Z Piotrem Dudą, przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, rozmawia Małgorzata Rutkowska
Będzie strajk na tle sporu o wynagrodzenia w budżetówce? Rząd podjął decyzję o podniesieniu płacy minimalnej i stawki godzinowej. Czyli postulaty związku zostały spełnione?
– Sytuacja jest dynamiczna. Trudno mi wykluczyć jedną czy drugą opcję, bo o tym zawsze decyduje Komisja Krajowa związku, a nie przewodniczący. W tym momencie, po dwóch spotkaniach z premierem Mateuszem Morawieckim i minister Elżbietą Rafalską, skłaniamy się ku temu, by zastanowić się nad decyzjami, które we wtorek zaaprobowała Rada Ministrów. 18 września odbędzie się w Warszawie spotkanie przewodniczących regionów i krajowych sekretariatów branżowych, wtedy ostatecznie podejmiemy decyzję. Na 21 września planowane jest posiedzenie Rady Dialogu Społecznego, tam rząd przedstawi partnerom społecznym propozycje, o których rozmawialiśmy.
Decyzje rządu satysfakcjonują Pana?
– Na pewno stanowiska były zbliżone. W pierwszej wersji nasza propozycja dotycząca płacy minimalnej wynosiła 2278 zł, rząd proponował 2220 zł. Potem 2250 zł. Jest to propozycja, która nie cofa nas w drodze minimalnego wynagrodzenia do poziomu 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Faktycznie zbliżamy się, choć niewiele, i to jest dla nas najważniejsze. Podobnie z funduszem socjalnym. Warunkiem brzegowym jest odmrożenie wskaźnika, który upoważnia do naliczania funduszu socjalnego, o dwa lata, a nie – jak proponował rząd – o rok. Rok nam nic nie daje.
Dlaczego „Solidarność” właśnie teraz upomina się o pracowników sfery budżetowej?
– Nie mogliśmy dłużej czekać. Przez poprzednie dwa lata były realizowane bardzo kosztowne i pilne programy społeczne, m.in. wiek emerytalny, „500+”. Ale dzisiaj nie ma już uzasadnienia, aby dalej były zamrożone płace w budżetówce i wskaźnik naliczania funduszu socjalnego.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

