logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Komisja Europejska uzurpuje sobie władzę

Poniedziałek, 24 września 2018 (21:55)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą na KUL i w WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Polska oficjalnie dołączyła dziś do grona 25 najbardziej rozwiniętych gospodarek świata według klasyfikacji globalnej agencji FTSE Russell. Czy powinniśmy świętować z tego powodu?

– Powinniśmy może nie tyle świętować, co przyjąć ten fakt, jednocześnie nie zapominając, w którym miejscu rozwoju jesteśmy. Wiadomo też, jak daleko w Polsce jest posunięta krytyka działań rządu przez część mediów. Słyszymy, że się cofamy, że wręcz jesteśmy na granicy katastrofy finansowej. W tym względzie fakt, iż jesteśmy pierwszym rynkiem z Europy Środkowo-Wschodniej, który wszedł do grona państw rozwiniętych, że znaleźliśmy się w tej samej grupie co Stany Zjednoczone, Japonia, Francja czy chociażby Niemcy, jest ważny, ale jest to tylko jeden z elementów tego, co zwiemy szeroko rozumianym rozwojem gospodarczym. Co by nie powiedzieć, jesteśmy jeszcze daleko, jeśli chodzi o proces unaradawiania polskiej gospodarki, która w ogromnej mierze została wyprzedana, ale dzisiaj – jak się wydaje – jesteśmy na dobrej drodze.

Przez minione lata zapominaliśmy, że kapitał ma narodowość, teraz to się zmienia?

– Wszyscy doświadczamy, że kapitał ma narodowość szczególnie w momentach spornych lub w sytuacjach, kiedy wielkie korporacje, które zagnieździły się w Polsce, unikają płacenia podatków nad Wisłą, wyprowadzając zyski na zewnątrz, posługując się przy tym różnymi kruczkami prawnymi. Z tym oczywiście toczy się walkę, ale widać, jak mocno te wrogie działania obciążają nasz system finansowy i ile trzeba było zrobić, żeby wiele antypolskich działań zblokować. W tym względzie jeśli chcemy myśleć o tym, żeby być suwerennym, niezależnym państwem, tym bardziej musimy mieć suwerenną gospodarkę.

Opozycja straszy Polaków wykluczeniem na arenie międzynarodowej, tymczasem okazuje się, że mamy bardzo stabilną gospodarkę, jesteśmy atrakcyjnym krajem do inwestowania i co więcej, według ekspertów mamy szanse na dalszy rozwój...

– Wzrost PKB sięga 3,2 proc., mamy niską, 1,3-procentową inflację i to są fakty. Z drugiej strony cała ta propaganda i gra polityczna tzw. totalnej opozycji ma się nijak do kwestii biznesowych. Jeśli ktoś operuje kategoriami biznesowymi, to doskonale widzi, że Polska się rozwija, zresztą można to dostrzec także po poziomie inwestycji zagranicznych. Niektórzy się nawet dziwią, że mimo tego całego zgiełku i działań biurokracji brukselskiej kapitał z Polski nie odchodzi, a przeciwnie – inwestycji zagranicznych i chętnych do inwestowania w Polsce przybywa. Jest to wynik racjonalnej oceny, zresztą polska gospodarka, która zaczyna być coraz bardziej sterowna od wewnątrz, czyli zależna od polskiego rządu, a nie od zagranicy – jak to bywało wcześniej – ta gospodarka ma przyszłość, co jest dostrzegane także przez agencje ratingowe, czy jak w tym wypadku, kiedy oficjalnie dołączamy do grona krajów rozwiniętych według klasyfikacji FTSE Russell. To jest dobry sygnał, bo zadaje kłam propagandzie – zwłaszcza w odniesieniu do życia gospodarczego w Polsce.      

Polska dołącza do tego grona w momencie brexitu, ale jednocześnie mamy zapowiedź, że Polska i Wielka Brytania pozostaną silnymi partnerami gospodarczymi. To chyba kolejny dobry sygnał, zważywszy na krytykę, jaka spotyka nas ze strony państw tzw. starej Unii?

– Jednym z ważnych powodów krytyki Polski i polskiego rządu jest to, że się bogacimy jako państwo. Nikt nie chce mieć konkurencji, a my powoli, coraz mocniej stając na nogach, dla wielu państw Unii Europejskiej możemy być taką konkurencją. Natomiast jeśli mówimy o naszych relacjach z Wielką Brytanią, to warto nadmienić, że są one pochodną pewnych układów, jakie się w świecie zawiązują, czy to na Starym Kontynencie, czy w ogóle w szeroko rozumianym świecie Zachodu. Mamy tu do czynienia z układem anglosaskim, do którego Polską dołącza, co widać chociażby po ostatniej wizycie prezydenta Andrzeja Dudy w Białym Domu, a z drugiej strony jest układ czy świat francusko-niemiecki, który partnerów odnajduje nie pośród państw Europy Środkowej, ale w Rosji. I w tym względzie cała reszta to jest pochodna nazwijmy to układanek, które coraz bardziej się utrwalają. Jeśli Wielka Brytania ma pewne problemy z Komisją Europejską dotyczące negocjacji brexitowych, z kolei Komisja Europejska nieustannie atakuje Polskę, to nic dziwnego, że Warszawa stara się omijać Brukselę, szukając relacji z Londynem. I to jest słuszna droga, bo związanie się z Brukselą w sytuacji, kiedy ta chce zmienić rząd w Warszawie, byłoby, co by nie powiedzieć, samobójcze.

Jak możemy wykorzystać ten awans do elitarnego grona 25 najbardziej rozwiniętych gospodarek świata – zwłaszcza w obliczu złych relacji z Komisją Europejską?    

– Ten awans powinien nam jeszcze bardziej pomóc w rozwoju gospodarczym Polski. Natomiast wejście do grona państw o najlepiej rozwiniętych gospodarkach nie ma znaczenia czy też wpływu na Komisję Europejską – powiedziałbym nawet, że wręcz odwrotnie – może jeszcze bardziej spotęgować ataki na nasz kraj. Jeśli bowiem jednym z powodów ataków na Polskę jest to, że rozwijając się, możemy być coraz bardziej konkurencyjni wobec Niemiec czy Francji, to dla Brukseli może to być dodatkowy argument, żeby walczyć o „demokrację” w Polsce i atakować nasz kraj. Jednak z całą pewnością jest, czy też może to być, dodatkowy argument wizerunkowy, który pomoże nam przyciągnąć zagraniczny kapitał, który jest wartościowy, który kreuje nowoczesne technologie, wprowadza innowacyjność w gospodarce, który tworzy nowe nie tylko nowe, ale przede wszystkim dobre miejsca. I w tym względzie – wizerunkowo – fakt przyjęcia nas do tego elitarnego grona rozwiniętych gospodarek jest to dobry, korzystny krok. Natomiast jeśli chodzi o Komisję Europejską, to nie ma to żadnego znaczenia, a wręcz może być polem do kolejnych ataków na Polskę, tzn. możemy mieć do czynienia z kolejnymi próbami spacyfikowania kraju, który wybija się na podmiotowość.           

Już dzisiaj mamy taką próbę w postaci decyzji Komisji Europejskiej o skierowaniu do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu skargi przeciwko Polsce w związku z zapisami ustawy o Sądzie Najwyższym…

– Komisja Europejska, widząc, że nie znajdzie wystarczającej liczby szabel, aby zaatakować nas na forum Rady Europejskiej, szukając innych form nacisku, idzie ze skargą na Polskę do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Mamy zatem do czynienia z próbą uzurpacji władzy. Komisja Europejska już od dłuższego czasu próbuje uzurpować sobie prawo rozstrzygania, gdzie jest demokracja, a gdzie jej nie ma, w którym kraju jest praworządność, a w którym tej praworządności nie ma. Widać też, że pozatraktatowo zastraszyć się nie daliśmy, a traktatowo to trzeba byłoby uzyskać jednomyślność wszystkich państw członkowskich, ale tej jednomyślności nie będzie z powodu Węgier i innych państw, które też nie widza powodów atakowania Polski. Wobec powyższego próbuje się dojść do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu po to, żeby ten organ uzurpował sobie kompetencje polskiego Trybunału Konstytucyjnego, nad którym lewactwo europejskie nie ma władzy. Mamy zatem do czynienia z ciągłą próbą zawłaszczania suwerenności państw, podczas gdy nawet w Traktatach o Unii Europejskiej kwestia ustroju sądowego to jest kompetencja państw narodowych, a nie żadnych zewnętrznych czynników. Zresztą nawet ewentualny wyrok unijnego Trybunału Sprawiedliwości nie ma żadnych skutków wprost, tylko jest to traktowane bardziej jako zalecenie do zmiany prawa. Mamy zatem do czynienia z próbą centralizacji władzy czy też tworzenia czegoś w rodzaju europejskiego superpaństwa, tyle że poza traktatami. Mamy więc wykorzystywanie wszelkich furtek do tego, ażeby spacyfikować i podporządkować sobie kraje słabsze, mniejsze, a odbywa się to przy użyciu różnych wymyślnych narzędzi.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 13 maja 2019 (13:58)

NaszDziennik.pl