logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

My, Naród...

Czwartek, 8 listopada 2018 (16:05)

Naturalna i oczywista jest bezradność. Te najbliższe godziny, ten dzień 11 listopada jest tak bliski. A wraz z nim potrzeba tego wszystkiego, co rodzi się wraz z dźwiękiem „Polska”, „Ojczyzna”, „niepodległość”. Jak to jednak wyrazić? Jak wypowiedzieć to współczesne i osobiste „myśląc Ojczyzna”?

Świadomie i dobrowolnie pomijam tematykę podziałów, tego braku jednego kroku, jednego marszu w tym dniu. Dla wielu było oczywiste, że nie dojdzie do tego wspólnego Marszu Niepodległości. Dla wielu innych była wciąż nadzieja.

Myślę, że w tym dniu winniśmy przypomnieć sobie prawdę najprostszą. To nie instytucje i struktury zewnętrzne ani wewnętrzne tym bardziej przyniosły nam niepodległość. Oczywiście, były swoiste układy geopolityczne, był prezydent Wilson i jego przychylność. Ale to jeden z wektorów sukcesu. Nie jakiś pojedynczy geniusz i strateg stał się jedynym ojcem niepodległości. Było ich, jak powszechnie się podaje, co najmniej sześciu: Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Ignacy Jan Paderewski, Wincenty Witos, Wojciech Korfanty oraz Ignacy Daszyński. A przecież byli też „ojcowie duchowi” niepodległości: Adam Sapieha, Aleksander Makowski, Edmund Dalbor. Oczywiście, pośród tych nazwisk dominuje symbol nazwiska Marszałka. Ale inaczej by to wyglądało z pewnością, gdyby ks. abp Aleksander Kakowski nie przekazał Piłsudskiemu władzy w imieniu Rady Regencyjnej, gdyby Dmowski uparł się przy ruchu narodowym jako sile wiodącej politycznie.

Niepodległości nie zawdzięczamy potędze militarnej i zwycięstwu naszego oręża. Symbolem wiktorii tamtej epoki jest wydarzenie późniejsze – Bitwa Warszawska. W 1918 byli Polacy żołnierze, ale nie było polskiej armii.

Duchowo zawdzięczamy tę niepodległość Bogu, który trwał w polskich sercach. I trwała Jego Matka. Gdy nie było państwa, rządu i wojska – była w kościołach Ona – Królowa Polski.

Trwał Bóg i Jego Matka. W polskich sercach? Tak, ale bardziej realnie trzeba powiedzieć: w polskim Narodzie, rodzinie rodzin.

To sprawa poniekąd oczywista. Ale ważna do przypomnienia. Dziś spoglądamy na dzieje i zdarzenia przez pryzmat postaci, rzecz jasna głównie polityków. Stawiamy im pomniki, demitologizujemy, zrzucamy z pomników, burzymy, przywracamy... To dotyczyło zdarzeń sprzed 100 lat. To dotyczyło też zdarzeń z 1980 roku. Gdy narodziła się „Solidarność” – sukces zyskał wielu ojców. Ten najbardziej pierwotny i autentyczny – świat. Jan Paweł II ze swoją pielgrzymką z 1979 roku rzadko jest wspominany, nawet zdawkowo. Inni, przeciwnie. Próbują wejść na burzone pomniki niedawnej chwały. Spór ożywa.

Wielu dziś nie może strawić obecnej władzy, co jest dla nich tak oczywiste, że nawet nie znajdują jednego argumentu dla krytyki.

Więc trzeba nam wszystkim przypominać, że tak naprawdę – i w 1918, i w roku „Solidarności”, i w tamtym 1989 roku, i teraz, współcześnie – tym, który wolność odzyskiwał, byliśmy my, Naród...

Bądźmy z tego dumni.

ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

NaszDziennik.pl