W czasie pogrzebu ks. Jerzego był Pan jedną z osób, która wygłosiła nad jego grobem przemówienie.
– Nie nazwałbym tego przemówieniem, po prostu w imieniu hutników pożegnałem naszego przyjaciela.
Jak się ta przyjaźń zaczęła?
– To było w niedzielę, 31 sierpnia 1980 roku, w czasie trwania strajku solidarnościowego w Hucie Warszawa. Rano zgłosili się robotnicy Jan Marczak, Jacek Lipiński i inni z propozycją odprawienia w hucie Mszy św. w naszej intencji. Zgodę wydał Seweryn Jaworski, który był przewodniczącym komitetu strajkowego w hucie. Trzeba było jeszcze znaleźć księdza, który by tę Mszę św. odprawił. Sprawa oparła się o samego Prymasa Stefana Wyszyńskiego, gdyż księża z czterech parafii obsługujących 130 tys. mieszkańców Bielan odmówili, ponieważ odprawiali Msze św. w swoich kościołach. Kardynał Wyszyński polecił swojemu sekretarzowi ks. prałatowi Bronisławowi Piaseckiemu, by skierował kogoś do huty, a ten zwrócił się z tym problemem do swojego przyjaciela ks. Tadeusza Boguckiego, proboszcza w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Na założoną propozycję na ochotnika zgłosił się ks. Jerzy Popiełuszko, który od kilku miesięcy był rezydentem w tejże parafii.
Ksiądz odprawiający Mszę św. w Hucie Warszawa to było wydarzenie w tych czasach bez precedensu?
– Trzeba przyznać, że wcześniej żadnego księdza w hucie, która od lat 50. była budowana jako bastion partii, nie było. A tej niedzieli zjawiło się ich aż trzech, gdyż oprócz ks. Jerzego, przyszli jeszcze na polecenie ks. Witolda Jankowskiego, proboszcza pobliskiej parafii św. Marii Magdaleny, jeszcze dwaj księża – ks. Stanisław Ciąpała i ks. Lucjan Kołodziej.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

