logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

To kwestionowanie porządku prawnego

Sobota, 11 sierpnia 2018 (13:18)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Krajowa Rada Sądownictwa opublikowała listę kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego. Wygląda na to, że działania opozycji totalnej nie są w stanie zahamować reform…?

– To pokazuje przede wszystkim, że działania i apele opozycji totalnej i najbardziej konfrontacyjnie nastawionych środowisk sędziowskich czy prawniczych, które nawoływały do bojkotu procesu czy procedury wyboru sędziów Sądu Najwyższego okazały się nieskuteczne. Do Izby Cywilnej zgłosiło się 30 kandydatów, do Izby Dyscyplinarnej – 92, do Izby Karnej – 7, a Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych – 65. Absolutnie odpowiadają oni wymogom ustawowym. Poszczególnymi wnioskami zajmą się zespoły Krajowej Rady Sądownictwa i przedstawią rekomendacje całej Radzie, a ta podejmie ostateczne decyzje na posiedzeniu plenarnym. Zainteresowanie zasiadaniem w poszczególnych izbach Sądu Najwyższego powoduje, że Krajowa Rada Sądownictwa będzie miała duże pole manewru, możliwość wyboru spośród wielu kandydatów. Myślę, że wszystko idzie w dobrym kierunku i w stosunkowo krótkim czasie powinniśmy mieć uzupełnione wakujące stanowiska w Sądzie Najwyższym.

Jest to próba zastraszania adwokatów, którzy kandydują do Sądu Najwyższego. Jak skomentuje Pan tę sytuację?

– Widać, że samorząd adwokacki – przynajmniej w części kierowniczej – staje po stronie opozycji totalnej i jest nastawiony negatywnie do reformy wymiaru sprawiedliwości. Stąd też tego rodzaju głosy. Osobiście nie widzę jednak jakichkolwiek podstaw do wszczynania postępowań dyscyplinarnych wobec adwokatów kandydujących do Sądu Najwyższego. Skoro jednak takie działania – jak słyszymy – stają się faktem, to oznacza, że samorząd adwokacki – w tym momencie – kwestionuje obowiązujący w Polsce porządek prawny. Jeśli ktoś tego rodzaju działania podejmuje artykułując groźby, jeśli mamy próby zastraszenia osób kandydujących – przedstawicieli palestry to nie kto inny jak właśnie ten, kto formułuje tego typu zarzuty, powinien podlegać odpowiedzialności dyscyplinarnej. W ustawie o Sądzie Najwyższym jest bardzo wyraźnie wskazane, kto może ubiegać się o stanowisko sędziego Sądu Najwyższego. Dlatego osoby, które wyraziły taką gotowość i zgłosiły swoje kandydatury, korzystają jedynie z przysługującego im uprawnienia ustawowego. Tak czy inaczej jeśli takie głosy krytyki czy wręcz działania destrukcyjne płyną, to kompromitują one przede wszystkim tych, którzy tego rodzaju opinie wyrażają. I to po pierwsze, a po drugie to i tak nie ma większego znaczenia, bo nie ma żadnych podstaw do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego.

Podstaw – jak Pan zauważył – może i nie ma, ale czy te pogróżki i wnioski o wszczęcie postępowań dyscyplinarnych nie zniechęcą kandydatów do Sądu Najwyższego?

– Te zgłoszenia już są i myślę, że osoby, które się zdecydowały kandydować, wziąć udział w procedurze i ubiegać się o stanowisko sędziego Sądu Najwyższego, są do tego dobrze przygotowane, są odpowiedzialne i nie ulegną jakimkolwiek naciskom. Zresztą wpisuje się to również w wykonywanie funkcji sędziego Sądu Najwyższego. Przypomnę tylko, że sędzia musi być niezawisły i nie sądzę, żeby w stosunku do osób, które już zgłosiły swoje kandydatury wszystkie próby zastraszania mogły odnieść jakikolwiek skutek. Natomiast jeśli chodzi o przyszłe zgłoszenia to zobaczymy, jak to będzie wyglądało. W mojej ocenie – w momencie, kiedy ta procedura się zakończy, kiedy skład Sądu Najwyższego będzie w komplecie to czas – z jednej strony – złagodzi wszystkie dotychczasowe napięcia, a z drugiej strony Sąd Najwyższy – już w nowym składzie, swoim działaniem pokaże, że nastąpiła zmiana na lepsze, a wszystkie, co trzeba wyraźnie podkreślić niepotrzebne emocje zostaną wygaszone.

Nie zmienia to faktu, że póki co stary układ wciąż się broni…

– To prawda – układ się broni przeciąga, a przynajmniej mocno się stara przeciągnąć całe to postępowanie, szuka przy tym sojuszników już nie tylko w Polsce, ale też poza granicami kraju. Temu ma służyć chociażby prejudycjalne zapytanie ze strony sędziów Sądu Najwyższego do sądu wspólnotowego, czyli Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu – zapytanie zupełnie kuriozalne. To tylko pokazuje, że mamy do czynienia z próbą odwlekania w czasie – tego, co i tak jest nieuchronne, czyli zmian, które w Sądzie Najwyższym i tak nastąpią. Tak czy inaczej jest kwestią krótkiego czasu, kiedy ustawa w pełni zostanie wdrożona poprzez uzupełnienie składu Sądu Najwyższego, poprzez wyłonienie I prezesa tej instytucji. Wtedy – tak uważam – wszystkie protesty, z jakimi w tej chwili mamy do czynienia powinny ustać.

Jak skomentuje Pan słowa posła Platformy Andrzeja Halickiego, że pod wpływem działań Komisji Europejskiej, a teraz także wątpliwości części sędziów do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu czeka nas zawieszenie członkostwa w Unii Europejskiej?

– Przede wszystkim na każdym kroku trzeba podkreślać, że organizacja wymiaru sprawiedliwości to jest kompetencja każdego kraju członkowskiego Unii Europejskiej, która nie podlega ingerencji ze strony czy to Komisji Europejskiej, czy innych organów unijnych łącznie z Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu. To jest suwerenna decyzja każdego państwa członkowskiego, w jaki sposób sądy są zorganizowane, jaki jest wiek przechodzenia sędziów w stan spoczynku i nic do tego Unii Europejskiej. Myślę, że w takim duchu będzie rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, bo inne być nie może. Można zatem powiedzieć, że groźby, jakie padają ze strony posła Halickiego, mają jedynie symboliczne znaczenie, mają zmobilizować twardy elektorat Platformy czy w ogóle elektorat całej tzw. totalnej opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej, natomiast nie mają one jakiegokolwiek osadzenia w prawie Unii Europejskiej, a szczególnie w Konstytucji RP. Mogę też powiedzieć, że przez kilka lat rządów Zjednoczonej Prawicy – poczynając od reform Trybunału Konstytucyjnego, poprzez reformę sądownictwa powszechnego, czy teraz przy reformie Sądu Najwyższego takich różnych gróźb było wiele, ale jak wiemy, wszystkie były chybione. Sytuacja jest jasna – my po prostu robimy swoje. Umówiliśmy się z Polakami na zreformowanie państwa, w tym również na zreformowania wymiaru sprawiedliwości i ten program konsekwentnie realizujemy.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl