logo
logo

Obrona życia

zdjęcie

Zdjęcie: / -

Uchwała w marcu

Czwartek, 8 listopada 2018 (03:00)

Inicjatywa ogłoszenia Podkarpacia regionem pro-life spotyka się z dużym odzewem.

 

– Miałem dużo pozytywnych reakcji od różnych osób. Nawet z Włoch. Od Alberto Zelgera, pomysłodawcy wprowadzenia „strefy życia” w Weronie, także otrzymałem gratulacje ze słowami: „Dobra robota” – mówi „Naszemu Dziennikowi” Jacek Kotula, pomysłodawca inicjatywy i radny PiS.

Ale nie wszystkim podoba się pomysł samorządowców z Prawa i Sprawiedliwości, którzy chcą przyjąć specjalną uchwałę w sejmiku województwa i ogłosić Podkarpacie regionem pro-life.

Po artykule w „Naszym Dzienniku” z końca października pt. „Strefa życia”, w którym jako pierwsi przedstawiliśmy ten pomysł, reżyser znany m.in. ze swoich sympatii do Komitetu Obrony Demokracji wezwał w związku z tym do… bojkotu Podkarpacia. „Czytam, że Podkarpacie straszy, że zostanie ’strefą życia’, czyli wprowadzi całkowity zakaz aborcji, in vitro, zakaże mówienia o dżender, mniejszościach seksualnych i jakiejkolwiek edukacji seksualnej” – napisał Andrzej Saramonowicz. Jeżeli do tego dojdzie, to twórca zachęca, aby strefa – jak to określił – „wielkomiejskiego bezeceństwa i rozpusty” dokonała bojkotu firm pochodzących z Podkarpacia. Saramonowicz grozi, że przestanie jeździć na Podkarpacie na wakacje i przestanie kupować produkty pochodzące z tego regionu. Do tego samego zachęca innych.

Walczymy dalej

Podkarpaccy samorządowcy nie boją się gróźb Saramonowicza. – Takie wypowiedzi jeszcze bardziej mnie napędzają do działania. Jeśli to napotyka opory, to znaczy, że to jest dobra sprawa, tylko diabeł miesza. Pomysłu nie porzucimy – mówi Jacek Kotula. – Chcemy zrobić to z głową, dopasować do polskich warunków. Zamierzamy też wysłać do innych gmin taką prośbę od zarządu i marszałka województwa, żeby też spróbowali podjąć taką inicjatywę – dodaje.

Pomysł szybko dojrzewa. – Napisałem już do urzędu miasta w Weronie, ściągnąłem włoskie uchwały, zajmą się tym prawnicy i zabieramy się za tłumaczenie. Mam nadzieję, że w okolicach Dnia Świętości Życia, w marcu, będziemy uchwałę przegłosowywać – informuje radny PiS.

W jego ocenie, wypowiedzi Saramonowicza powinny wręcz przysłużyć się sprawie, a turystów na Podkarpacie zjedzie więcej. – To nam przecież przymnoży turystów i poparcia ludzi podobnie myślących, bo tych są miliony w Polsce. To właśnie sympatyków KOD jest garstka. Dla nas to w sumie reklama – podkreśla Kotula. Tym bardziej że z sieci napłynęło wiele ciepłych słów w związku z planowaną inicjatywą. „Brawo, jestem dumna z mojego Podkarpacia” – napisała pani Ewa. „Pytanie, dlaczego nie może być tak w całej Polsce?” – skomentował pan Paweł.

Bogdan Romaniuk, inny radny PiS, zaprasza reżysera na Podkarpacie. – Ten pan ma oczywiście prawo do wypowiadania się, ale mimo wszystko my go zachęcamy do przyjazdu do nas. Mamy dużo dobrych, regionalnych produktów. Są piękne Bieszczady, Roztocze. Jest co zwiedzać, mamy ciekawe zabytki. Zapraszamy, pomimo że w jakieś chwili słabości tak się wypowiedział – mówi.

Radny Romaniuk przypomina, że już wcześniej były kpiny z beneficjentów „Programu 500+” przez ludzi z tzw. świata kultury. Teraz przyszedł czas na obrażanie obrońców życia. – W tym miejscu warto przytoczyć przykład rodziny Ulmów, właśnie z Podkarpacia. Oni bronili życia w czasach, gdy groziła za to śmierć. Dziś opowiadanie się za życiem nie niesie takiego zagrożenia, ale jest mocna tendencja, by ośmieszać ludzi, którzy opowiadają się za życiem – dodaje nasz rozmówca.

Widzowie zapamiętają

Jak przypomina dr Hanna Karp, medioznawca z WSKSiM, ekspert KRRiT, apel reżysera to nie pierwsza taka wypowiedź przedstawiciela świata kultury. – Jest to w sumie zadziwiające, że w taki sposób ten „świat artystowski” wyobraża sobie Polaków, jest to wręcz nieprawdopodobne, że słyszymy tak kompromitujące autorów wypowiedzi. To jest kompromitacja człowieka, który aspiruje do roli autorytetu, chce reprezentować środowiska artystyczne, świat kultury. Myślę, że już stracił twarz. Widzowie z Podkarpacia z pewnością nie będą chcieli oglądać jego filmów, jeśli w ogóle byli zainteresowani jego twórczością – podkreśla.

– Pamiętać jednak należy, że te artystyczne pseudomanifesty to jest także czysta retoryka. Chodzi o to, żeby zaistnieć w mediach, zyskać poklask, aplauz w środowiskach, które taką negację rzeczywistości także wyrażają – dodaje nasza rozmówczyni.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Aneta Przysiężniuk-Parys

Nasz Dziennik