logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Nie pozwólmy deprawować dzieci

Sobota, 27 października 2018 (22:23)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak to możliwe, Panie Profesorze, że w Polsce – kraju katolickim, z tradycjami, w polskich szkołach dopuszcza się do organizacji tzw. tęczowego piątku?

– Jeszcze kilka lat temu organizowanie tego typu akcji w Polsce byłoby niemożliwe, byłoby nie do pomyślenia. Wówczas wydawało się nam, że ideologia gender czy LGBT, które krążyły gdzieś na Zachodzie, są tak absurdalne, że w naszym racjonalnie patrzącym na rzeczywistość i mocno chrześcijańskim kraju coś takiego jest niemożliwe do zaakceptowania. Jednak przykład irlandzki pokazał, czym się kończy bierność, brak aktywności katolików w sytuacji potężnego zagrożenia ideologicznego, że to jest rzeczywistość, która może zawładnąć społeczeństwem poprzez pewne procesy manipulacyjne. Wydaje się, że szkoła jest bardzo delikatną przestrzenią, której powinniśmy bronić od ideologii związanej z rewolucją seksualną. Nie możemy pozwolić, żeby tzw. tęczowe piątki zadomowiły się w polskich szkołach.

Skąd bierze się presja ideologizowania także szkół?

– Presja pochodzi z zewnątrz, również finanse są zewnętrzne, także zewnętrzne jest wszelkiego rodzaju inne wsparcie dla tego typu działań. Proszę zwrócić uwagę, że środowiska szerzące tego typu ideologie ani nie cierpią na brak funduszy na promowanie swojej ideologii, ani nie mają problemów z logistyką przy okazji tego typu działań, co więcej, mają też zaplecze medialne, które zapewnia im TVN czy „Gazeta Wyborcza” i pokrewne ośrodki medialne. Oni walczą o polską duszę, w pierwszym rządzie toczą bój o dusze dzieci i młodzieży.

Węgry i premier Victor Orbán jakoś sobie z tym problemem radzi, wydał zakaz propagowania gender. Dlaczego w Polsce środowiska LGBT panoszą się coraz bardziej?

– Premier Orbán podjął zdecydowane i skuteczne działania i dlatego na Węgrzech studia na temat płci (gender studies) zostały wykreślone z rejestru kierunków studiów, a wszelka pomoc państwa dla tego typu kształcenia została zakazana. Jeśli zaś chodzi o Stany Zjednoczone, to prezydent Donald Trump ma dużo większy problem niż my, bo tam skala tej ideologii jest ogromna. Ktoś, kto był w Stanach Zjednoczonych, mógł zobaczyć tęczowe flagi wiszące na różnych urzędach, m.in. samorządowych. Natomiast my musimy się obudzić, żeby nie było za późno, żeby się nie okazało, że Polak mądry po szkodzie. Niektórzy mówią, że jeszcze nie czas działać, bo skala problemu jest jeszcze niewielka, może więc przemilczeć, może lepiej nie nagłaśniać i przeczekać, aż samo się uspokoi. Nic bardziej błędnego, to jest myślenie całkowicie błędne, irracjonalne. Nie ma na co czekać, bo ta ideologia, ta inwazja będzie się rozprzestrzeniać, bo jest plan na jej rozwój. W tej sytuacji milczenie czy bierność tylko rozzuchwala do jeszcze bardziej zdecydowanych działań deprawacyjnych. Proszę też pamiętać, że przy forsowaniu tych ideologii stosowane są techniki manipulacyjne, m.in. czułostkowość, wzbudzanie współczucia – oczywiście pod fałszywymi motywami. I to nie jest tak, że cała ta propaganda idzie prostą ścieżką łatwą do zdiagnozowania, i ci, którzy to rozumieją, a szczególnie duszpasterze, są odpowiedzialni, żeby na to zło wskazać, a nie milczeć. Nieustanne milczenie i odwoływanie się do myśli św. Jana Pawła II tylko przez pryzmat kremówek jest działaniem, które będzie na nas wszystkich ciążyć. Jest to potężna odpowiedzialność i jeszcze większe zaniedbanie, jeśli się nic z tym nie robi. Tego problemu nie można lekceważyć.

A co ze szkołą, która w założeniu ma wspierać rodziców w wychowaniu dzieci, tymczasem wczorajszy dzień pokazuje, że niekoniecznie i nie wszędzie?

– To jest kwestia odpowiedzialności trzypiętrowej. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z nauczycielami, którzy są też poddawani różnym procesom ideologizacji. Z drugiej strony odpowiedzialne za szkoły są samorządy i kuratoria, których ogromna większość na propozycje zorganizowania tzw. tęczowego piątku odpowiedziała „nie”! I tu trzeba im oddać sprawiedliwość. Reagowały kuratoria, reagowało też Ministerstwo Edukacji Narodowej, szkoła nie jest bowiem przestrzenią do eksperymentowania na naszych dzieciach. Dlatego powinni też reagować rodzice, powinni reagować katecheci, proboszczowie i wreszcie biskupi miejsca. Absolutnie uważam, że jest to konieczne.

Okazało się też, że część rodziców nie została powiadomiona o tym, że w szkole, do której uczęszczają ich dzieci, jest organizowany tzw. tęczowy piątek. 

– Tym bardziej trzeba wyciągać konsekwencje prawne i każde inne. Jeśli tak się nie stanie, jeśli prześpimy kolejną próbę znieczulania społeczeństwa, to w przyszłym roku ten proces deprawacji będzie organizowany na jeszcze większą skalę, za dwa lata jeszcze szerzej, a za kilka lat proces ten obejmie wszystkie polskie szkoły.

Skoro łamane jest prawo, to dlaczego nie reaguje państwo, gdzie jest granica tolerancji określonych zachowań?

– Tak jak powiedziałem, należy wyciągać konsekwencje wobec dyrektorów szkół odpowiedzialnych za to, co dzieje się w podległych im placówkach oświatowych. Te konsekwencje powinny zostać wyciągnięte bezwzględnie i do samego końca, bo tylko wtedy można zatrzymać tę falę. To, z czym mamy do czynienia, to eksperymentowanie na naszych dzieciach, co jest absolutnie niedopuszczalne.

Czy tzw. tęczowy piątek był wrzucony po to, żeby nas poróżnić, skłócić, mieliśmy do czynienia z prowokacją?

– Nie. Ta zwany tęczowy piątek został wrzucony w naszą przestrzeń publiczną po to, żeby nas zrewolucjonizować. Wszystko po to, żeby uderzyć w nasze dzieci, a w istocie doprowadzić do stopniowej rewolucji obyczajowej, czyli cywilizacyjnej, po to, żeby cały porządek społeczny wywrócić do góry nogami. Deprawatorzy wykorzystują kryzys wartości, co więcej, kryzys wiary, ale przede wszystkim wykorzystują kryzys rozumu. Oczywiście to wszystko idzie w parze, a tego typu ideologie, które nie trzymają się rzeczywistości, wykorzystują właśnie kryzys rozumu. Trzeba też powiedzieć jasno, że Kościół w wielu krajach przegrał wojnę o dusze własnych narodów, co więcej przegrał tę wojnę własną biernością. I jeśli ktoś tego nie dostrzega, to znaczy, że jest ślepy. Należy zatem wyjść ze swoich ciepłych domów i zacząć działać, póki jeszcze nie jest za późno. W Polsce jeszcze nie jest za późno, ale za parę lat możemy nie dać rady.

Czy to ludzie powinni wskazywać kierunek Kościołowi, a nie odwrotnie?  

– Oczywiście Kościół jest instytucją hierarchiczną, ale we współczesnej rzeczywistości często jest tak, że to świeccy są bardziej dynamiczni, dlatego mówi się nawet o epoce ludzi świeckich. I tę aktywność świeckich też trzeba umieć wykorzystać w sensie pozytywnym. Czasem duchowieństwo może nie dostrzegać pewnych spraw, które widzą wierni świeccy. Każdy powinien to brać i rozpatrywać we własnym sumieniu, każdy powinien zrobić wszystko, co tylko w jego mocy, aby nie dopuścić do deprawacji i szerzenia się w naszym życiu publicznym wrogich ideologii.

Niedawno w Lublinie odbyła się demoralizująca parada tzw. mniejszości seksualnych. Czy jesteśmy świadkami pochodu deprawacji, znieczulania polskiego społeczeństwa i sondowania, jak daleko można się jeszcze posunąć i na ile sobie pozwolić?

– Dokładnie. Z jednej strony jest to próba przyzwyczajania, oswajania, a z drugiej zastraszania wszystkich tych, którzy ośmielili się podnieść głos i przeciw tej fali zaprotestować. Przykładem jest homoterror wobec wojewody lubelskiego prof. Przemysława Czarnka, którego się pozywa do sądów, któremu się grozi wyrzuceniem z pracy – chodzi o to, żeby tych, którzy są liderami protestów przeciw deprawacji i demoralizacji spacyfikować i przestraszyć innych, którzy widzą zagrożenie, a całą resztę zmanipulować. Wachlarz technik manipulacyjnych, jakim posługują się deprawatorzy, aktywiści rewolucji seksualnej, jest bardzo bogaty, zresztą został przetestowany już wcześniej w wielu krajach i wszędzie się sprawdza. U nas jeszcze nie jest za późno, jeszcze może być inaczej.

Wracając jeszcze do akcji „tęczowy piątek”, skoro szkoły, środowiska odpowiedzialne za obronę wartości moralnych nie do końca spełniają swoją rolę, to może rodzice powinni się sami organizować przeciwko próbom deprawacji ich dzieci?

– Oczywiście – rodzice powinni brać sprawy we własne ręce, bo to dotyczy ich dzieci. Tylko problem w sensie masowych działań jest taki, że wielu rodziców jest zwyczajnie zapracowanych, wielu też nie ma udoskonalonych narzędzi poznawczych, którymi już na samym początku da się zdiagnozować zagrożenie. Wielu też nie wie, nie rozumie i w tym sensie ci, którzy rozumieją i dostrzegają odpowiednio wcześniej problem zagrożeń, powinni tych rodziców uświadamiać. I to, że mogą być ataki, nie powinno nas absolutnie zniechęcać. Powiedzmy sobie też uczciwie, że tę wojnę da się wygrać. Środowiska rewolucyjne – wrogie stoją na gruncie zupełnie irracjonalnych zasad i to da się w sposób racjonalny wykazać. Natomiast ja boję się Kościoła takiego, który w imię tzw. dialogu czy tolerancji gotów jest milczeć do końca. To jest najgorsza rzecz, to jest podejście, które nigdzie się nie sprawdziło. Wygrać wojnę z deprawatorami, ze środowiskami, które chcą nas oszukać i przekonać do swoich niecnych idei, oczywiście jesteśmy w stanie, bo sama rzeczywistość krzyczy, że oni nie mają racji i to jest oczywista oczywistość. Dlatego musimy zdecydowanie stanąć po stronie prawdy, po stronie wartości. To jest nasze być albo nie być, to jest być albo nie być dla przyszłych pokoleń Polaków. Taka będzie Polska, jaką sami sobie stworzymy, o jaką sami zadbamy – Polska wierna zasadom, wierna tradycji, wierna wartościom. Nie możemy pozwolić, żeby deprawatorzy i idące im w sukurs środowiska lewacko-liberalne spowodowały, że neomarksistowska rewolucja seksualna, że tzw. tęczowe piątki zadomowią się na stałe w polskich szkołach. Nie pozwólmy, żeby ta wroga ideologia, która zdominowała zachodnioeuropejską przestrzeń publiczną, zadomowiła się w Polsce. Wspólnie, razem, możemy to zrobić, do tego potrzebny jest jednak powszechny sprzeciw.

Dziękuję za rozmowę.

   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl