logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Platforma wpadła we własne sidła

Wtorek, 4 września 2018 (22:49)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami konwencja samorządowa PiS. Do kogo była adresowana, bo mogłoby się wydawać, że PiS przejęło już elektorat możliwy do zagospodarowania?

– Wybory samorządowe charakteryzują się nieco inną logiką niż wybory parlamentarne. Trzeba też zwrócić uwagę, że dotychczas ogromną przestrzeń w wyborach samorządowych zagospodarowywało Polskie Stronnictwo Ludowe. Można nawet powiedzieć, że dla ludowców była to praktycznie baza do tego, aby następnie w wyborach parlamentarnych osiągać swoje cele. W związku z czym walka – szczególnie o lokalne ośrodki – będzie bardzo poważna i w tym względzie PiS ma bardzo dużo do zyskania. Ponieważ polityka – zwłaszcza prospołeczna – Zjednoczonej Prawicy bardzo wzmocniła wieś, w związku z czym na bazie wiarygodności, jaką PiS zdołało sobie zbudować, chce teraz powalczyć o samorządy. Dotyczy to szczególnie poziomu sejmików wojewódzkich, gdzie obecnie poza Podkarpaciem wszędzie rządzi Platforma z PSL-em. Ponieważ do tej pory zdecydowaną większość obietnic z czasów kampanii wyborczej do parlamentu PiS spełniło, dlatego na bazie tej wiarygodności chce pójść dalej z programem Polski lokalnej. Wydaje się, że szanse ma tutaj spore.     

PiS idzie do wyborów pod hasłem „Polska jest jedna”. Czy i jakie są szanse zjednoczenia Polski, po latach dzielenia?

– Na sklejenie ideologiczne Polski, tak bardzo dziś podzielonej, nie ma szans. Mamy do czynienia z konfliktem kulturowym, cywilizacyjnym, ideowym w świecie Zachodu, ale w Polsce nie jest inaczej. Natomiast wydaje się, że jest pewna szansa na stworzenie programu sklejenia Polski „A”, i „B” czy nawet Polski „C”. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że poszczególne regiony kraju różnie się rozwijają, różne też były inwestycje, różna też była ich podmiotowość za poprzedniej władzy, dlatego nie powinien dziwić pomysł, żeby to wszystko zjednoczyć właśnie w perspektywie pewnego programu gospodarczego czy samorządowego. I to wydaje się pomysł realny do zrealizowania. Z kolei co do jedności ideowej – zwłaszcza w obliczu chaosu, w jakim się pogrążył świat Zachodu, to trudno będzie dojść do szerszego konsensusu. Natomiast jeśli chodzi o złagodzenie konfliktu na linii totalna opozycja – koalicja rządząca, to też nie ma widoków na zbliżenie czy pojednanie – przynajmniej na razie.          

Podczas konwencji przewijała się ostra krytyka III RP. O czym to świadczy, czy mamy do czynienia z wyraźnym odcięciem się od przeszłości i wprowadzaniem IV RP, co jak pamiętamy, już raz PiS-owi się nie udało?

– Wcześniej nie udało się stworzenie IV RP, ponieważ została przerwana kadencja Sejmu, rozpisano wcześniejsze wybory, po których na osiem lat władzę w Polsce przejęła Platforma wraz z PSL. Natomiast dzisiaj, kiedy Zjednoczona Prawica ma większość parlamentarną, rząd oraz prezydenta wywodzącego się z tego samego obozu politycznego sytuacja jest zgoła inna. Widać, że wiele rzeczy zostało już zmienionych, ponadto jesteśmy  świadkami czegoś, co nigdy wcześniej nie miało miejsca – mianowicie reformy sądownictwa czy szerzej – reformy wymiaru sprawiedliwości oraz personalnych zmian w przestrzeni, która była całkowicie zagospodarowana przez III RP, a innymi słowy przez układ okrągłostołowy.   

Jak ocenia Pan „piątkę Morawieckiego” i nowy program dla Polski samorządowej, lokalnej?

– To jest program adresowany do ludzi, którzy ze względu na swoje – powiedzmy – ograniczone możliwości związane ze zdrowiem, z wiekiem, z finansami mniej czy w umiarkowanym stopniu korzystają z wielkich inwestycji dajmy na to infrastrukturalnych realizowanych przez ten rząd. Natomiast tych ludzi, których wcale nie jest mało, bardziej interesuje trud zmagania się z codziennością. I w tym względzie program premiera Mateusza Morawieckiego jest bardzo precyzyjnie adresowany właśnie do tej grupy ludzi – czasem wykluczonych, czasem ograniczonych w swoich możliwościach. To jest potężny elektorat, o który PiS chce zawalczyć. Wcześniej jeśli mieliśmy Program „Rodzina 500+”, to był on adresowany do rodzin, natomiast trzeba pamiętać też o problemie osób starszych, który jest coraz większy, bo społeczeństwo się starzeje, a tych ludzi też należy objąć wsparciem. I choćby w tym względzie adresowanie różnych pomysłów do tej licznej grupy elektoratu ma ogromne znaczenie zarówno wyborcze, ale przede wszystkim znaczenie społeczne.

A co mamy po drugiej stronie? Jak widać, Platforma też rusza w Polskę z kampanią mobilną i „konwojem wstydu PiS”.

– Z programem negatywnym można wygrać dużo, ale pod warunkiem, że źle się dzieje w państwie i to w różnych obszarach. Wtedy można grać na ludzkich emocjach i zyskiwać poparcie. Natomiast mówienie o milionach, które zagarnęło PiS w sytuacji, kiedy widzimy, jakie sumy wchodzą w grę w związku z aferą reprywatyzacyjną w Warszawie czy chociażby w aferze Amber Gold, jest tak nieadekwatne, że wręcz nieszkodliwe dla przeciwników politycznych. Wydaje się, że na tę negatywną kampanię Platformy zostaną wydane duże środki, ale efekt będzie mizerny, a wręcz zerowy. Ponadto PiS będzie miało stosunkowo łatwe zadanie w kampanii zbijającej ten atak totalnej opozycji.

Z czego wynika niemoc Platformy? Czy to jest brak argumentów w zderzeniu z wymiernymi efektami działań PiS czy zwyczajnie bezsilność i brak pomysłu?

– Myślę, że jest to raczej bezsilność i brak pomysłu na Polskę. Platforma się uwikłała we własne sidła, wytyczyła sobie drogę i sposób bycia w opozycji na zasadzie tylko krytyki działań rządu, który przejawia się w totalnej negacji wszystkiego, co jest autorstwa PiS. Zabrnęli tak daleko, że nie bardzo potrafią znaleźć drogę powrotną z tego uwikłania. Ponadto są uwarunkowani wewnętrznie swoim zapleczem politycznym KOD-owskim, ale też zewnętrznie. Jak widać, przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, począwszy od niemocy intelektualnej, przez słabość przywództwa, z czym Platforma ma duży kłopot, ale wpływ na ten stan rzeczy mają też uwarunkowania związane z byciem totalnym sprzeciwem wobec obecnej władzy. I to o ile cementuje stały elektorat Platformy, o tyle go nie poszerza. W tym względzie Grzegorz Schetyna i zaplecze polityczne Platformy ma poważny problem.

Dziękuję za rozmowę.    

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl