logo
logo

Edukacja

zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Gender w szkołach

Czwartek, 25 października 2018 (04:00)

Homoaktywiści twierdzą, że jutro w 211 polskich szkołach odbędzie się „tęczowy piątek”.

 

Mają to być lekcje, których głównym tematem jest „akceptacja i otwartość na uczniów i uczennice LGBTQI”. Inicjator akcji to Kampania Przeciw Homofobii.

Jaki wpływ na dziecko może mieć taka całodzienna indoktrynacja i zaśmiecanie wyobraźni? – Kilka lat temu zgłosił się do mnie po lekcjach jedenastoletni uczeń – relacjonuje ks. Sławomir Kostrzewa. – Powiedział, że na godzinie wychowawczej pojawiły się osoby, które omawiały kwestię mniejszości seksualnych. Nie tylko omawiały, ale pokazywały dzieciom zdjęcia par homoseksualnych, całujących się i dotykających w miejsca intymne. Dzieci zupełnie nie były przygotowane na tego rodzaju obrazy. Ów chłopiec mówił, że przeżywa wielkie niepokoje w związku z tą lekcją. Widać było po nim, że zostało w nim zburzone coś bardzo delikatnego. Dotknięta została sfera, którą kształtować mogą tylko rodzice – zauważa duszpasterz w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Co możemy zrobić, by uchronić dzieci? – Proponuję, żeby rodzice jak najszybciej zasięgnęli informacji u dyrektorów szkół, do których uczęszczają ich dzieci, czy w tej konkretnej szkole planowane są takie zajęcia. I jeśli dowiedzą się, że tak – żeby w tym dniu nie posyłać dzieci do szkoły. Ale także zalecam, aby rodzice wyrazili swój sprzeciw wobec tego rodzaju praktyk – mówi ks. Kostrzewa. Podobne rozwiązanie doraźne zaleca Marek Grabowski z Fundacji Mamy i Taty. – Uważam, że demoralizacja, która może tam mieć miejsce, będzie o wiele bardziej szkodliwa niż jeden dzień absencji – ocenia. Zwraca też uwagę na szersze znaczenie takiego gestu. – Gdyby tego dnia odbył się masowy bojkot zajęć szkolnych, mogłoby to pokazać samorządom i władzy, że rodzice nie zgadzają się na tego typu wydarzenia – zauważa.

Co robić na dłuższą metę? – Przede wszystkim rodzice muszą być aktywni w radach szkoły. Mogą blokować tego typu wydarzenia – nie jest tak, że one muszą się odbywać – wskazuje.

Czy możemy liczyć na rząd?

Tymczasem „tęczowy piątek” ma odbyć się już po raz trzeci. – Jako organizacja prorodzinna, mająca ponad 80 tys. sympatyków, mamy poczucie, że w ciągu ostatnich lat presja ideologiczna nowej lewicy nie została bynajmniej powstrzymana przez rząd Zjednoczonej Prawicy – ubolewa Marek Grabowski.

Organizacje, których działania są sprzeczne z wartościami rodzinnymi i chrześcijańskimi, nie powinny być dotowane z pieniędzy publicznych. – Agresywną edukację seksualną organizuje się w różnych miejscach, nawet pod pretekstem zajęć plastycznych. I mamy wrażenie, że państwo niedostatecznie temu przeciwdziała – alarmuje przedstawiciel Fundacji Mamy i Taty.

Ksiądz Sławomir Kostrzewa również wskazuje na konieczność zdecydowanej reakcji. – Nigdy nie możemy dawać przyzwolenia na to, by treści dotyczące ludzkiej seksualności, szczególnie kiedy mówimy o dewiacjach, były prezentowane przez inne osoby niż rodzice. Jeśli rodzice na to pozwolą – to już ich decyzja. Jednak obawiam się, że większość rodziców w przypadku tych szkół nawet nie wie, kto będzie mówił do ich dzieci i jakie treści będzie przekazywał. I to jest złamanie Konstytucji, bo jeden z jej punktów mówi, iż rodzice mają prawo oczekiwać, że dziecko w szkole będzie kształtowane w sposób zgodny z ich światopoglądem – zauważa.

I dodaje, że warto pytać MEN, dlaczego takie sytuacje mają miejsce, i co robi, żeby im przeciwdziałać. – Bo wielu rodziców zaczyna postrzegać szkołę jako przestrzeń niebezpieczną dla własnych dzieci – podkreśla ks. Sławomir Kostrzewa.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Ewa M. Małecka

Nasz Dziennik