewno atrakcyjnie brzmi. – Nie będziemy zakazywać zabijania, ale damy wsparcie socjalne i finansowe. Zakaz jest jednak wartością samą w sobie – zaznacza.
Program „Za życiem” miał oferować „rzeczywistą i pełną pomoc w celu integracji społecznej i zawodowej osób niepełnosprawnych oraz wsparcie ich rodzin”. Program jako pomoc dla matek oczekujących narodzin dziecka, w tym w ciąży trudnej i powikłanej, oraz rozwój wsparcia dla matek z małoletnimi dziećmi miał być odpowiedzią PiS na zjawisko rosnącej liczby aborcji eugenicznych, ale ta nadal oscyluje wokół tysiąca rocznie. W ramach programu wypłacany jest specjalny zasiłek w wysokości 4 tys. zł dla rodzin, w których urodziło się niepełnosprawne dziecko.
W marcu tego roku wicepremier Beata Szydło podkreślała, że troską rządu jest, aby program się rozwijał. – To jest żywy program, to jest program chroniący życie, to jest program pokazujący, jak ważne jest życie – wskazywała Beata Szydło.
Moralny totalitaryzm
Same działania pomocowe jednak nie wystarczą, aby chronić życie dzieci nienarodzonych, podejrzewanych o chorobę lub niepełnosprawność. Paradoksalnie w krajach Europy Zachodniej, w których zasiłki socjalne są bardzo wysokie, dokonuje się setek tysięcy aborcji rocznie. Bo prawo na to pozwala.
Jakkolwiek pomoc rodzinom z dziećmi niepełnosprawnymi i wsparcie dla kobiet od samego początku ciąży są rozwiązaniami potrzebnymi, to jednak nie zastąpią one fundamentalnej zmiany, czyli zmiany prawa.
– Działania socjalne nigdy nie są wystarczającym działaniem w zakresie ochrony życia. Program „Za życiem” ma w pierwszej kolejności wspierać i pomagać rodzinom, matkom, które spodziewają się narodzin ciężko chorego dziecka. Ma być to wsparcie już od momentu poczęcia. Działania rządu idą właśnie w tym kierunku, który jest potrzebny i ważny. Jednak konieczny jest przede wszystkim zakaz aborcji eugenicznej. Dlatego z oburzeniem obserwuję to, jak długo trwa procedowanie projektu „Zatrzymaj aborcję” – podnosi poseł Anna Sobecka (PiS).
Z kolei według ks. dr. hab. Piotra Kieniewicza, sam fakt stworzenia prawa socjalnego w Polsce, które miałoby służyć obniżeniu liczby aborcji, wskazuje jedynie na próby dokonywania ruchów pozornych, nieodnoszących się jednak do istoty problemu. – U korzeni takiego działania tkwi przekonanie, że ludzkie życie jest mniej warte niż pieniądze, że ważniejsze są sprawy polityczne, gospodarcze, układy międzynarodowe, a nie życie konkretnych ludzi. W ten sposób okazuje się, że Polska być może z moralnego punktu widzenia nie przestała być państwem totalitarnym – wskazuje ks. dr hab. Piotr Kieniewicz MIC, bioetyk i moralista. – Totalitaryzm nie polega na tym tylko, że władza kształtuje prawo tak, jak jej się podoba. Polega on na tym, że najsłabsi i najbardziej bezbronni są pozbawieni ochrony prawnej – dodaje.
Gotowy projekt
Zmiana prawa na lepsze nie jest skomplikowana. W Sejmie od miesięcy leży gotowy projekt eliminujący przesłankę eugeniczną z polskiego prawodawstwa. Czy Prawo i Sprawiedliwość zdobędzie się na ten najważniejszy krok i wreszcie uchwali „Zatrzymaj aborcję”? – Należy powiedzieć, że Prawo i Sprawiedliwość nie jest zainteresowane wprowadzeniem zakazu aborcji eugenicznej, co wyraźnie widać po sposobie procedowania zgłoszonego projektu. Najpierw przez długi czas w komisji sejmowej nie był w ogóle podejmowany, a potem zrobiono jeden krok, czyli powołano podkomisję, w której skład weszli ludzie głosujący przeciwko projektowi obywatelskiemu. W sytuacji, w której niektóre ustawy są procedowane błyskawicznie, nawet w ciągu 24 godzin, to o czym my w ogóle rozmawiamy? – podnosi ks. Kieniewicz.
Jak zaznacza, prawo stanowione ma zarówno funkcję porządkującą, jak i wychowawczą. – Oznacza to wprost, że jeżeli prawo zezwala na bezkarne zabijanie dzieci nienarodzonych, to kształtuje się w ludziach świadomość, że to jest dobre, ponieważ jest dopuszczone prawnie. Wprowadzenie zakazu w połączeniu z odpowiednią akcją informacyjną dałoby szansę na wykształcenie nastawienia przeciwnego. To znaczy nawet jeśli dziecko jest chore, to ono ma prawo się urodzić – podkreśla nasz rozmówca.
Giną przez ustawę
Posłowie zatrwożeni liczbą aborcji w Polsce z zaniepokojeniem patrzą na opieszałość sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. – To, że trzeba jak najszybciej przeprowadzić głosowanie nad ustawą „Zatrzymaj aborcję”, po to aby zakazać aborcji eugenicznej, jest od dawna oczywiste. Codziennie giną niewinne dzieci tylko dlatego, że podejrzewa się u nich chorobę albo wadę. Czy wiemy, ile z tych diagnoz jest błędnych? Czy zdajemy sobie sprawę z nadużyć, które dokonują się w ramach obowiązującej ustawy? Co to znaczy, że u dziecka występuje „wada”? Jakie badania przeprowadzono, kto diagnozował dziecko, zanim podjęto decyzję o aborcji? – pyta poseł Anna Sobecka. Jak podnosi, prawo ma chronić wszystkich ludzi, a w przypadku wystąpienia choroby, każdy powinien mieć prawo do pełnej diagnostyki i leczenia.

