logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Niech ten dzień nas połączy

Czwartek, 8 listopada 2018 (18:54)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy w Polsce mamy, mieliśmy, faszyzm, bo m.in. takich argumentów używali prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz i jej następca Rafał Trzaskowski przeciwko Marszowi Niepodległości? 

– W Polsce nie ma faszyzmu, nie ma zorganizowanych grup faszystowskich – zresztą nigdy ich w Polsce nie było. W II RP były marginalne ugrupowania, które miały w nazwie narodowosocjalistyczny, ale pozostawały one poza obozem narodowym, który był zresztą zróżnicowany. Tak czy inaczej w Polsce nie ma i nie było faszyzmu, nie ma zapotrzebowania na faszyzm, w polskim społeczeństwie nie ma zwolenników tej idei. Dlatego tego typu twierdzenia są zupełnie wydumanymi poglądami, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. Takie tezy są jednak świadomie konstruowane i wyrażane – jak w tym wypadku – przez Hannę Gronkiewicz-Waltz i Rafała Trzaskowskiego. Oczywiście, są to poglądy, które wychodzą naprzeciw oczekiwaniom środowisk lewackich, liberalnych, antychrześcijańskich w Europie.

Co ma Pan na myśli?

– Myślę tu chociażby o rezolucji Parlamentu Europejskiego, która nawołuje do zwalczania w przestrzeni publicznej faszyzmu, neofaszyzmu w krajach Unii Europejskiej, tymczasem w Polsce takiego zjawiska nie ma. Zresztą ta rezolucja myślę, że nie ukazała się przypadkowo, akurat w tym czasie, a zatem inicjatorom chodziło o stygmatyzowanie Polski przez przedstawianie takiego oto obrazu, że w Polsce jest faszyzm, a to w związku ze zbliżającą się rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości i Marszem Niepodległości. Zresztą w tradycji różnych ruchów lewicowych – także komunistycznych w przeszłości – było nazywanie wszystkiego, co odbiegało od linii agentury komunistycznej, począwszy od Komunistycznej Partii Polski przed wojną, faszyzmem – nawet socjaliści byli tym mianem określani.

Czemu ma służyć cała ta narracja – próba dzielenia Polaków, i to w przededniu tak wielkiego święta, kiedy wydawałoby się, że wszyscy powinniśmy być razem?

– Zakaz Marszu Niepodległości, a tym samym zakaz świętowania tak ważnej rocznicy, który wydała Hanna Gronkiewicz-Waltz, to pewne narzędzie w rękach środowisk lewicowo-liberalnych, aby uderzyć w polski patriotyzm, w polskość po prostu. Te środowiska – mam tu na myśli Platformę i siły polityczne z nią związane – to są środowiska kosmopolityczne, gdzie tego typu myślenie dominuje nad myśleniem polskim – patriotycznym. I stąd – myślę – taka reakcja. Trudno tu nie mieć skojarzeń z minioną epoką, kiedy mieliśmy internacjonalizm, a polski patriotyzm był sprowadzony do wymiarów, które były akceptowane przez rządzącą wówczas partię komunistyczną.

Nie był to zatem patriotyzm, a jego karykatura, miał to być zatem tzw. patriotyzm komunistyczny zawierający pewne aksjomaty, jak np. przyjaźń z ZSRS i odpowiednia interpretacja historii. Podobnie wygląda to teraz, a zatem mamy do czynienia z kosmopolityzmem pod nazwą może już nie internacjonalizmu, ale europejskości. I tak jak kiedyś przez władze była akceptowana doktryna Breżniewa ograniczająca suwerenność, tak również współczesne ugrupowania kosmopolityczne w Polsce także akceptują tę linię, którą narzuca dziś już nie Moskwa, ale Bruksela, czyli Unia Europejska.  Mamy zatem do czynienia z dominacją, a przynajmniej z próba narzucenia kosmopolityzmu – myślenia, że Polska jest na drugim czy trzecim miejscu.

Hanna Gronkiewicz-Waltz, uzasadniając swoją decyzję, z jednej strony wyraziła obawy, czy zostanie zagwarantowane bezpieczeństwo uczestników marszu, ale z drugiej powoływała się na historię, że Warszawa wiele wycierpiała od nacjonalistów…

– To jest bzdurne stwierdzenie. Proszę zwrócić uwagę, że w tej argumentacji Hanny Gronkiewicz-Waltz pojawiają się nie Niemcy, którzy napadli i okupowali Polskę, Warszawę, ale pojawiają się nacjonaliści – nawet nie naziści, ale nacjonaliści. Skojarzenie, że w Marszu Niepodległości uczestniczą nacjonaliści, neofaszyści, oznacza, że za granicę ma iść przekaz, że to być może polscy nacjonaliści doprowadzili do tragedii, która spotkała Warszawę i Polskę. To jest uzasadnienie nieprawdziwe, kłamliwe.

Po decyzji Hanny Gronkiewicz-Waltz, kiedy zawrzało, prezydent Andrzej Duda spotkał się z premierem Mateuszem Morawieckim i w efekcie mamy decyzję, że 11 listopada w Warszawie przejdzie wspólny marsz biało-czerwony. Czy trzeba było dopuszczać do sytuacji, w której władze Platformy będą próbowały zastopować Marsz Niepodległości?

– Sytuacja, z którą mamy w tej chwili do czynienia, ma swoje przyczyny. Na pewno nie byłoby zakazu prezydent Warszawy, gdyby prezydent Andrzej Duda przyjął zaproszenie środowisk narodowych, gdyby np. otworzył Marsz Niepodległości, gdyby podczas marszu wygłosił przesłanie. Nie chcę tego sprowadzić do rozmów, jakie miały miejsce w ostatnich dniach między organizatorami Marszu Niepodległości a Kancelarią Prezydenta, do tych, nazwijmy to, nieporozumień, ale było wystarczająco dużo czasu ze strony prezydenta Dudy, żeby przygotować się do tych obchodów.

Rzeczywistość potwierdziła, że Marsz Niepodległości jest centralnym punktem obchodów 11 Listopada i było wystarczająco dużo czasu, żeby się do tego wydarzenia przygotować. Prezydent Andrzej Duda powinien objąć patronat nad Marszem Niepodległości, powinien go otwierać. Wówczas, tak jak pan redaktor zauważył, byłaby zupełnie inna rzeczywistość. Tymczasem zupełnie niezrozumiała, niejasna postawa prezydenta, najpierw brak zdecydowania, następnie odmowa i wreszcie bardzo błyskawiczna decyzja podyktowana działaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz, że będzie to marsz biało-czerwony, ale pytanie: jaki…? Czy będzie to jeszcze Marsz Niepodległości, czy marsz państwowo-rządowy albo marsz prezydencki?

Jakie znaczenie ma to, czy będzie to Marsz Niepodległości, czy marsz państwowy?

– Jeśli nie będzie to już Marsz Niepodległości przygotowywany od roku przez środowiska narodowe, środowiska patriotyczne, to będzie świadczyło, że ten marsz jest zawłaszczany przez prezydenta. Jak wspomniałem, można było przecież odpowiednio wcześniej współpracować i wypracować wspólne stanowisko, był na to czas. W tym rozumieniu stanowisko prezydenta Dudy jest dla mnie dziwne, bo pokazuje, że ta oddolna inicjatywa, inicjatywa środowisk narodowych i patriotycznych, jest przejmowana przez organy państwa. Jest to próba zmarginalizowania tej oddolnej inicjatywy, a niewykluczone, że również jej likwidacja.

To nie jest ani dobre, ani korzystne. Ponadto jest jeszcze inna kwestia – mianowicie inicjatorzy Marszu Niepodległości decyzją prezydenta zostali postawieni przed faktem dokonanym i mają przyjąć to do wiadomości. W tych ostatnich godzinach ze strony Kancelarii Prezydenta nie było nawet próby konsultacji z organizatorami, ze Stowarzyszeniem Marsz Niepodległości, co może świadczyć, że mamy pewien dyktat narzucony przez prezydenta tą decyzją. Tymczasem są kwestie techniczne, kwestie organizacyjne. Przecież organizatorzy Marszu Niepodległości przygotowywali się od roku do tego wydarzenia. Jest to chociażby zbieranie środków finansowych, przeszkolenie i dalsze doskonalenie pracy straży porządkowej marszu, kwestie przygotowanego już nagłośnienia, całego scenariusza. Nie bardzo też wiem, kto w zaistniałej sytuacji będzie stanowił ochronę tego wydarzenia, jaką rolę będzie odgrywała Straż Marszu Niepodległości, a zatem jest wiele pytań, kwestii organizacyjno-porządkowych, na które trzeba znaleźć odpowiedzi.

Opozycja totalna stoi na stanowisku, że teraz to będzie marsz narodowy, który patronatem obejmuje prezydent…

– Z pewnością szum, jaki powstał ostatnio wokół marszu 11 listopada, sprawi, że osób, które przybędą do Warszawy, aby wspólnie świętować 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, będzie jeszcze więcej, niż wcześniej można się było spodziewać. Nikomu z organizatorów czy uczestników nie będzie przeszkadzać obecność prezydenta Andrzeja Dudy – wręcz przeciwnie, natomiast okoliczności objęcia patronatem i próba przekształcenia Marszu Niepodległości – inicjatywy społecznej – w marsz prezydencko-rządowy nazywany państwowym powoduje, że pozostaje duży niesmak. Zresztą sama kwestia przeprowadzenia procesu przemianowania marszu jest dziwna, tym bardziej że Stowarzyszenie Marsz Niepodległości złożyło dziś w Sądzie Okręgowym w Warszawie odwołanie od decyzji prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz o zakazie organizacji Marszu Niepodległości 11 listopada i zobaczymy, jaka będzie decyzja.

Tak czy inaczej chyba nie będzie ona miała już większego znaczenia?

– To prawda, bo jeśli nawet sąd przyzna rację organizatorom i zakaz wydany przez Hannę Gronkiewicz-Waltz zostanie oddalony, to fakt, że marsz po decyzji prezydenta i premiera ma charakter państwowy, a więc nadrzędny, powoduje, że pierwotni organizatorzy, a więc środowiska narodowe i patriotyczne, zostaną wykluczeni ze scenariusza tego marszu. 

Tak czy inaczej jest to pytanie, czy decyzja prezydenta Andrzeja Dudy mimo wszystko nie spowoduje dalszych, niepotrzebnych podziałów, nieporozumień w szeroko rozumianym środowisku patriotycznym, narodowym. Myślę, że dużo będzie zależało też od prezydenta, jak ten wspólny Biało-Czerwony Marsz, który będzie miał charakter uroczystości państwowej, zostanie odebrany przez Polaków, także tych, którzy 11 listopada z różnych miejsc Polski przyjadą do Warszawy, aby pójść w jednym wspólnym marszu pod biało-czerwoną flagą. Niech ten dzień nas nie podzieli, ale połączy.

  Dziękuję za rozmowę.    

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl