W Polsce wraz z ministrami gościła dziś kanclerz Angela Merkel. Jakie znaczenie mają tego typu spotkania, konsultacje polsko-niemieckie?
– To pokazuje, że mimo pewnych różnic wciąż potrafimy rozmawiać, że mimo różnicy zdań zbliżamy swoje stanowiska w kluczowych sprawach – zwłaszcza w sprawach gospodarczych. Dobrze, że jest wola współpracy zadeklarowana podczas dzisiejszej konferencji prasowej przez premiera Morawieckiego i kanclerz Merkel. Polska staje się ważnym członkiem Unii Europejskiej, jesteśmy liderem Grupy Wyszehradzkiej, ważnym partnerem także dla Niemiec, dlatego dobrosąsiedzkie, obustronne relacje są potrzebne. Jednak cały czas trzeba je wzmacniać i temu też – jak sądzę – będzie służyć dzisiejsza wizyta kanclerz Niemiec w Warszawie.
Kanclerz Merkel spotkała się także z liderem Platformy Grzegorzem Schetyną i szefem PSL Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Czemu miało służyć takie spotkanie?…
– Nie dziwiłbym się specjalnie temu, że kanclerz Angela Merkel spotyka się z przedstawicielami opozycji, tym bardziej że – jak zapowiedziano – odbyło się ono w ramach Europejskiej Partii Ludowej, do której należy Platforma i PSL oraz CDU, której na razie wciąż szefuje Angela Merkel. Ponadto kanclerz Niemiec przy okazji wizyty w Polsce pewnie chciała też poznać stanowisko opozycji w naszym kraju przed II turą wyborów samorządowych, wyborów, które już przyniosły jednoznaczne zwycięstwo obozowi Zjednoczonej Prawicy. Ten fakt z całą pewnością został zauważony w Niemczech, należy się zatem liczyć z tym, co wskazują wszelkie znaki na niebie i ziemi, że w kolejnej kadencji parlamentu – po przyszłorocznych wyborach to wciąż Zjednoczona Prawica będzie nadal rządzić w Polsce.
Komu kanclerz bardziej pomogła, przyjeżdżając do Polski w przeddzień II tury wyborów, czy polskiemu rządowi, czy opozycji, która liczy, że w niedzielę też coś ugra dla siebie?
– Uważam, że bardziej niż chaotyczne działania totalnej opozycji są oceniane pozytywne efekty sprawowania władzy przez polski rząd. To nie tzw. totalna opozycja, która coraz bardziej traci dystans, ale rząd Mateusza Morawieckiego jest partnerem dla Niemiec. Stąd jest oczywiste, że w istotnych sprawach dotyczących wzajemnych polsko-niemieckich relacji oraz sytuacji w Europie czy na świecie – kanclerz Merkel rozmawia z polskim rządem. Fakt, że niemiecki rząd przyjeżdża do Warszawy w ramach obustronnych konsultacji, to wybija z rąk totalnej opozycji argumenty o rzekomym izolowaniu Polski na arenie międzynarodowej, przeczy też retoryce, że nasze reformatorskie działania są negatywnie odbierane przez państwa unijne.
Wiele jest jednak spraw, które różnią Polskę i Niemcy…
– To prawda, ale wydaje się też, że z jednej strony ta wizyta jest pewnego rodzaju wyrazem uznania dla osiągnięć Polski, a z drugiej wciąż jest wiele spraw – jak pan redaktor zauważył – do omówienia. Istotnie w Unii Europejskiej nie może być tak, że jednym państwom wolno więcej – w tym wypadku myślę o Niemcach, którzy mogą dowolnie kształtować u siebie ustrój wymiaru sprawiedliwości, a ich Trybunał Konstytucyjny może się wypowiadać na temat unijnych traktatów czy na tematy na styku prawa krajowego i prawa unijnego, natomiast Polsce się tego prawa odmawia. Dlatego to dzisiejsze spotkanie rządów Polski i Niemiec było okazją, aby pokazać faktyczne założenia reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce, a kanclerz Merkel oraz ministrowie jej rządu mogli – tu na miejscu – przekonać się, że nie grozi nam żadna zapaść, jeśli chodzi o demokrację, że nie ma tu jakichkolwiek naruszeń Konstytucji RP czy praworządności.
Angela Merkel razem z Emmanuelem Macronem wcale nie kryje się z tym, że Unia Europejska jest już projektem wielu prędkości, a kraje bardziej rozwinięte nie mogą czekać, aż do współpracy przyłączy się wszystkie 27 państw…
– Takie są fakty, ale kanclerz Angela Merkel musi też zwrócić uwagę, że poparcie dla Emmanuela Macrona we Francji jest najniższe od czasu wyborów prezydenckich i oscyluje w granicach zaledwie ok. 25 proc. Również poparcie dla CDU, któremu Angela Merkel przewodzi, systematycznie spada, co jest efektem właśnie tej irracjonalnej polityki imigracyjnej i z góry narzucania rozwiązań zarówno w polityce wewnętrznej Niemiec, jak też w polityce europejskiej.
Jakie groźby niesie za sobą coraz bardziej nachalna próba dzielenia Unii Europejskiej na kraje Grupy Wyszehradzkiej i pozostałe państwa unijne?
– Działanie polegające na dzieleniu przez tzw. lokomotywy unijne państw Wspólnoty – zwłaszcza w obliczu wystąpienia Wielkiej Brytanii – może tylko spotęgować niechęć wyborców i doprowadzić do tego, że w Unii Europejskiej prym będą wiodły ugrupowania eurosceptyczne.
Czy kanclerz Merkel, która ma problemy u siebie w Niemczech i – jak Pan zauważył –słabnący we Francji prezydent Macron mają mandat do tego, aby dyktować warunki Europie?
– Pewne jest to, że Angela Merkel – pomimo iż traci dystans, że nie jest już tak skutecznym politykiem, jak to było przez kilkanaście ostatnich lat, to jednak wciąż pozostaje szefem najpotężniejszego państwa w Unii Europejskiej i to nie ulega wątpliwości. Stąd też mandat do prowadzenia konsultacji z różnymi państwami – tak jak te dzisiejsze między rządami Polski i Niemiec. Natomiast czy obecna kanclerz Niemiec posiada jeszcze mandat do narzucania innym krajom członkowskim pewnych rozwiązań – z pozycji lidera Unii Europejskiej – to co do tego miałbym duże wątpliwości.
Dziękuję za rozmowę.

