logo
logo

Zdjęcie: Andrzej Byszuk/ Nasz Dziennik

„Absurdalny” patriotyzm?

Środa, 17 października 2018 (12:32)

Aktualizacja: Środa, 17 października 2018 (15:05)

Dyskusje na temat patriotyzmu gospodarczego wzbudzają wśród polskich ekonomistów duże emocje. Najpopularniejsi, najbardziej utytułowani analitycy gospodarczy wciąż starają się przekonywać Polaków, że „kapitał nie ma narodowości”.

Na szczęście nie są to jedyni reprezentanci ekonomicznego środowiska. Kwestie patriotyzmu gospodarczego już od kilkunastu miesięcy są szczegółowo przedstawiane przez prof. Eryka Łona podczas wykładów odbywających się na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Temat ten poruszany jest też regularnie na łamach „Naszego Dziennika”. Ekonomiczni kosmopolici reagują na to z nieukrywaną irytacją. Argumenty prof. Łona wskazujące na potrzebę popularyzowania patriotyzmu gospodarczego zarówno wśród polskich przedsiębiorców, jak i wśród wszystkich Polaków nie spodobały się także byłemu wicepremierowi i ministrowi finansów prof. Leszkowi Balcerowiczowi.

W jednym z wywiadów były wicepremier orzekł, że „trzeba być idiotą lub człowiekiem otumanionym, żeby w slogany tego typu wierzyć i je propagować”, bo „patriotyzm gospodarczy” to według niego hasło absurdalne i nacjonalistyczne. „Niedługo mycie nóg też będzie przejawem patriotyzmu” – dodał sarkastycznie prof. Balcerowicz.
Nawet słynnym ekonomistom emocje najwyraźniej nie pozwalają na racjonalną analizę problemów gospodarczych. Na spokojnie na pewno każdy z ekonomicznych ekspertów przyznałby, że decyzje podejmowane przez konsumentów mają realny wpływ zarówno na rozwój konkretnych firm, jak i na wysokość podatków wpływających do budżetu państwa. Jedne z firm działających na naszym rynku płacą podatek dochodowy w Polsce, a inne za granicą. Wiedzą o tym nie tylko utytułowani ekonomiści!

Nawet zakupy związane z wyśmiewanym przez prof. Balcerowicza myciem nóg to okazja do podjęcia świadomej decyzji: kupuję artykuły polskich producentów czy wolę wspierać przedsiębiorców (i budżety państw!) z Niemiec, Francji, Holandii lub Włoch?

Lekceważeniem kwestii patriotyzmu gospodarczego wykazał się niedawno jeden ze znanych polityków, który publicznie protestował przeciwko planom budowy dużego lotniska w Polsce. Po co nam takie lotnisko, skoro możemy korzystać z podobnego obiektu w Berlinie? Na zachodzie Europy wciąż są większe lotniska, szersze autostrady czy lepiej płatne miejsca pracy. Ekonomiści z reguły jednak zdają sobie sprawę z tego, że aby zmniejszać różnice cywilizacyjne, musimy stawiać na rozwój przedsiębiorczości w naszym kraju. Jeśli Polacy nie będą kierowali się zasadami patriotyzmu gospodarczego, to trudno będzie tego wymagać także od przedsiębiorców, ekonomistów, a może i od polityków. A ci ostatni podejmują decyzje znacznie poważniejsze niż wybór krajowego lub zagranicznego mydła i kosmetyków.

Przed laty jedną z takich ważnych decyzji było wprowadzenie – przez rząd, w którym finansami kierował Leszek Balcerowicz – tak zwanego sztywnego kursu dolara w 1990 r. Sztywny kurs wraz z wewnętrzną wymienialnością złotówki doprowadził do drenażu polskiego systemu finansowego. Zagraniczni „inwestorzy” przez kilkanaście miesięcy mogli wykorzystywać różnicę między oprocentowaniem wkładów bankowych dolara i złotówki. Ile miliardów dolarów w efekcie tamtych decyzji wywiozły z Polski (legalnie!) zachodnie korporacje? Spory w tej sprawie trwają do dziś.
Kierowanie się patriotyzmem gospodarczym, zarówno przez decydentów, jak i przez wszystkich Polaków, to nie abstrakcja czy absurd. To konieczność i wymierne korzyści dla Polski. 

 

Katarzyna Tomczyk

Autorka jest przedsiębiorcą, absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu na kierunku planowanie i finansowanie gospodarki narodowej.

Nasz Dziennik