Jak odbiera Pan decyzję belgijskich władz o przyznaniu wizy na wjazd dla prezes Fundacji Otwarty Dialog Ludmiły Kozłowskiej, wcześniej wydalonej z Polski?
– To jest potwierdzenie złamania solidarności krajów członkowskich Unii Europejskiej. Wcześniej tę zasadę złamały Niemcy, zapraszając Kozłowską do Bundestagu, gdzie uczestniczyła w ataku na Polskę i Węgry za rzekome łamanie praworządności. Teraz MSZ Belgii uczyniło podobnie. Przypomnę tylko, że wydalenie szefowej Fundacji Otwarty Dialog z Polski nie było przypadkowe, ale spowodowane informacją ze strony Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego co do poważnych wątpliwości związanych z finansowaniem kierowanej przez nią fundacji. Można zatem powiedzieć, że ta jej działalność mogła stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego państwa polskiego. W sytuacji, kiedy bezpieczeństwo jednego z państw jest zagrożone, solidarność unijna tym bardziej powinna zostać potwierdzona.
Niemcy, a teraz Belgia pokazują, że umowa z Schengen de facto ich nie obowiązuje?
– Przepisy te powinny być honorowane, nie może być równych i równiejszych. W tej sytuacji Unia Europejska, która Polsce zarzuca nieprzestrzeganie praworządności po raz kolejny – sama nie przestrzega prawa wspólnotowego. Kolejna kwestia – w moim przekonaniu najważniejsza – pokazuje przykład współpracy niemiecko-unijnej. Najpierw Kozłowska na zaproszenie polityków niemieckich gości w Bundestagu, przy czym ciekawa jest argumentacja, jakiej użyto, mianowicie, że przemawia za tym ważny interes narodowy Niemiec. Pytanie tylko, na czym ten interes ma polegać. Tak czy inaczej taka argumentacja podkreśla rzeczywiste intencje – powiedziałbym wręcz antypolskie – ze strony Niemiec. Teraz Kozłowska przybywa do Brukseli na mocy wizy wydanej przez MSZ belgijskie, ale – co równie istotne – na zaproszenie polityków z frakcji lewackich, m.in. szefa Liberałów w Parlamencie Europejskim Guya Verhofstadta, a więc tych, którzy są w pierwszym szeregu atakujących Polskę. To pokazuje, że działania Unii Europejskiej są kierowane względami ideologicznymi, a nie troską o praworządność, demokrację.
Czy wobec tego mamy do czynienia z próbą osłabienia pozycji Polski?
– Te ataki, a także zapraszanie takich osób jak Kozłowska czy jej mąż Bartosz Kramek, który swego czasu zamieszczał instrukcje dotyczące destabilizacji sytuacji w Polsce na wzór ukraińskiego Majdanu, to wszystko ma wymiar spektakularny, ale, jak sądzę, również nie są przypadkowe. Odbywają się bowiem w momencie wzmożonej aktywności państwa polskiego w zakresie polityki zagranicznej, jak chociażby inicjatywa Trójmorza, gdzie zresztą Niemcy aspirują do tego grona w charakterze obserwatora. Intencje są oczywiste – próba sparaliżowania tych działań krajów Europy Środkowej i Wschodniej oraz osłabienie sojuszu polsko-amerykańskiego. Można tylko wyrazić zdumienie, że ta próba włączenia się Niemiec zyskała – w pierwszej fazie – poparcie ministra Krzysztofa Szczerskiego. Ponadto te ataki odbywają się w momencie wizyty prezydenta Dudy w Białym Domu, a teraz na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz w chwili rozpoczynających się rozmów na temat stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. To wszystko nie jest dobrze widziane przez Niemców, stąd te wszystkie próby osłabienia Polski.
Podczas gdy w UE są ataki na Polskę, prezydent USA kolejny raz chwali Polskę na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ.
– Sądzę, że trzeba przyjąć z satysfakcją przemówienie prezydenta Trumpa przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że są to tylko słowa, ale to słowa połączone z czynami tworzą rzeczywistość. Dlatego z punktu widzenia kształtowania wizerunku Polski w świecie są to słowa ważne. Prezydent Trump dwukrotnie odnosił się do Polski. Po raz pierwszy, kiedy wymieniał państwa, które odrzucają globalizację – również w rozumieniu ideologicznym, gdzie podkreślił, iż takie kraje dynamicznie się rozwijają. I po raz drugi, kiedy mówił, że Polska jest krajem, który budując gazociąg Baltic Pipe, uniezależnia się od dostaw rosyjskiego gazu. W tym kontekście niejako skarcił Niemcy za uzależnianie się od Rosji i, jak stwierdził, Berlin ma ostatnią szansę, aby się z tego projektu wycofać, zanim będzie za późno. Jednak wydaje się, że kwestia budowy Nord Stream 2 jest już przesądzona, ale działania alternatywne, jakie podejmuje Polska, są ważne i dlatego znalazły swoje odniesienie w przemówieniu amerykańskiego prezydenta.
Trump powiedział, że Stany Zjednoczone udzielą pomocy tylko swoim przyjaciołom…
– To również ważne stwierdzenie, które – znając prezydenta Trumpa i jego biznesowe podejście do polityki – zakładają też wywiązanie się z zobowiązań przekazywania na obronność 2 proc. PKB. To są słowa, ale w zakresie wizerunkowym bardzo znaczące. Myślę, że niezależnie od tego, jak te kwestie będą się kształtowały w przyszłości, już dziś można powiedzieć, że Donald Trump jest drugim prezydentem Stanów Zjednoczonych, po Woodrowie Wilsonie, który jest przyjazny Polsce. Woodrow Wilson wspierał Polskę w końcowej fazie I wojny światowej w zakresie odzyskania przez nas niepodległości także podczas konferencji wersalskiej. Myślę, że jeśli chodzi o przychylność wobec naszego kraju, podobnie zachowuje się prezydent Trump.
W tym wystąpieniu Trumpa nie było jednak bezpośredniego odniesienia do Rosji.
– W tym wystąpieniu może zabrakło Rosji, ale znalazły się Chiny, które – jak wiemy – są w tej chwili głównym państwem, z którym Stany Zjednoczone będą niewątpliwie rywalizowały na arenie międzynarodowej. W kontekście tych relacji amerykańsko-chińskich i wyzwania, jakie stoi przed Ameryką, trzeba patrzeć również na politykę Waszyngtonu wobec Moskwy. Dlatego jeśli chodzi o politykę Stanów Zjednoczonych wobec Rosji, to scenariusze są przynajmniej dwa. Z jednej strony próba ograniczania roli Moskwy – przede wszystkim w zakresie zbliżenia niemiecko-rosyjskiego, bo to w jakiś sposób godzi w strategiczne plany Stanów Zjednoczonych, jeśli chodzi o Europę Środkową. Zresztą te amerykańskie plany są także zbieżne z naszymi. Nie można też wykluczyć, że Stany Zjednoczone będą chciały widzieć Rosję po – nazwijmy to – swojej stronie w roli przynajmniej sprzymierzeńca w relacjach z Chinami. Pytanie tylko, jaką cenę Amerykanie są w stanie zapłacić Rosji za tę współpracę.
I co to może oznaczać dla Polski?
– Oczywiście też trzeba brać pod uwagę, że może to być działanie dla Polski niekorzystne, ale z drugiej strony te poprawne relacje rosyjsko-amerykańskie, które mogłyby mieć miejsce – przecież rozmawiamy tylko o pewnej perspektywie, w kontekście wspomnianej rywalizacji z Chinami, wcale to nie musi oznaczać wzrostu zagrożenia dla Polski ze strony Rosji. Dlatego że współpraca Moskwy z Waszyngtonem odciągnęłaby Rosję od współpracy z Niemcami, bo właśnie sojusz Berlina z Moskwą jest – w mojej ocenie – najbardziej niebezpieczny dla Polski. Zresztą tak było zawsze w historii, gdzie współpraca niemiecko-rosyjska kończyła się dla nas źle. W tej sytuacji parasol amerykański nad Rosją, który być może powstałby w przyszłości, co wiązałoby się także z zaspokojeniem pewnych interesów rosyjskich, wcale nie musi oznaczać pogorszenia relacji polsko-amerykańskich czy też zmniejszenia zaangażowania Stanów Zjednoczonych w obszar Europy Środkowej. Najważniejsze dla nas jest to, że Amerykanie nie prowadzą polityki izolacjonizmu, że prowadzą aktywną politykę w Europie Środkowej, gdzie my mamy ambicję i chcemy odgrywać wiodącą rolę. I od naszej aktywności w tej części Europy, od naszych umiejętności konsolidacji państw Europy Środkowej – przede wszystkim w dziedzinie współpracy gospodarczej, tworzenia infrastruktury, oczywiście też współpracy politycznej – będzie zależało także nasze bezpieczeństwo.
Są też głosy, że przemówienie Trumpa na forum ONZ było za ostre i mało dyplomatyczne. Ale może do zachodnich elit trzeba właśnie mówić tak jak Trump?
– Oczywiście, prezydent Stanów Zjednoczonych – największego światowego mocarstwa – rozmawia z elitami europejskimi bez kompleksów. Myślę jednak, że jest to dobry przykład dla innych państw. Zresztą Węgry taką politykę prowadzenia dyplomacji bez kompleksów stosują, natomiast Polsce brakuje jeszcze tego zdecydowania. I tak, bez kompleksów, w sposób zdecydowany należy rozmawiać z innymi. Jeśli zaś chodzi o Donalda Trumpa, to taki właśnie ma styl. Widać to było chociażby na początku wystąpienia, kiedy mówił o wielkich osiągnięciach Stanów Zjednoczonych pod jego administracją. Co więcej, określił, że żadna poprzednia administracja w Białym Domu nie miała tak znaczących sukcesów. Oczywiście zdawał też sobie sprawę, jak to stwierdzenie zostanie przyjęte, ale co by nie powiedzieć, była to pewna intelektualna prowokacja ze strony Trumpa w jego stylu. Zresztą jest to styl uprawiania polityki bardzo otwarty, szczery. Warto przy okazji podkreślić, że wszystkie wypowiedzi prezydenta Trumpa są przemyślane, to nie są tylko wystąpienia spontaniczne – czy jak to niektórzy określają – nawet słowne lapsusy, ale te słowa mają swój ciężar gatunkowy.
A co z amerykańskimi sankcjami wobec firm zachodnich, które uczestniczą w budowie Nord Stream 2?
– Niestety, wcześniejsze zapowiedzi Trumpa co do amerykańskich sankcji dla firm zachodnich uczestniczących w budowie Nord Stream 2 nie zostały podtrzymane. Wydaje się, że Stany Zjednoczone jednak pogodziły się z tym, że budowa tego gazociągu i współpraca niemiecko-rosyjska w tym zakresie będzie postępowała – niestety.

