logo
logo

Zdrowie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Alarm w pogotowiu

Piątek, 7 września 2018 (02:52)

Ratownicy medyczni przygotowują się do zaostrzenia protestu

Obecnie ratownicy zabiegają o spotkanie z minister finansów Teresą Czerwińską, żeby zagwarantować w przyszłorocznym budżecie kwotę przeznaczoną na podwyżki dla tej grupy zawodowej. Jeszcze nie wiadomo, czy, a jeśli tak, to kiedy te rozmowy się odbędą. Związkowcy zapowiadają, że jeśli do spotkania nie dojdzie, protest może się zaostrzyć. – Całość działań jest obecnie po stronie Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Zdrowia, a my dalej robimy to, co zapowiedzieliśmy. Akcja powoli się rozpoczyna. Forma protestu będzie zależeć od samych ratowników – informuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Piotr Dymon, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych.

Negocjacje trwają od dłuższego czasu. – Odbyliśmy trzy spotkania w Ministerstwie Zdrowia. Nie możemy powiedzieć, że były one bezowocne. Widzimy wolę w resorcie do podjęcia współpracy z nami i chęć rozwiązania naszych problemów – zauważa Dariusz Mądraszewski, przewodniczący Krajowej Sekcji Pogotowia Ratunkowego i Ratownictwa Medycznego NSZZ „Solidarność”. Jak dodaje, na ostatnim spotkaniu ratownicy usłyszeli, że na pogotowie ratunkowe zaplanowane jest 216 mln zł więcej. – To jest znaczny wzrost, który pozwoliłby na to, aby ratownicy medyczni otrzymali od stycznia trzecią transzę podwyżki. Koleżanki i koledzy pielęgniarze mają już to zapewnione, a przecież pracujemy na tych samych stanowiskach. Z naszej strony to nie są tylko roszczenia. My już rozmawiamy od kilku lat – podnosi Mądraszewski.

Zawód ratownika wymaga podejmowania szkoleń, podnoszenia kwalifikacji. – Chodzi również o bezpieczeństwo w systemie. Ratowników po prostu brakuje. Wielu nie podejmuje pracy w zawodzie lub z niej rezygnują. Niektórzy wybierają emigrację lub przenoszą się do służb mundurowych, gdzie zarobią więcej – dodaje nasz rozmówca.

Paulina Gajkowska

Nasz Dziennik