logo
logo

Parlament europejski

Zdjęcie: B. Zborowski/ Nasz Dziennik

Lewacki rekonesans

Poniedziałek, 24 września 2018 (02:50)

Aktualizacja: Poniedziałek, 24 września 2018 (02:50)

Komisja Parlamentu Europejskiego, badająca w Polsce praworządność, zaplanowała spotkania wyłącznie ze środowiskami lewicowymi

Po interwencji posłów listę rozmówców nieco zmieniono i uzupełniono program, ale w niewielkim stopniu. „Nasz Dziennik” ujawnia kulisy tego spotkania.

Delegacja komisji PE przez trzy dni szukała dowodów na łamanie praw człowieka w Polsce.

Obecność przedstawicieli Parlamentu Europejskiego wiąże się z procedurą w ramach art. 7 traktatu o Unii Europejskiej. Ponieważ PE musi w głosowaniu większością dwóch trzecich wyrazić zgodę na uznanie przez Radę UE istnienia ryzyka naruszenia wartości europejskich, komisja LIBE (do spraw wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych) przygotowuje raport na temat podnoszonych zarzutów.

Rozmówcy europosłów poruszali kwestie bardzo odległe od problematyki sądownictwa i kwestii praworządności. Mówiono m.in. o uchodźcach, sytuacji tzw. mniejszości seksualnych, ustawodawstwie aborcyjnym i pozycji Kościoła katolickiego. Członkowie PE, z którymi rozmawiał „Nasz Dziennik”, odnotowali bardzo agresywne ataki antyklerykalne ze strony osób, z którymi ich umówiono. Była to np. organizatorka proaborcyjnych tzw. czarnych marszów oraz działaczka skrajnie feministycznej Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

– Przygotowywany raport z pewnością będzie dla Polski nieprzychylny, wszystko tak zostało zorganizowane, żeby mógł powstać właśnie w taki sposób, podobnie jak to się stało niedawno w przypadku Węgier. Nie było chęci dotarcia do prawdy, zebrania argumentów za i przeciw, a tylko sprzyjających oskarżeniom wobec polskiego rządu – mówi „Naszemu Dziennikowi” francuski europoseł Nicolas Bay z Frontu Narodowego, który był członkiem delegacji z ramienia frakcji ENF.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Piotr Falkowski

Nasz Dziennik