logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Sędziowie nie będą paraliżować pracy sądów

Piątek, 14 września 2018 (22:14)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, członkiem Krajowej Rady Sądownictwa, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Pośle, kto dzisiaj kieruje pracami Sądu Najwyższego, kto pełni obowiązki I prezesa tej instytucji?

– Prezydent RP Andrzej Duda obowiązki I prezesa Sądu Najwyższego powierzył najstarszemu stażem prezesowi Izby Sądu Najwyższego – prezesowi Izby Cywilnej sędziemu Dariuszowi Zawistowskiemu. Ten z kolei twierdzi, że nie traktuje siebie jako tymczasowego prezesa, wskazywanego przez prezydenta, ale fakt pozostaje faktem.

To jaką rolę odgrywa dzisiaj prof. Małgorzata Gersdorf, która przychodzi do pracy, ale nie orzeka i nie podpisuje dokumentów?  

– Od 4 lipca prof. Małgorzata Gersdorf jest sędzią w stanie spoczynku. Sędzia, który jest w stanie spoczynku, nie może być I prezesem Sądu Najwyższego. Myślę, że prof. Gersdorf, która twierdzi, że w swoim subiektywnym odczuciu pozostaje I prezesem, jednak ma świadomość, że nie wolno jej ani orzekać, ani też podejmować decyzji dotyczących tej instytucji. Dość istotny w tym wszystkim jest także fakt, że nie tak dawno do mojego biura wpłynęło pismo na druku I prezesa Sądu Najwyższego podpisane nie przez prof. Gersdorf, ale przez sędziego Iwulskiego, który bodajże do 11 września kierował Sądem Najwyższym. To, że prof. Gersdorf nie sygnuje pism wychodzących z Sądu Najwyższego, też o czymś świadczy. A zatem kiedy prof. Gersdorf mówi, że wciąż czuje się I prezesem Sądu Najwyższego, to trzeba jasno stwierdzić, że odczucia nie mają znaczenia w sferze prawa. Natomiast liczy się prawo i liczą się fakty. Dlatego wedle mojej wiedzy, prof. Małgorzata Gersdorf nie podejmuje żadnych czynności urzędowych, i słusznie, bo w świetle prawa I prezesem Sądu Najwyższego nie jest, natomiast jest sędzią w stanie spoczynku. Ponadto sama twierdzi, że jeśli w Sądzie Najwyższym pojawi się nowy prezes, to nie będzie się przykuwać do kaloryfera. To też o czymś świadczy.

Kiedy poznamy nowego I prezesa Sądu Najwyższego?

– Zanim to nastąpi, to najpierw musi się odbyć Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego, które wyłoni pięciu kandydatów na stanowisko I prezesa Sądu Najwyższego, których następnie przedstawi prezydentowi RP. Spośród pięciu kandydatów prezydent powoła osobę na urząd I prezesa Sądu Najwyższego. Natomiast trudno mi się wypowiadać, co do dat, bo nie wiem, kiedy zwołane zostanie Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego.   

Zważając na obstrukcję, jaką w tej chwili mamy, czy nie można tego procesu wyłaniania jakoś przyspieszyć, żeby zakończyć ten spór?

– Niewątpliwie jest bardzo ważne, żeby tę kwestię ostatecznie uporządkować. Od strony prawnej reforma Sądu Najwyższego została przeprowadzona. W związku z czym jeżeli będzie jakakolwiek próba torpedowania w ramach istniejącego prawa, to też nie można wykluczyć dodatkowej legislacji, która będzie zmierzać do tego, aby torpedowanie reformy nie było skuteczne.  

Trzech spośród siedmiu sędziów Sądu Najwyższego, wobec których prezydent nie wydał postanowienia w sprawie ich dalszego orzekania, oświadcza, że przeniesienie ich w stan spoczynku „nastąpiło wbrew prawu i wbrew ich woli, a także ślubowaniu sędziowskiemu”. Z czym mamy do czynienia?

– Sprawa jest prosta. Brak rozstrzygnięcia prezydenta odnośnie do oświadczenia sędziego o woli dalszego zajmowania stanowiska skutkuje przejściem takiego sędziego w stan spoczynku. Natomiast to, że ci sędziowie, którzy ukończyli 65. rok życia i nie otrzymali zgody prezydenta na dalsze orzekanie nadal uważają się za sędziów czynnych, nie zmienia faktu, iż z mocy prawa nimi już nie są. Jeżeli sędziowie uważają, że przeniesienie ich w stan spoczynku nastąpiło wbrew prawu i wbrew ich woli, a także wbrew ślubowaniu sędziowskiemu, to jest to dodatkowa okoliczność potwierdzająca, że tego urzędu nigdy wcześniej piastować nie powinni. Prawo na ten temat mówi bardzo jasno, że z mocy prawa i z mocy ustawy ci panowie przestali być czynnymi sędziami Sądu Najwyższego i dziś de facto są sędziami w stanie spoczynku.

Są kolejne wnioski prejudycjalne sędziów. Czy mamy do czynienia z niezdrowym solidaryzmem sędziowskim i do czego to wszystko prowadzi?

– Ten solidaryzm sędziowski nie ma żadnych podstaw. W tych sprawach, które się już dokonały, a więc tam, gdzie mamy do czynienia z pytaniami prejudycjalnymi, trzeba powiedzieć, że zwrócono się bez podstawy prawnej i brew obowiązującemu prawu. Kto jak kto, ale sędziowie winni się liczyć – w takich przypadkach – z pewnymi konsekwencjami. Dlatego, że rażące, ostentacyjne nieprzestrzeganie prawa musi skutkować konsekwencjami.

Polacy chcą, żeby sprawy, które oczekują na rozpoznanie, były rozstrzygnięte. Czy takie destrukcyjne działania sędziów nie sparaliżują prac Sądu Najwyższego? Co zrobić, żeby zahamować tę obstrukcję?

– Polacy mają prawo do tego, żeby ich sprawy w sądach były załatwiane możliwie szybko i sprawiedliwie oraz żeby sądy były bardziej przyjazne dla obywateli. Nowe rozwiązania, jakie proponujemy, mają też ograniczyć możliwość obstrukcji procesów. Sprawne sądy i szybkie załatwianie spraw to jedno z założeń reformy wymiaru sprawiedliwości, jaki obecnie dokonuje się w Polsce. Jeśli zaś chodzi o działania destrukcyjne, hamujące, to przede wszystkim musi zacząć funkcjonować Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego. Myślę, że wtedy wiele w wymiarze sprawiedliwości zmieni się na korzyść.

Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl