logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Nikt nie jest bezdomny z wyboru

Środa, 19 września 2018 (21:46)

Aktualizacja: Piątek, 21 września 2018 (15:45)

Z Adrianą Porowską, dyrektorem Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, rozmawia Anna Ambroziak

Dlaczego zajęła się Pani problemem osób bezdomnych?

– Pomaganie miałam we krwi od dziecka. Od kiedy pamiętam, lubiłam zajmować się osobami w potrzebie. Najpierw zainteresował mnie zawód pracownika socjalnego – ponieważ jest to ktoś, kto zajmuje się realnymi problemami ludzi. Na studiach przeszłam praktyki w środowiskowym domu pomocy – przejął mnie los ludzi z zaburzeniami i chorobami psychicznymi. Zauważyłam, że bez wsparcia rodziny, znajomych ludzie ci nie mają szans na normalne funkcjonowanie. Tracą pracę, mieszkanie.

Choroba nie była ich wyborem. Tak samo bezdomność nie jest wyborem.

Skąd bierze się bezdomność?

– Nikt nie jest bezdomny z wyboru, to splot życiowych okoliczności. A te są naprawdę różne. Problem bezdomności dotyka w większości mężczyzn, mam przed oczami tysiące twarzy, zmęczonych życiem, schorowanych, zrezygnowanych, samotnych. Często przyjeżdżają z małych miejscowości do dużych miast, np. do Warszawy, gdzie jest więcej możliwości, jeśli chodzi o pracę, ale jednocześnie jest droższe życie. Coraz częściej problem bezdomności dotyka ludzi młodych – do Misji przychodzą ludzie w wieku 18 lat, niezaradni życiowo, już uzależnieni od dopalaczy, alkoholu, narkotyków, z zaburzeniami psychicznymi, którzy nie dostają odpowiedniego wsparcia opieki środowiskowej. To często ludzie z rodzin dysfunkcyjnych, którzy nie doświadczali wsparcia ze strony bliskich. Są to też osoby, które mają zaburzone więzi rodzinne, są zadłużone np. przez spłatę alimentów czy kredytów.

Bezdomni to z reguły mężczyźni.

– Tak. Aż 80 proc. W dużej mierze wynika to z wychowania – panuje stereotyp, że mężczyzna musi dać sobie radę, że nie potrzebuje pomocy. Wspólnym mianownikiem wszystkich tych osób jest brak mieszkania. Im dłużej pracuję z osobami bezdomnymi, tym częściej utwierdzam się w przekonaniu, że nie istnieje jedna definicja i jedna droga wyjścia z bezdomności. Ale jeśli miałabym podać metodę wychodzenia z bezdomności, to, po pierwsze, wskazałabym na konieczność zabezpieczenia mieszkaniowego. Dlatego właśnie wprowadziliśmy Program Mieszkań Treningowych, adresowany do tych naszych podopiecznych, którzy – mieszkając w pensjonacie – przeszli terapię uzależnień, odbyli szkolenia zawodowe i znaleźli zatrudnienie. Teraz muszą zrobić krok w drodze do prawdziwej samodzielności – jest nim zamieszkanie poza instytucją pomocową. W Warszawie i Pruszkowie wynajmujemy w sumie 11 mieszkań na tzw. wolnym rynku. Osoby, które mają za sobą doświadczenie bezdomności, muszą „przetrenować” powrót do codziennego, normalnego życia, co wiąże się ze zrobieniem zakupów, sprzątaniem, zapłaceniem rachunków. Nie wszyscy takie mieszkania dostają. Ale ci, którzy je otrzymują, naprawdę rzadko wracają na ulicę albo do schroniska. Nasza placówka przyjmuje rocznie ok. 300 podopiecznych. Część z nich podejmuje pracę, niektórzy zostają podopiecznymi domów pomocy społecznej, otrzymują różnego rodzaju świadczenia, jak renty, zasiłki stałe czy emerytury.

Ile osób wychodzi z bezdomności?

–Według moich szacunków, ok. 60-70 z naszych podopiecznych nie wraca już na ulicę. Cały czas podkreślam, że nie ma ludzi straconych, każdy człowiek w każdej chwili może zmienić swoje życie. Ale musi być ktoś, kto mu w tym pomoże, kto wyciągnie rękę, kto da nadzieję, kto powie im, że są wartościowymi ludźmi. Widziałam wiele dramatów – osoby, które dosłownie zjadało robactwo, które żyły w skrajnej nędzy. Latami prosiłam ich, by przyszli do naszej Misji. Reakcje były różne. Niektórzy po wielu latach spania w śmietnikach, zsypach pewnego dnia po prostu wstają i do nas przychodzą. Ale są też tacy, którzy tkwią w bezdomności, do których bardzo trudno przemówić. Nasza Misja jest jak dom. Kiedy ktoś do nas przychodzi i np. w czasie pobytu zachoruje, pozostaje z nami do końca. Jeśli zachodzi taka potrzeba, włączamy do opieki hospicjum stacjonarne. Jeśli nasz podopieczny jest w szpitalu – odwiedzamy go, uczestniczymy w pogrzebach.

Czy państwo polskie skutecznie wspiera osoby bezdomne?

– Moim zdaniem, brakuje wielowymiarowej pomocy osobom znajdującym się w kryzysie bezdomności. Problemem są przepełnione noclegownie, zbyt mało mieszkań komunalnych i za mało łaźni. Ludzie denerwują się, że kiedy jadą autobusem, obok nich siedzi brudny bezdomny. Ale w całej Warszawie, gdzie jest 2,7 tys. osób bezdomnych, są tylko dwie łaźnie: jedna stacjonarna i druga mobilna. Każdy mieszkaniec stolicy powinien zapytać kandydatów w wyborach samorządowych: co może on zaproponować, aby to zmienić? I o to, kto odpowiada za taki stan rzeczy.

Z jakimi problemami prawno-administracyjnymi styka się Pani najczęściej?

– Z różnymi. Na przykład w kwestii liczby opiekunów w schroniskach dla chorych. W Rozporządzeniu Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 27 kwietnia 2018 r. w sprawie minimalnych standardów noclegowni, schronisk dla osób bezdomnych, schronisk dla osób bezdomnych z usługami opiekuńczymi i ogrzewalni znalazł się wymóg, by był to jeden opiekun na 15 osób. W przypadku naszej placówki do 80 bezdomnych musiałabym zatrudnić na całą dobę przez siedem dni w tygodniu aż szesnastu opiekunów! Jest to zupełnie nierealne. Kolejnym wymogiem jest to, żeby opiekun miał wykształcenie średnie, co jest zupełnie niepotrzebne. Taki człowiek musi mieć serce i silne ręce, by pomóc innemu przejść z łóżka na wózek inwalidzki, przebrać się.

Poza tym są wymogi sanitarne, np. dotyczące wymaganych ilości pisuarów….. Niekorzystnym dla nas jest też jeden z zapisów ustawy o pomocy społecznej niedookreślający tego, kto ma pobierać opłaty za pobyt w schronisku. Do tej pory było tak, że osoba pracująca na zewnątrz wpłacała pieniądze do kasy organizacji pozarządowej, której pomagała. Teraz opłata ta być wpłacana do budżetu m. st. Warszawy. W ten sposób pozbawia się nas środków, które przeznaczaliśmy na poważne remonty czy wyposażenie naszej placówki.  Brakuje też koordynatora zarówno na szczeblu ogólnokrajowym jak i gminnym szczególnie w tak dużym mieście jakim jest Warszawa, który ogarniałby kwestię bezdomności, z którym można byłoby porozmawiać o kompleksowym wsparciu osób bezdomnych. Obecnie sprawy te są rozproszone w kolejnych urzędach. Efekt jest taki, że nikt za nic nie odpowiada.  

Muszę przy tym podkreślić, że nasza współpraca z pracownikami Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej układa się coraz lepiej. Rozmawiamy na temat ewentualnych zmian, które należałoby wprowadzić w prawie. I – mam wrażenie, że urzędnicy resorty zdają sobie sprawę  z tego, że niektóre z przepisów są źle skonstruowane. Pokazujemy że dla nas od przepisu zawsze ważniejszy będzie człowiek. Poza tym warto podkreślić jeszcze jedno: pobyt człowieka na ulicy tak naprawdę bardzo dużo nas wszystkich kosztuje. Do osoby bezdomnej, zimującej w pustostanie wzywamy karetkę, straż miejską, policję….. Ile jest takich wyjazdów i jakie są koszta? – takich statystyk brak. A choroby, które dotykają bezdomnych są przeważnie ciężkie – gruźlica, zapalenie płuc….. I nikt tych kosztów leczenia dotąd nie policzył…..

 

Pozostaje jeszcze kwestia pracy….   

- Bezdomni to grupa osób najczęściej wykorzystywana – znajdują pracę ale na czarno, bez umowy. Trwa to latami. Nie potrafią się upomnieć o swoje prawa, nie znają przepisów, nie wiedzą o tym co to jest kodeks postępowania cywilnego, kodeks pracy.  Znam przypadek mężczyzny, który pracuje siedem dni w tygodniu po 9 godzin dziennie. Na jedną ósmą etatu!  

 

Przed nami zima, chłodne noce i dni. Znów pojawią się komunikaty, że gdzieś zamarł jakiś bezdomny człowiek.  Jak takim ludziom pomóc?

- Przede wszystkim nie wolno nam obojętnie przechodzić obok człowieka. Zatrzymajmy się spójrzmy w oczy, zwróćmy się do nich po imieniu, zapytajmy czy i jak możemy pomóc. Do naszej placówki codziennie przychodzi ktoś kto został namówiony często przez anonimowego dla niego przechodnia aby skorzystał z pomocy Misji. Mamy wszyscy do odrobienia lekcje solidarności społecznej i upomnienie się o prawa tych osób do godnego mieszkania, skorzystania z kąpieli w ciepłej wodzie nie jestem wstanie sama zapytać urzędników każdej gminy w Polsce o to jak wspierają ludzi w kryzysie bezdomności, tylko dzięki ludziom dobrej woli w całym kraju może odmienić los tych tysięcy potrzebujących którzy teraz tułają się po klatkach schodowych, śmietnikach.

 

 

Dziękuję za rozmowę.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik