Prawo i Sprawiedliwość oficjalnie zainaugurowało samorządową kampanię wyborczą. W przeciwieństwie do innych ugrupowań dość wcześnie…
– Każde ugrupowanie ma swoją strategię, według której działa. My w Kukiz’15 w tym tygodniu będziemy rejestrować swój komitet wyborczy i wszystko krok po kroku będzie uruchamiane. Dlatego też uważam, że jest to sprawa indywidualna każdego ugrupowania czy partii, kiedy wkroczy na ten wyborczy ring. Nie ma się zatem co dziwić, bo każde ugrupowanie ma swoją kuchnię wyborczą, swoją strategię, z której wynika jasno, co, jak i kiedy na tym polu powinno być załatwione i jakie działania w tym kierunku podjęte.
Na pierwszy rzut PiS postawił polską wieś i program dla rolnictwa, który premier Morawiecki przedstawiał w Sandomierzu. Przypadek czy może przemyślana strategia?
– Jako politolog chcę podkreślić jedną rzecz, mianowicie jeśli PiS chce wygrać wybory samorządowe, to musi pójść szeroko, adresując swój program do miast, wsi, po przedsiębiorców, ale co stawiać na pierwszym miejscu, a co na kolejnych, wynika już z logiki i polityki każdego ugrupowania. Każde ugrupowanie musi stawiać sobie cele i do tych celów dopasowywać działania. Cel, jaki dzisiaj ma przed sobą partia władzy, to wygrać najbliższe wybory samorządowe. I w tym momencie tak naprawdę nie ma większego znaczenia, że dzisiaj wiele uwagi poświęca się polskiej wsi.
Mamy – jak wiadomo – konstytucję wolności, konstytucję biznesu, co też było pewnym ukłonem w kierunku przedsiębiorców. Ponadto wchodzi tzw. piórnikowe, a więc 300 złotych w ramach szkolnej wyprawki dla uczniów adresowane przede wszystkim w kierunku młodych rodzin, co pokazuje, że PiS skutecznie wykorzystuje narzędzie, jakie w tym momencie partii władzy daje przewaga w parlamencie, czy w ogóle przewaga rządzenia państwem.
Czy wieś może być tym obszarem, który przesądzi o wygranej w jesiennych wyborach samorządowych?
– Nie patrzę na to w ten sposób, że dzielę Polskę na wieś i miasto. Każda gmina, każde miasto, każdy powiat, województwo trzeba rozpatrywać bardzo indywidualnie. Jestem daleki od generalizowania, bo w rezultacie może się okazać, że w miastach, gdzie miało wygrać PiS, wygra Platforma, a tam, gdzie miało wygrać PSL, wygra Kukiz’15. Każde wybory, a tym bardziej wybory samorządowe, rządzą się swoimi prawami i są najtrudniejsze do zbadania, sprawdzenia i skalkulowania.
Taka jest zasada wyborów samorządowych: – nieobliczalność i nieprzewidywalność do końca. O ile przy wyborach prezydentów czy burmistrzów poszczególnych miast temat jest jeszcze do sprawdzenia, bo w danym mieście czy danej gminie można zrobić bardzo szczegółowy sondaż, o tyle w przypadku rad gmin, miast, jest o to bardzo trudno. O ile Warszawę czy dajmy na to Kraków można jeszcze przebadać, to przebadanie dwóch tysięcy gmin jest bardzo trudne. I teraz, jeśli ktoś uważa, że załóżmy PiS wygrywa wybory samorządowe w Warszawie i miałoby to oznaczać, że taki czy podobny wynik będzie w skali kraju, to ktoś taki jest w wielkim błędzie. I na tym właśnie polega ta różnica – nie mylmy sondaży parlamentarnych z sondażami lokalnymi, które są – jak już wspomniałem – najtrudniejsze, najbardziej kosztowne, z czym jako Polska mamy największy problem.
Pozostańmy może przy wsi, i tak z jednej strony mamy PiS i program, o którym dużo się mówi, a z drugiej strony mamy PSL i próby przekonywania, że to PiS m.in. podwyższyło wiek emerytalny dla rolników…
–bNo dobrze, ale PSL nie mówi pełnym zdaniem, że rządząc w koalicji z Platformą, znieśli przywileje dla rolników, w tym również podwyższając wiek przejścia na emeryturę. Dzisiaj PSL zaklina rzeczywistość, bo musi bronić stanu posiadania. Fakty są bowiem takie, że im wyżej PiS wygra na wsi, tym więcej straci PSL. I co do tego nikt nie powinien mieć cienia wątpliwości.
Co PSL, które było w rządach niemal wszystkich kadencji po 1989 roku, zrobiło dla polskiej wsi, dla rolników?
– Nie chciałbym wchodzić w buty PSL-u, bo to oni najlepiej wiedzą, co zrobili, a raczej, czego nie zrobili dla polskiej wsi w minionych dziesięcioleciach. Tymczasem oni sami twierdzą, że zrobili wszystko, co tylko było możliwe, i wszyscy rolnicy, mieszkańcy wsi w szczególności, powinni być zadowoleni. Nie jestem rolnikiem i w tym względzie nie będę się wypowiadał, trudno mi to ocenić, ale jaki jest koń, to chyba każdy widzi.
Co można zatem powiedzieć o przywódcach PSL-u?
– Politycy PSL-u zachowują się po trosze jak małe dzieci, które pokazują rodzicom, że chcą to czy tamto. I tak mniej więcej wygląda retoryka PSL-u, gdzie w odpowiedzi na działania rządu Zjednoczonej Prawicy słyszymy tylko o własnych dokonaniach, że oni już o tym mówili, planowali, chcieli to zrobić, tylko Platforma się nie zgodziła, zabrakło czasu.
Tymczasem nie jest ważne, co polityk powie, ale ważne jest, co zrealizuje w praktyce, bo miarą polityka są nie słowa, ale czyny. Dlatego na pytanie, jak PSL pracowało dla wsi, najlepiej odpowiedzą rolnicy. Tak jak już wspomniałem – nie jestem rolnikiem i w ocenach mogę być nieobiektywny i nieuczciwy, ale najlepszym recenzentem polityki PSL-u wobec polskiej wsi są rolnicy, którzy mają gospodarstwa, sady, ogrody, plantacje i żyją z ziemi, którą uprawiają i dla tej ziemi żyją.
Co dzisiaj bardziej może dotrzeć do rolników: konkretny program PiS czy odnoszenie się do tradycji wiejskiej przez PSL?
– PSL rządzi w samorządach od 12 lat, od 30 lat tzw. ludowcy byli praktycznie w każdym rządzie i odpowiadali za rolnictwo i polską wieś, mieli więc sporo czasu, żeby się wykazać. Dlatego jeśli dzisiaj słyszę, że nagle budzą się z pomysłami określającymi m.in. zasady wyboru oraz funkcjonowania sołtysów i rad sołeckich, zasady wynagradzania i emerytur sołeckich i wieloma innymi propozycjami, to pierwsze pytanie, jakie się nasuwa brzmi: panowie, dlaczego nie zrobiliście tego, kiedy byliście przy władzy i mieli realny wpływ na te kwestie?
Fakty są bowiem takie, że kiedy jest się w opozycji, to można wszystko wymyśleć, łącznie z tym, żeby każdy był zdrowy, piękny i bogaty. Natomiast kiedy obejmuje się władzę, to te problemy zaczynają już inaczej orbitować, inaczej się przedstawiają i inaczej są oceniane jako tematy do realizacji. Dlatego nie do końca szczere i uczciwe jest to, co mówi dzisiaj prezes Władysław Kosiniak-Kamysz. Przemilcza on sprytnie i inteligentnie rzeczy niewygodne, np. dlaczego nie chwali się obecną perspektywą unijną realizowaną przez PSL w większości polskich województw? I to jest na dzisiaj zasadnicze pytanie. Prezes Kosiniak-Kamysz tak wiele mówi dziś o potrzebie obrony polskiej wsi przed PiS-em, natomiast ja chciałbym, żeby PSL z kolegami z Platformy, z którymi rządzą albo współrządzą w większości samorządów wojewódzkich, odpowiedzieli uczciwie, jak obecnie jest realizowana perspektywa unijna, jak są bądź nie są wykorzystywane środki z Unii Europejskiej i dlaczego tak źle to wygląda? To mnie dzisiaj interesuje, jeśli rozmawiamy o PSL-u, bo to jest temat zbliżających się wyborów. To jest pytanie, które zadaję publicznie i oczekuję odpowiedzi od PSL-u.
Z jednej strony mówimy o PiS-ie i PSL-u, a może Platforma – jak się okazuje – też ma program dla wsi i wzywa premiera Morawieckiego do debaty?
– Dzisiejsza wieś ma już inne oblicze niż ta tradycyjna sprzed lat z małymi gospodarstwami, choć takie są również, ale w zdecydowanej mniejszości. Dzisiaj mamy inną wieś, inna strukturę wsi, inaczej przebiega rozwój na wsi. Proszę też pamiętać, że obecnie granice miast bardzo się przybliżyły do granic wsi, a wiele miast wchłania tereny wiejskie jako swoje dzielnice. Dlatego nie patrzyłbym, a tym bardziej nie dzieliłbym Polski na wieś i miasto, bo to jest bardzo klasyczny podział, który w mojej ocenie jest dzisiaj już nieaktualny.
Czy Platforma może być partią wiejską?
– Nie sądzę. Zresztą każda partia, także ugrupowanie, ma ambicje, aby w mniejszym bądź w większym stopniu być obecna na polskiej wsi. Zresztą jako Kukiz’15 też mamy swoje Stowarzyszenie Rolników i Konsumentów i walczymy o głosy elektoratu wiejskiego.
Czy biorąc pod uwagę to wszystko, co powiedzieliśmy wcześniej, czy zbliżające się wybory samorządowe mogą oznaczać początek zmierzchu PSL-u jako partii, która szukała poparcia przede wszystkim w elektoracie wiejskim?
– Już ostatnie wybory parlamentarne pokazały żółtą kartkę, a wręcz były zimnym prysznicem dla PSL-u. Myślę, że teraz przyszedł czas na puentę i finał.

