logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Dobre intencje czy kolejna rosyjska intryga?

Piątek, 24 sierpnia 2018 (07:35)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II i w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej poinformował, że jest zgoda, aby śledczy rosyjscy i polscy w dniach 3-7 września br. przeprowadzili dodatkowe badania wraku samolotu Tu-154M, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. Czyżby to była odwilż i zapowiedź współpracy?

– Trudno powiedzieć. Na pewno jest to jeden z elementów najbardziej różniących – współcześnie – politykę polską i rosyjską. Przetrzymywanie bezprawne wraku samolotu Tu-154M i czarnych skrzynek jest wbrew wszelkim standardom w cywilizowanym świecie. W efekcie blokuje to poznanie wszystkich okoliczności tragedii, do jakiej doszło 10 kwietnia 2010 roku. Zgoda strony rosyjskiej może być efektem szerszej rosyjskiej gry geopolitycznej. Mianowicie Rosjanie coraz bardziej izolowani, obwarowani sankcjami szukają nowych relacji ze Stanami Zjednoczonymi i być może to działanie jest wpisane właśnie w ten kontekst.

Dla nas, dla Polski, z pewnością kluczową sprawą jest wyjaśnienie przyczyn i okoliczności katastrofy. Pytanie jest też, czy to, co zapowiadają Rosjanie, okaże się prawdą, czy kolejnym elementem jedynie gry ze strony Moskwy. Tutaj tylko pełna przejrzystość od początku do końca, pełen dostęp do wszelkich możliwych dokumentów, pozostałości czy śladów stwarzałby możliwości stopniowego ocieplenia wzajemnych relacji, które są napięte już od wielu lat.     

Dlaczego wcześniejsze prośby, wnioski o pomoc prawną ze strony polskich organów spotykały się z negatywną odpowiedzią Rosjan i co teraz mogło skłonić Putina do zmiany zdania?

– Rosjanie wykorzystali ten wątek, wykorzystali potężne błędy Donalda Tuska do tego, żeby prowadzić grę na polskiej scenie politycznej i doprowadzać do perturbacji i wstrząsów. Wiadomo przecież, że Rosjanie są mistrzami takiej gry, wprowadzania chaosu w różnych krajach, więc również w przypadku Polski wykorzystali tę okazję w sposób wyrachowany i bezwzględny. Tusk – jak wiadomo – poszedł po linii oddania śledztwa w ręce rosyjskie, Tusk nie otwierał trumien ofiar katastrofy, wreszcie to Tusk godził się na różne fałszerstwa w tym zakresie.

Natomiast Rosjanie bezwzględnie wykorzystywali to wszystko dla osłabienia Polski i wprowadzenia zamętu. Wobec informacji, jakie do nas docierają dzisiaj, warto się zastanowić, czy zgoda na zbadanie wraku to są zapowiedzi, które miałyby oznaczać koniec tej fatalnej i szkodliwej wobec Polski rosyjskiej polityki, czy może mamy do czynienia z kolejną zasłoną dymną i grą Putina. Myślę, że to się wkrótce powinno okazać w praktyce.  

Jak głosi komunikat Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej, badanie ma się odbyć „w obecności przedstawicieli polskich”. Jaka więc będzie ich rola?

– Wynikałoby z tego, że wszystkie próbki będą pobierali Rosjanie, a Polacy będą statystami. Ale tego, jak będzie, nie wiemy. Jeśli Rosjanie chcą zachować choćby pozory wiarygodności, to polscy śledczy powinni mieć pełny dostęp do materiałów dowodowych, w tym dostęp i możliwość pobrania materiałów do badań. Jakakolwiek próba zaciemnienia, manipulacji czy zamotania powinna być oprotestowana przez stronę polską. Dlatego w tym względzie trzeba się domagać pełnej przejrzystości i nie dopuścić do sytuacji, kiedy strona rosyjska mogłaby – po raz kolejny zresztą – wykorzystać to do swoich gierek politycznych i rozgrywania sprawy polskiej czy też skonfliktowania Polski na arenie międzynarodowej.

Z takimi przypadkami mieliśmy już do czynienia. Przypomnę tylko kłamliwe i oszczercze informacje o rzekomo pijanym generale w kokpicie Tu-154M. Przecież ta informacja podana przez szefową MAK Tatianę Anodinę podczas pamiętnej konferencji prasowej, jak wiele innych rzeczy niemających żadnych podstaw poszła w świat, zakłamując rzeczywistość, tworząc fałszywy obraz Polski i tego, co faktycznie wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. Mając to na uwadze, trzeba być czujnym i jeśli Rosjanie coś mówią, to trzeba się od nich domagać otwartości i przejrzystości. Jeśli tego nie będzie, to należy to ogłosić światu. Póki co mamy komunikaty ze strony rosyjskiej, ale jak to będzie wyglądało w praktyce, to pokaże czas, a nie zapowiedzi.

Po tylu latach od katastrofy jest szansa, żeby znaleźć cokolwiek, co potwierdziłoby wersję zespołu Antoniego Macierewicza, coś, co nie zgadza się z rosyjską wersją?

– To jest już sprawa do wyjaśnienia przez fachowców, przez ekspertów, trudno zatem, żeby historyk oceniał te kwestie. Natomiast niewątpliwie prawdą jest, że różne katastrofy lotnicze, przy dzisiejszych możliwościach technicznych, sprzętowych itp., wyjaśniane były nawet po wielu latach. W jakim stanie jest wrak tupolewa, który na zdjęciach pokazywanych przez Rosjan wygląda, jakby był wymyty, i co tam zrobiono w tzw. międzyczasie, tego tak naprawdę nie wiemy. Wydaje się, że można to zbadać w praktyce, o ile będą ku temu odpowiednie możliwości. Sądzę też, że nie jest tak, iż wszystko nawet mimo usilnych starań da się zaciemnić.

Natomiast jeśli tak zrobiono by, to też można ogłosić, wskazując, co zrobiono dla zatarcia śladów. Wobec powyższego wszystko jedno, czy badanie wraku tupolewa pokaże nam, jakie były rzeczywiste przyczyny katastrofy, czy to badanie pokaże nam, co z tymi dowodami zrobili Rosjanie. To jest to oczywiście ważna prawda dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. Moim zdaniem, ta katastrofa ma dwupiętrowe znaczenie. Po pierwsze, jest to problem sam w sobie do wyjaśnienia, a więc jak do tego zdarzenia doszło, a po drugie do wyjaśnienia pozostaje, jak toczyło się śledztwo w tej sprawie.

Wiemy przecież, że to, co zrobiono poprzez wydanie całej masy fałszywych komunikatów, wszelakich innych manipulacji to jest skala wręcz niewyobrażalna, jeśli weźmiemy pod uwagę analogiczne sytuacje dotyczące innych katastrof lotniczych. Stąd jeśli to zapowiadane badanie wraku nam coś pokaże – jeśli chodzi o wspomniany punkt pierwszy, to już będzie dużo. Natomiast jeśli dodatkowo okazałoby się, że przy tym dowodzie dokonywano jakichś manipulacji, co dałoby się wykazać, to też będzie sprawa, której warto się przyjrzeć bliżej.

Niedawno Komisja prawna Rady Europy wezwała Rosję do zwrotu wraku Tu-154M. Pana zdaniem, jest szansa, że wrak tupolewa wróci do Polski?

– Trudno mi powiedzieć. To już tak długo trwa, były też liczne zapowiedzi, a rzeczywistość okazywała się zupełnie inna. Oczywiście zawsze jest szansa, natomiast czy tak się stanie i wrak tupolewa wróci do Polski, to jest jedna wielka zagadka. Wydaje się jednak, że co do tego można mieć bardzo dużo wątpliwości. O zwrot wraku trzeba było walczyć na samym początku, tuż po katastrofie, nie oddając śledztwa w ręce Rosjan i domagając się zwrotu absolutnie wszystkiego, co stanowiło polską własność. Począwszy od niedopuszczenia do plombowania trumien ofiar, trzeba było zrobić wszystko zgodnie z polskimi i międzynarodowymi procedurami, tak jak należy. Jeśliby tak się stało, to dzisiaj bylibyśmy w zupełnie innym miejscu. Natomiast wtedy – tuż po katastrofie – przyjęto zasadę, że trzeba bronić dobry wizerunek rządu Donalda Tuska i oddano wszystko Rosjanom, liczono, że wtedy uda się całą sprawę zaniedbań ze strony rządu koalicji Platformy i PSL zatuszować.

Ale to się nie udało?

