Przed nami główne obchody 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Im bliżej, tym o jedność chyba trudniej. Czy mimo wszystko stać nas na ponadpartyjne porozumienie?
– 11 listopada stał się jednym z najważniejszych dni dla nas, Polaków. Jest w sposób niekwestionowany dniem świątecznym. Dla ludzi, którzy myślą w kategoriach niepodległościowych – niezależnie od poglądów, czy to będzie nawiązanie do tradycji piłsudczykowskiej, narodowej czy innych nurtów – ten dzień jest sprawą najważniejszą. I tu – używając języka politologicznego – możemy mówić o pewnym konsensusie, że jest to dzień jedności Polaków również m.in. za sprawą Marszu Niepodległości.
Ale jeszcze kilkanaście lat temu 11 listopada nie był aż tak mocno zakorzeniony w świadomości Polaków…
– Owszem tak było w powszechnym odbiorze, natomiast za czasów PRL były środowiska antykomunistyczne, które organizowały w tym dniu obchody – mimo restrykcji. To pokazuje, że 11 listopada zawsze – w pewnych kręgach – funkcjonował. I mimo że po 1989 roku święto to zostało oficjalnie przywrócone, to jednak w powszechnej świadomości jako święto narodowe Polaków 11 listopada nie funkcjonował. I dopiero m.in. dzięki Marszowi Niepodległości, również dzięki innym inicjatywom stał się dniem dla nas ważnym. Natomiast co do form obchodzenia tego dnia, to moim zdaniem jest to sprawa drugorzędna. To, że nie wszyscy idą w Marszu Niepodległości organizowanym przez środowiska narodowe, też nie świadczy o jakimś podziale. Oczywiście źle się dzieje, że nie ma jednego wspólnego marszu. Do Warszawy w tym dniu zjeżdżają przecież ludzie z całej Polski, w różnym wieku, o różnych poglądach politycznych, ale niepodległościowych, narodowych, którzy kochają Ojczyznę i występują pod biało-czerwonymi flagami. I dla nich udział w takim marszu jest rzeczą bardzo ważną.
Prawo i Sprawiedliwość nie weźmie udziału w Marszu Niepodległości organizowanym 11 listopada przez narodowców. Jak Pan sądzi, dlaczego?
– Źle się stało, że największa partia polityczna – Prawo i Sprawiedliwość nie przyjęła zaproszenia do udziału w Marszu Niepodległości, w tym wspólnym święcie. Przecież – wcześniej – politycy tej formacji brali udział w tej wielkiej, narodowej manifestacji przywiązania do Ojczyzny i wartości narodowych. To, że w tym roku nie pójdą – sądzę, że jest to bardziej decyzja kierownictwa PiS, trochę niezrozumiała. Przeniesienie obchodów do Krakowa może wynikać ze względów wizerunkowych, z obawy, że próba organizacji przez PiS odrębnego pochodu mogłaby wypaść gorzej od Marszu Niepodległości. I to są jak się wydaje przyczyny, że PiS nie pójdzie 11 listopada w marszu w Warszawie. Obawiam się, że u podłoża może leżeć też pewna niechęć do szeroko rozumianego nurtu narodowego, co jest w ogóle niezrozumiałe zwłaszcza w kontekście wypowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego, że dla dobra Polski są skłonni w samorządach zawrzeć koalicje czy porozumienia – w zasadzie z wszystkimi, z którymi można to zrobić – nawet z SLD. U źródeł decyzji o nieuczestniczeniu PiS w Marszu Niepodległości jest też kwestia – niestety – ulegania propagandzie, którą uprawiają lewicowi, liberalni politycy Unii Europejskiej chcący przedstawić Polskę jako kraj, w którym znaczną rolę odgrywają siły skrajnie prawicowe, szowinistyczne czy wręcz neofaszystowskie, a wyrazem tego ma być właśnie Marsz Niepodległości. Kierownictwo PiS ulega zatem tej poprawności politycznej i stąd też taka, a nie inna decyzja.
Prezydent Andrzej Duda mimo zaproszenia też nie weźmie udziału w Marszu Niepodległości. Jest Pan tym faktem zaskoczony?
– Źle się stało, że głowy państwa w tym dniu nie będzie na Marszu Niepodległości. To dziwne, zważywszy, że ze strony Kancelarii Prezydenta RP pojawiały się gesty – powiedziałbym – przychylne wobec tej inicjatywy. Były listy od prezydenta czytane na Marszu Niepodległości – chociażby w ubiegłym roku. Oczywiście rozumiem, że prezydent ma rozliczne obowiązki w tym dniu, ale – jak sądzę – mógłby tak ułożyć swój kalendarz, żeby np. otworzyć Marsz Niepodległości i być w tym miejscu przynajmniej na początku, a przynajmniej skierować przesłanie do uczestników, którzy przybędą z całej Polski. Myślę, że to jest powinność prezydenta RP, aby przemówić do Polaków, do ludzi młodych. Nawet jeśli prezydent Duda ma jakieś oczekiwania od organizatorów, jak ten marsz – w jego rozumieniu – powinien wyglądać, to była to doskonała okazja, żeby jako głowa państwa takie przesłanie skierował. Myślę, że dla prezydenta byłaby to także okazja do przekazania – zwłaszcza młodemu pokoleniu Polaków – lekcji patriotyzmu, może nawet jakiejś edukacji patriotycznej. Stąd takie zaproszenie powinno zostać przyjęte. Marsz Niepodległości organizują ludzie młodzi i myślę, że choć za patriotyzm się nie dziękuje, bo to powinność i obowiązek, to za tę społeczną inicjatywę, za kultywowanie pamięci historycznej należą się im słowa uznania. Mimo różnych prowokacji – jak pamiętamy – czy prób rozbijania Marszu Niepodległości udało się go ocalić. Myślę, że taki gest obecności głowy państwa byłby także rzeczą ważną dla podbudowania autorytetu zarówno prezydenta RP i w ogóle państwa polskiego. Szkoda, że Andrzej Duda z tego nie skorzystał. Nie wiem, jakie są tego przyczyny, ale nie sądzę, żeby faktycznym powodem było to, że organizatorzy nie są w stanie zagwarantować oczekiwań, żeby marsz odbywał się tylko i wyłącznie pod biało-czerwonymi flagami. Może więc jakaś obawa, niechęć pojawiła się być może w otoczeniu prezydenta Dudy. Tyle tylko, że on sam jest suwerenem i powinien podejmować decyzje w takich sprawach.
Ale w Marszu Żywych w Auschwitz-Birkenau upamiętniającym ofiary Holokaustu prezydent Duda brał udział…
– Słusznie pan redaktor zauważył. W kontekście tego wydarzenia – Marszu Żywych w Auschwitz-Birkenau, kiedy prezydent Duda jest w stanie brać aktywny udział, a w Marszu Niepodległości – i to w 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości – niestety nie, to jest to zasmucające. To zaniechanie prezydenta wpisuje się także w różne inne, jeśli chodzi o kształtowanie polityki historycznej przez polskie władze, w tym również głowy państwa. Dotyczy to niestety daleko idących zaniechań odnośnie do relacji np. polsko-ukraińskich. Odmowa objęcia patronatem prezydenta RP społecznych obchodów 74. rocznicy Krwawej Niedzieli na Wołyniu, czyli ludobójstwa na ludności polskiej dokonanego przez OUN-UPA, mimo iż środowiska kresowe prosiły, apelowały o to, było czymś niedobrym. Jakby nie było, jest to obowiązek prezydenta, który reprezentuje państwo polskie. Kolejną kwestią są relacje polsko-żydowskie, gdzie również widać brak symetrii i jakiejś klarownej, jasnej linii postępowania. Mamy zatem politykę – delikatnie rzecz ujmując – mało zdecydowaną.
Panie Doktorze, czy Polska jeszcze nie jest gotowa na jeden wspólny marsz i czy może być lepsza okazja do wspólnego manifestowania jedności jak 100. rocznica odzyskania niepodległości?
– Uważam, że ta nadarzająca się okazja została już, niestety, stracona, zmarnowana. Lepszej okazji niż 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości i wspólny marsz już nie będzie. Oczywiście, jak wspominałem, udało się wiele, tzn. w wymiarze symbolicznym uznania 11 listopada Dniem Odzyskania Niepodległości. W przeszłości różne obozy proponowały różne daty, jednak 11 listopada był świętem, które przyjęło się w II Rzeczypospolitej, ale powiedziałbym, że jest nawet bardziej akceptowany teraz przez Polaków niż przed wojną. Przed II wojną światową oczywiście było to święto państwowe, jednak bardziej związane z kręgami piłsudczykowskimi, natomiast teraz stało się bardziej uniwersalne i gdyby taki wspólny Marsz Niepodległości zgromadził najwyższe władze państwa polskiego i wszystkie siły polityczne – mimo różnic i podziałów, to byłaby to rzecz bezsprzecznie wielka. Powiedzmy to sobie otwarcie, że przecież nic nie stało na przeszkodzie, aby wziąć udział w Marszu Niepodległości w Warszawie, a później czy wcześniej także we wspólnych uroczystościach państwowych. Nikt przecież nie chce ograniczać bądź sprowadzać uroczystości 11 listopada tylko do Marszu Niepodległości. Dlatego należało uszanować inicjatywę społeczną, inicjatywę oddolną. W Marszu Niepodległości wezmą udział nie tylko środowiska narodowe – organizatorzy, ale także różne grupy rekonstrukcyjne, i cała masa ludzi, różnych środowisk niezależnych, którzy są zaangażowani i nie szczędzą wysiłku, żeby marsz się odbył. Dlatego nie można tego marszu traktować w kategoriach partyjnych, twierdząc, że jest to marsz narodowców, marsz endecki, bo jest to marsz uniwersalny i tym bardziej nie można pozwolić, żeby cały wysiłek włożony w tę cenną inicjatywę został zaprzepaszczony.

