logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Rosjanie mają coś do ukrycia

Poniedziałek, 15 października 2018 (12:04)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy wezwało Rosję do zwrotu wraku tupolewa. Dlaczego musieliśmy czekać na to ponad osiem lat?

– Trwało to tak długo, bo nie było woli politycznej wśród rządzących Polską w czasie katastrofy smoleńskiej i bezpośrednio po niej. W szczególności takiej woli politycznej nie przejawiał rząd Donalda Tuska, który zrobił wszystko, żeby Polska nie miała dostępu do wraku Tu-154M oraz do oryginałów czarnych skrzynek. Rząd Donalda Tuska w tamtym momencie współpracował z Rosją, ale w interesie nie Polski, lecz Rosji, bo jak nazwać inaczej decyzję o przekazaniu śledztwa stronie rosyjskiej?

Pamiętamy też późniejsze przybijanie „żółwików” przez Donalda Tuska z Putinem, a dzisiaj widzimy ogromną przewrotność i wielkie kłamstwo, kiedy to przedstawiciele Platformy zarzucają Prawu i Sprawiedliwości, że prowadzi Polskę w stronę Putina i Moskwy. Przecież to oni bratali się z Putinem, to na Kremlu pisali o Donaldzie Tusku, że to jest ich człowiek w Warszawie. Proszę zwrócić uwagę, jak obłudnie można wszystko wywrócić do góry nogami i jeszcze innym zarzucać kłamstwo. Widać, że przełamywane są wszystkie bariery przez naszych przeciwników politycznych, bariery nie tylko uczciwości, ale zwykłej przyzwoitości.

To wszystko dla nich nie ma żadnego znaczenia. Zrobili wszystko, żeby Rosja – państwo wrogo do nas nastawione – przejęła wszystkie dowody, przejęła śledztwo. Kiedy jako partia opozycyjna domagaliśmy się w Sejmie uchwały, to Platforma wraz z PSL głosowały przeciwko temu, aby polski parlament nie upominał się o to, co jest słuszne, od Rosjan. Dzisiaj widzimy, że inni na świecie również dostrzegają nasze prawo, aby wejść w posiadanie naszej własności, a tym samym kluczowych dowodów rzeczowych w sprawie katastrofy smoleńskiej.  

Jak odebrał Pan fakt, że wszystkie 46 państw było za, ale w głosowaniu nie wzięli udziału posłowie Platformy?

– Należy to jednoznacznie odczytywać – politycy Platformy kontynuują swoją politykę, politykę współpracy z Rosją w tym zakresie. Chodzi o czynienie wszystkiego, aby pamięć po tych, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku, została bezpowrotnie wymazana i jednocześnie żeby państwo polskie nie miało możliwości przeprowadzenia śledztwa w tej sprawie, ażeby pozbawić nasze państwo własnej należności i pozbawić Polskę odzyskania dowodów w tak ważnym – nie waham się powiedzieć: najważniejszym – śledztwie w dziejach Polski.

Gdyby nie decyzja Tuska o oddaniu śledztwa w ręce Rosji, główne dowody w śledztwie byłyby w Polsce?

– Przede wszystkim nie zastosowano by konwencji chicagowskiej. To był wielki błąd i to zostało również potwierdzone w rezolucji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Polska była związana z umową polsko-rosyjską z 1993 roku dotyczącą katastrof lotniczych i gdyby Donald Tusk przestrzegał tej umowy między Polską a Rosją, to mielibyśmy na równi dostęp do dowodów i na równi z Rosjanami prowadzilibyśmy śledztwo. Prowadzilibyśmy własne śledztwo z dostępem do wszystkich dowodów rzeczowych. Natomiast Donald Tusk zgodził się na zastosowanie konwencji chicagowskiej i teraz Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy potwierdziło, że to był błąd.

Jednocześnie zostało podkreślone, że nawet wspomniana konwencja chicagowska przyjęta przez stronę polską i rosyjską nie jest przestrzegana. Okazuje się bowiem, że zgodnie z tą konwencją dowody rzeczowe też powinny zostać Polsce zwrócone, i to w stanie umożliwiającym badanie. Stosownie do rozporządzeń konwencji chicagowskiej strona rosyjska była zobowiązana do takiego przechowywania dowodów rzeczowych, ażeby wszelkie istotne ślady zostały zachowane.

Czy za rezolucją Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy nie powinny pójść sankcje właśnie za Smoleńsk?

– To, że Rosję trzeba dociskać, jest pewne, ale widzimy, że takie państwa jak Niemcy czy Francja ściśle współpracują z Moskwą, a tym samym pokazują, jakie znaczenie dla nich ma solidarność Unii Europejskiej. O tej solidarności nieraz mówi się w odniesieniu do Polski, ale Polska w tym zakresie się wywiązuje z poczucia i obowiązku prawnego dotyczącego solidarnego współdziałania z państwami członkowskimi Unii Europejskiej. Tymczasem, jak się okazuje, najsilniejsi gracze we wspólnocie, Francja i Niemcy, niekoniecznie tych wartości solidarności europejskiej przestrzegają. Ważne jest również to, że w rezolucji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy wyznacza się Rosji okres maksymalnie roku co do realizacji stawianych tam żądań.

Jest to pewnego rodzaju presja na stronę rosyjską, jednocześnie stwierdza się, że dotychczasowe zachowania Rosjan wskazują na to jakby mieli coś do ukrycia. To są bardzo ważne sformułowania, jakie zostały zawarte w tym dokumencie. Gdyby Rosjanie nie poczuwali się do żadnej winy, to sami zabiegaliby o to, żeby zaraz na miejscu katastrofy w Smoleńsku pojawili się międzynarodowi eksperci. Byłoby to wskazanie, że Rosja nie ma nic do ukrycia i nie chce być posądzana, co więcej, zabiega o to, żeby pojawili się tu najwybitniejsi eksperci od katastrof lotniczych i wyjaśnili wszystkie szczegóły. Jednak Rosjanie zachowali się zgoła odmiennie i myślę, że to dotarło również do sygnatariuszy rezolucji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, stąd taki, a nie inny zapis.     

Idąc tym tokiem rozumowania – do czego zdolna jest Rosja? Czy także do tego, żeby posunąć się do zgładzenia niewygodnego dla siebie przywódcy innego państwa?

– Rosjanie wielokrotnie już pokazali, na co ich stać, że nie mają żadnych skrupułów, aby usuwać niewygodnych dla siebie ludzi. W szczególności widzimy, że służby rosyjskie ludzi dla nich niewygodnych są w stanie dopaść nawet z dala od terytorium Rosji. Weźmy chociażby próbę otrucia Siergieja Skripala, otrucie Litwinienki, mord prezydenta Pakistanu, który zginął w niejasnych okolicznościach, wreszcie mordy ludzi na Ukrainie – to wszystko są ich metody. Niektórym nie mieściła się w głowie agresja Rosji na Krymie, agresja na wschodzie Ukrainy, a więc można rzec, że jest to pewna rosyjska tradycja, która zakłada przemoc, bezwzględność.

My, Polacy, dobrze znamy to z historii, pamiętamy, do czego zdolni są Rosjanie, jakże naiwni byli niektórzy w Europie, którzy Polaków źle odbierali, uważając, że my mamy nieuzasadnioną nieufność względem Rosji. Ta nieufność była jednak budowana przez dziesięciolecia, a Rosjanie wielokrotnie dowiedli, że z nimi układać się nie można, że dla nich słowo niewiele znaczy, że potrafią uczynić wiele, ażeby zaprzeczyć podstawowym wartościom. Myślę, że to, jaka jest Rosja, zaczyna powoli docierać do niektórych państw europejskich, że Rosja nie zasługuje na zaufanie, wręcz przeciwnie – staje się coraz bardziej niebezpieczna i groźna dla europejskiego, a tym samym również dla światowego porządku.

Czy rezolucja Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy może mieć wpływ na nasze dalsze relacje z Moskwą?

– Przede wszystkim ważne jest to, że nasz punkt widzenia na sprawę katastrofy smoleńskiej, gdzie zginął urzędujący prezydent Rzeczypospolitej oraz 95 najważniejszych osób w państwie, że nasz punkt widzenia został podzielony przez kilkadziesiąt państw europejskich. To jest ważne, bo pokazuje, że to nie jest tylko obsesja Polaków, ale uzasadnione żądanie. Prawo międzynarodowe rzeczywiście dysponuje stosunkowo słabymi sankcjami, ale takie sankcje istnieją w prawie międzynarodowym. Szczególnie skuteczne są te sankcje, które nakładają Stany Zjednoczone – sankcje o charakterze gospodarczym. Również możliwość wykluczenia Rosji z członkostwa w niektórych organizacjach międzynarodowych, a tym samym obniżenie rangi Rosji na arenie międzynarodowej, może być dotkliwa dla Kremla.

Czy presja międzynarodowa może zmusić Rosję do zwrotu polskiej własności, czy Kreml może dalej grać wrakiem tupolewa, co robi skutecznie do tej pory?

– Jak wspomniałem, sankcje o charakterze międzynarodowym nie są na tyle silne, aby mogły wymóc na Kremlu określone, oczekiwane zachowania w pełni skutecznie. Dlatego jakimś huraoptymistą nie jestem. Niemniej jeśli Rosjanie nie zastosują się do rezolucji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, to niewątpliwie ich wizerunek w świecie znacznie ucierpi, a to wiąże się z kolejnymi bardzo bolesnymi w skutkach konsekwencjami.                

 Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 15 października 2018 (12:04)

NaszDziennik.pl