– Owszem, nie udało się zatuszować prawdy, bo byli ludzie – rodziny smoleńskie – którzy powiedzieli: nie, którzy nie dali się omamić okrągłym słówkom Donalda Tuska i zapewnieniom Ewy Kopacz o rzetelności rosyjskich patomorfologów i przekopaniu ziemi na miejscu katastrofy „z całą starannością” do ponad metra w głąb. Tak czy inaczej można śmiało powiedzieć, że ogromne narzędzia do wszczęcia i prowadzenia gry na wewnętrznej scenie politycznej w Polsce i do kompromitowania Polski w świecie Rosjanie pozyskali od ówczesnego rządu Tuska.

W związku z tym dzisiaj sytuacja jest fatalna i teraz musimy – konsekwentnie – dążyć do tego, żeby przyczyny i okoliczności katastrofy smoleńskiej wyjaśnić i to, jak wspomniałem wcześniej, w dwóch aspektach. Jeden aspekt to jest wyjaśnienie samej katastrofy smoleńskiej, a drugi to jest śledztwo w kontekście tejże katastrofy. To nas interesuje nade wszystko w perspektywie tego, co zrobił ówczesny rząd Donalda Tuska. Wydaje mi się, że o ile badanie samej katastrofy to jest zadanie dla fachowców, ekspertów, którzy się na tym znają i w swoich ocenach są obiektywni, o tyle kwestia śledztwa i jego przebiegu to są kwestie, które możemy wszyscy zrozumieć, o ile w sposób prosty i obiektywny zostanie nam to przedstawione. Na gołe oko widać, że to, co zrobił rząd Platformy i PSL w kwestii wyjaśnienia katastrofy, to jest gigantyczny skandal, a jakie były kulisy tego skandalu, to też trzeba wyświetlić.

A co zrobił Zachód dla wyjaśnienia tej bądź co bądź największej katastrofy w dziejach nie tylko Polski, ale biorąc pod uwagę, że pod Smoleńskiem zginęły najważniejsze osoby w państwie, to chyba też jednej z największych katastrof na świecie?

Szeroko rozumiany Zachód nigdy nie chciał nam, i nie tylko nam, pomagać w istotnych kwestiach tego typu. Proszę też zwrócić uwagę, że mówiąc zachód patrzymy, na Niemcy, które poza ciepłymi słowami nie robią nic żeby nas wesprzeć. Weźmy chociażby kwestię gazociągu Nord Stream, gdzie Zachód, czyli Niemcy robią wszystko z myślą o własnych korzyściach. Kanclerz Angela Merkel spotyka się jakby nigdy nic z Władimirem Putinem i mimo sprzeciwu państw Europy Środkowej i Wschodniej mówi jasno i zdecydowanie, że będzie ten projekt realizować. To dowód, że nie należy naiwnie, żeby nie powiedzieć głupkowato – jak to niestety zbyt często robimy – patrzeć na to, co zrobi Zachód, czy i w czym nam pomoże, a zbyt mało zastanawiamy się, co my sami powinniśmy w tej czy innych sprawach zrobić.

Przypomnę, że kiedy była katastrofa malezyjskiego samolotu lecącego z Amsterdamu do Kuala Lumpur, zestrzelonego w lipcu 2014 roku nad Donbasem, to Holendrzy, nie oglądając się na nikogo, zmierzali prosto do odzyskania wraku i wyjaśnienia przyczyn i okoliczności tego zdarzenia. I to się im udało. Natomiast w 2010 roku po katastrofie, gdzie zginął urzędujący prezydent Rzeczypospolitej i najważniejsze osoby w państwie, ówczesny polski rząd dał się rozegrać Rosjanom. Pytanie jest takie: dlaczego rząd Tuska dał się tak łatwo rozegrać Rosjanom, czy był zniewolony do tego stopnia, aby się dać rozegrać czy może oddał śledztwo i wszystkie sprawy łącznie z dowodami w rosyjskie ręce z czystej głupoty? Myślę, że odpowiedź na wszystkie te pytania jest skandaliczna, bo w cywilizowanym świecie, w wolnym państwie jest niedopuszczalne, żeby w ten sposób się zachować, i to w obliczu jednej z najbardziej głośnych katastrof, jakie dotknęły państwo polskie w ostatnim stuleciu.

  Dziękuję za rozmowę.     

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl