logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Rozstrzyga się kwestia niepodległości

Poniedziałek, 6 sierpnia 2018 (21:24)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sąd Najwyższy twierdzi, że zawiesza przepisy w sprawie stanu spoczynku sędziów. Sędziowie mogą zawiesić działanie obowiązującego w Polsce prawa?

– Jeśli mogą to robić sędziowie Sądu Najwyższego, to znaczy, że podobnie mogą postępować wszyscy inni sędziowie przy okazji innych ważnych społecznie ustaw, które im się nie spodobają. To oznaczałoby kompletną anarchię prawną. Sytuacja, z jaką mamy do czynienia, jest rzeczywiście kuriozalna, bo nawet same pytania, jakie zadają sędziowie, nie są skierowane do Trybunału Konstytucyjnego, czyli do sądu konstytucyjnego, najwyższego organu w Polsce, który jest za to odpowiedzialny, tylko zwracają się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Mamy zatem nieustanną próbę podważania władzy ustawodawczej, w jakimś sensie wykonawczej, ale również władzy sądowniczej – przynajmniej tej części, której się nie uznaje za swoją, chodzi oczywiście o Trybunał Konstytucyjny. Jest to nieustanne wołanie o to, żeby władzę w Polsce na czas utraty jej przez środowiska lewicowo-liberalne przejęła zagranica. O to nieustannie zabiega opozycja totalna, pojawiając się w Brukseli i wołając, aby Komisja Europejska albo nałożyła sankcje, albo żeby strofowała Polskę. I to w tym momencie robi Sąd Najwyższy, starając się włączyć te unijne organy sądowe, które się dotąd tego typu sprawami nie zajmowały, starając się przy tym wyłączyć nasze władze sądownicze, czyli te, w których opozycja jest nieobecna.

Czy mamy do czynienia z degeneracją części sędziów? A jeśli tak, to chyba jak nigdy wcześniej potrzeba nam wykształcenia nowej grupy sędziów, która zastąpi zdegenerowane środowisko, tyle że jest to proces, który musi potrwać?

– Im dłużej trwają zmagania dotyczące reformy sądownictwa, tym bardziej ujawnia się skala rozmaitych układów i – co trzeba powiedzieć – również patologii, które się zagnieździły w tym środowisku. Te patologie nie tylko polegają na tym, że procesy są zbyt długie, przewlekłe, że w sądownictwie panuje niekompetencja czy chaos, ale widzimy, że bywa, iż sposób myślenia tych środowisk jest niepolski. I tak jak mówi prof. Zybertowicz, że w obszarze władzy ustawodawczej czy wykonawczej widoczny jest obóz patriotyczny, a środowiska opozycji totalnej kojarzą się z kosmopolityzmem, to inaczej wygląda to w przestrzeni władzy sądowniczej. To jest rzecz bardzo niebezpieczna, bo władza sądownicza jest najważniejszą ze wszystkich trzech władz. I jeśli mamy tu taką sytuację, to powiedzmy sobie wprost, że jest to bardzo niebezpieczne, bardzo groźne dla państwa. To, co dzisiaj obserwujemy, wcale nie oznacza, że ten stan nagle się pojawił, ale jest to fakt, zjawisko obecne w tej przestrzeni od upadku komunizmu, które się tylko ujawnia w momencie, kiedy idą starania w kierunku zmiany tego chorego stanu.

Patrząc na działania opozycji totalnej i nadzwyczajnej sędziowskiej kasty, można powiedzieć, że reformy w Polsce są zagrożone?

– Tak, są zagrożone. Obserwujemy duży bunt w środowisku, a zwłaszcza wśród wysokich władz sędziowskich, i w tym względzie wydaje się, że jest tam chęć dotrwania do wyborów parlamentarnych z dużą nadzieją, że wróci stary układ władzy i będzie – jak mawiał klasyk – tak jak było. Przy czym żeby tak się mogło stać, włącza się elementy europejskie i zachęca się Unię Europejską – chodzi o wyrok Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, który – jeśli pomyśli – to dałby Komisji Europejskiej kolejny pretekst, żeby spotęgować działania związane z procedurą naruszenia praworządności i na nowo grillowanie Polski. A zatem cały czas mamy współpracę czynnika zewnętrznego, który chce z totalną opozycją spacyfikować dążenia niepodległościowe Polski, i czy dotyczy to władzy ustawodawczej, wykonawczej czy sądowniczej, to tylko kwestia nieco innych metod, które się stosuje w każdej z tych dziedzin, natomiast cel pozostaje ten sam – odsunąć PiS od władzy.

Tyle że nic nie wskazuje na to, żeby stare miało wrócić po wyborach, czy zatem będziemy mieli dalej do czynienia z grillowaniem Polski i jak długo taki proces może się toczyć w normalnym państwie?

– Myślę, że nowe wybory powinny już w dużym stopniu zamknąć ten destrukcyjny proces niszczenia państwa. Oczywiście pod warunkiem, że wynik byłby analogiczny do tego sprzed trzech lat. Wówczas można się spodziewać, że to środowisko kosmopolityczne już lekko osłabnie, widząc, że rząd nie jest przejściowy, a zmiany mają czy też będą miały trwały charakter. Nasze doświadczenie historyczne jest takie, że włączanie zagranicy do wewnętrznych polskich rozgrywek zawsze jest dla nas katastrofalne w skutkach. Kanon polskiej polityki mówi, że tego nie wolno robić, tyle że niestety to się – jak widzimy – robi.

Polacy, którzy nie są prawnikami, tak na dobrą sprawę niewiele z tego sporu rozumieją. Jednak jaki przekaz płynie dla zwykłych ludzi patrzących na postępowanie opozycji totalnej, ale również sędziów?

– Widać, że cały czas się uczymy i musimy się uczyć. Byliśmy bowiem cały czas utrzymywani w atmosferze mitów, w przekonaniu, że sądy to jest coś poza kategorią politycznego sporu, że sądy i sędziowie to jakaś nadzwyczajna kasta. Tymczasem okazuje się, że to bzdura. I w tym względzie ta edukacja – jakże ważna i potrzebna nam wszystkim – postępuje. Oczywiście w tle są dwa społeczne stanowiska – jedno, jak wspomniałem wcześniej, patriotyczne, a drugie kosmopolityczne i ślepa wiara w to, że zagranica urządzi nam Polskę lepiej niż my sami jesteśmy w stanie to zrobić. To przerażające, ale w tych środowiskach panuje przekonanie, że jeśli my nie rządzimy to po nas lepiej potop. Na naszych oczach trwa walka o przyszły los Polski i to nie w sprawach marginalnych, mało znaczących, nieistotnych, ale w sprawach najważniejszych. Rozstrzyga się kwestia niepodległości Polski. Od początku XVIII wieku nieustannie się zmagamy z walką o niepodległość Polski i do dzisiaj ten proces trwa.

Dziękuję za rozmowę.         

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl