logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Atak na niezależność

Wtorek, 25 września 2018 (20:37)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Komisja Europejska podjęła decyzję o skierowaniu do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej skargi przeciwko Polsce w związku z przepisami ustawy o Sądzie Najwyższym. Jak Pan ocenia ten krok?

– Tak jak powiedział premier Mateusz Morawiecki podczas dzisiejszej konferencji prasowej, że można się było spodziewać takiego kroku ze strony Komisji Europejskiej. Aczkolwiek – w moim przekonaniu – wniosek do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu jest absolutnie niezgodny z unijnym prawem, nie ma też podstaw w prawie traktatowym oraz w umowie stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Uważam, a myślę, że również polski rząd zajmuje podobne stanowisko, i to od samego początku, że organizacja systemu sądownictwa jest wewnętrzną sprawą każdego państwa członkowskiego, więc w tym zakresie nie ma żadnych podstaw do kierowania skargi na nasz kraj do europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. I to jest pierwszy element, tym bardziej nie ma uzasadnienia wniosek o zabezpieczenie pozwu polegający na tym, aby wstrzymać wykonanie ustawy, która już obowiązuje. Zresztą to jest zupełnie kuriozalny wniosek, bo nie ma takiej instytucji jak zawieszenie ustawy, w tej sytuacji stanowisko Polski jest jasne i niezmienne.   

Co Komisja Europejska chce osiągnąć tym działaniem? 

– Uważam, że jest to kolejny krok, żeby zatrzymać zmiany zachodzące w Polsce. Mamy do czynienia z kolejną formą wywierania presji, wywierania nacisku na Polskę związaną przede wszystkim z realizacją życzeń totalnej opozycji, współdziałającej ręka w rękę z Komisją Europejską. Przecież Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe należą do tej samej grupy Europejskiej Partii Ludowej posiadającej większość w Parlamencie Europejskim, więc ten nacisk na Polskę i próby zatrzymania reform w wymiarze sprawiedliwości mają charakter stricte polityczny. I to jest podstawowy cel – Komisja Europejska wychodzi z założenia, że podobnie jak w przypadku kazusu Puszczy Białowieskiej Polska podda się temu naciskowi.

A nie podda się?  

– Nie ma ku temu żadnych powodów. Zresztą tutaj jest zupełnie inna sytuacja, chodzi – tak jak już powiedziałem – o sprawę, która leży w zakresie wewnętrznych kompetencji danego państwa i te regulacje ustawowe związane z organizacją i reformą sądownictwa są sprawą Polski. Poza tym jako Prawo i Sprawiedliwość realizujemy nasz program wyborczy i wolę 80 proc. Polaków, którzy oczekują naprawy wymiaru sprawiedliwości. A ponadto ta reforma weszła już w życie i działa, trzeba zatem powiedzieć jasno, że nie ma jakiejkolwiek możliwości zatrzymania tych poczynań w zakresie reformy wymiaru sprawiedliwości. Tym bardziej że to nie rząd realizuje reformy, tylko instytucje, które są zupełnie niezależne, czyli Krajowa Rada Sądownictwa – organ konstytucyjny z jednej strony, a z drugiej strony prezydent Rzeczypospolitej. Jeśli chodzi o Sąd Najwyższy, to mamy już przecież wyłonioną Izbę Dyscyplinarną, mamy też sędziów powołanych do tej izby. W związku z tym nie wyobrażam sobie, w jaki sposób można byłoby wstrzymać bądź zawiesić działanie przepisów, czy to o Krajowej Radzie Sądownictwa, czy o Sądzie Najwyższym.   

Czy w tej sytuacji dialog prowadzony z Komisją Europejską ma jakikolwiek sens?

– Trzeba rozmawiać, trzeba tłumaczyć, przekonywać do swoich racji, aczkolwiek tak jak powiedziałem, w momencie złożenia wniosku czy skargi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jakiś etap naszego dialogu z Komisją Europejską się zakończył. W tej sytuacji dalsze przekonywanie o słuszności podjętych kroków i działań przez państwo polskie w obszarze wymiaru sprawiedliwości odbywać się będzie przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości i tutaj będziemy bronili swojego stanowiska. Myślę, że Trybunał w Luksemburgu uzna nasze racje, w szczególności jeżeli chodzi o stronę formalną. Trybunał nie jest bowiem odpowiednim organem do oceny prawa, które dotyczy wewnętrznych spraw Polski i nie podlega jurysdykcji europejskiej.

Podczas gdy Komisja Europejska skarży Polskę, Grzegorz Schetyna spotyka się z kanclerz Merkel i rozmawia – jak twierdzi – o budżecie unijnym, w tym o środkach europejskich dla polskich samorządów oraz o Nord Stream 2. Jaki mandat ma polityk opozycji, spotykając się z kanclerz Niemiec i rozmawiając o sprawach przynależnych rządowi?

– Ze strony Grzegorza Schetyny padł argument, że to spotkanie to nic nadzwyczajnego, bowiem partie, które reprezentuje Angela Merkel, jak i on należą do tej samej grupy w europarlamencie – Europejskiej Partii Ludowej, tyle że nie wydaje mi się, żeby to był wystarczający mandat. Natomiast z całą pewnością taki sposób postępowania obnaża, kto tak naprawdę stoi za ingerowaniem w wewnętrzne sprawy Polski, że wiodącą role w tym względzie odgrywają Niemcy i politycy niemieccy. Dlatego tę wizytę Grzegorza Schetyny i rozmowę z Angelą Merkel trudno rozpatrywać w kategorii współpracy w ramach Europejskiej Partii Ludowej. Jest to znamienne w sytuacji, kiedy Polska jest pod presją Komisji Europejskiej, m.in. na życzenie i w wyniku działań z jednej strony polityków totalnej opozycji, a z drugiej strony części środowiska sędziowskiego. Ta wizyta Grzegorza Schetyny w Berlinie stanowi absolutnie potwierdzenie działań podejmowanych na szkodę Polski i państwa polskiego ze strony opozycji totalnej.

Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl