logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Cynizm Tuska

Niedziela, 11 listopada 2018 (08:22)

Aktualizacja: Wtorek, 13 listopada 2018 (13:49)

Z prof. dr hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czemu ma służyć narracja Donalda Tuska, że obecna władza przygotowuje polexit, zaprezentowana w Łodzi podczas wykładu pt. „11 Listopada 2018. Polska i Europa. Dwie rocznice, dwie lekcje” w ramach Igrzysk Wolności?

– To jest jeden akcent tego wykładu, ale jest i drugi, w którym Donald Tusk zachęca do „pokonania współczesnych bolszewików”. Wygląda to tak, jakby przewodniczący Rady Europejskiej porównywał obecne rządy w Polsce do rządów bolszewickich. I to jest dokładnie ta retoryka, którą stosuje Bruksela, nazywając polskie rządy mianem faszystowskich, czy też określając marsze Polaków pod biało-czerwonymi flagami jako marsze faszystowskie. Tusk rzeczywiście jest przewidziany jako ten, który po zakończeniu kadencji szefa Rady Europejskiej ma wrócić do kraju i poprowadzić obóz lewicowo-liberalny do konfrontacji wyborczej, co więcej marzą o tym, żeby była ona zwycięska. Stąd zaostrzenie jego retoryki. Opozycji totalnej wydaje się, że pewne sukcesy, jakie osiągnęli w niedawnych wyborach samorządowych, wygrywając w dużych miastach, w połączeniu ze straszeniem polexitem, przyniesie im nowe sukcesy.

Do czego ta polaryzacja nastrojów, jaką próbują stworzyć Donald Tusk, Hanna Gronkiewicz-Waltz w Warszawie czy Rafał Dutkiewicz we Wrocławiu ma doprowadzić?

– To, czy działania prezydentów Warszawy i Wrocławia, a także to wczorajsze cyniczne porównywanie przez Tuska obecnych rządów do najazdu bolszewickiego, pomimo że rządy te odwołują się do tradycji patriotycznej, czy to przyniesie zamierzony skutek – wydaje się, że nie. Póki co, skutek będzie taki, że jeszcze bardziej zaostrza się wewnętrzna walka o władzę w obozie Platformy. Widzimy przecież, jak radykalną retoryką posługuje się Grzegorz Schetyna zmuszony wewnętrzną rywalizacją do tego, żeby być najbardziej radykalnym wśród największych radykałów. Teraz do tego chóru dołącza Donald Tusk, z którym jest jeszcze jeden problem – mianowicie, że jest to obecny szef Rady Europejskiej, który z racji piastowanego stanowiska powinien zachowywać absolutną bezstronność w przestrzeni polityki dotyczącej poszczególnych państw – członków Unii Europejskiej. W tej sytuacji Tusk powinien być apartyjny i jeśli pojawia się w Polsce, nie powinien w ogóle używać tego typu retoryki, która jest skądinąd znana z walki międzypartyjnej na krajowej politycznej scenie. Widać jednak, że Donald Tusk jest szykowany – niektórzy nawet mówią, że może się skrócić jego kadencja na fotelu przewodniczącego Rady Europejskiej i wróci do Polski, aby stanąć na czele obozu liberalnej opozycji.

Wracając jeszcze do wypowiedzi Tuska o polexicie, chyba warto przypomnieć, że wypowiada je jeden z autorów brexitu…             

– I stąd ten cynizm w ustach Donalda Tuska. Przecież nie jest żadną tajemnicą, że do opuszczenia szeregów Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię przyczyniła się Komisja Europejska na czele z jej przewodniczącym Jean-Claude'em Junckerem oraz szef Rady Europejskiej Donald Tusk i zamiast się podać do dymisji bądź zostać usunięty ze stanowiska, został ponownie wybrany – na drugą kadencję – jedynie przy sprzeciwie Polski. Komisja Europejska w odwecie atakuje środkowo-europejskie rządy, w tym polski rząd. To jest sytuacja, która wskazuje na ogrom niesprawiedliwości, bo faktycznie na naszych oczach, wbrew jakiejkolwiek logice, dzieje się ogromna niesprawiedliwość. I jeśli takie szkodliwe działanie unijnych elit będzie nadal miało miejsce, to nie ma się co dziwić, że exity takich czy innych państw – członków Unii – mogą mieć miejsce nie ze względu na politykę, dajmy na to, rządu Prawa i Sprawiedliwości w Polsce, czy na politykę premiera Węgier Viktora Orbána, czy rządu Ruchu Pięciu Gwiazd we Włoszech, ale właśnie ze względu na bezrefleksyjną politykę Brukseli, której elity w sposób niesprawiedliwy traktują poszczególne kraje i generują czy też wzmacniają ruchy eurosceptyczne.

Czy taka narracja, jaką prezentuje Tusk, ma szansę przebić się do świadomości Polaków?

– Dzisiaj – także w innych państwach Europy, ale przede wszystkim w Polsce – mamy do czynienia z totalnym sporem szeroko rozumianego obozu patriotycznego z obozem kosmopolitycznym, za którym stoi pewna ideologia, ideologia rewolucji kulturowej, i ten spór się coraz bardziej radykalizuje. O ile te hasła patriotyczne dotyczące obrony niepodległości Polski brzmią dzisiaj coraz mocniej, to sam obóz kosmopolityczny atakuje coraz zacieklej, ale w drugą stronę – można powiedzieć, że atakuje od Sasa do Lasa. Jeśli bowiem – z jednej strony ten prawicowy obóz rządzący w Polsce określa się mianem faszystowskiego, a z drugiej – jak czyni to Tusk – porównuje się go do bolszewików to pytanie, gdzie Rzym, a gdzie Krym. Przecież gołym okiem widać, że to wszystko się kupy nie trzyma w sensie logiki, natomiast w sensie retoryki jest to zawołanie, że oto skupiamy swoje szeregi i idziemy na wojnę z prawicą. Tak to trzeba czytać.

I to ma być jedyny pomysł, jaki ma Platforma na przyszłoroczną kampanię wyborczą do europarlamentu i przed wyborami do Sejmu?

– Główna siła, jaka popiera totalną opozycję w Polsce, to jest zagranica. Targowica w naszej niechlubnej tradycji potrafiła działać tylko poprzez zwracanie się do zagranicy. Dzisiaj jest bardzo podobnie, bo opozycja totalna nie ma innego hasła, jak właśnie zagranica, dlatego sami mówią o polexicie. Ma to stworzyć wrażenie, że oni są za Europą, a obecna władza jest za polexitem. To jednocześnie jest przekaz do Europy – my jesteśmy za superpaństwem europejskim i dlatego nas popierajcie, bo obecny rząd jest przeciwko temu układowi. I to jest – można powiedzieć – główna oś dyskursu, i taka retoryka będzie dominować w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego.

Tusk powinien wykorzystywać urząd szefa Rady Europejskiej do budowania nastroju antyunijnego w Polsce?

– To jest nie tylko sprzeczne z dobrym obyczajem, ale też z prawem europejskim, które zakłada, że urzędnicy unijni powinni zachowywać się bezstronnie w znaczeniu partyjno-politycznym. Widać jednak, że po pierwsze, nikt nie napomni Tuska, bo wie, że stosowana przez niego strategia i retoryka są dobrze widziane w Brukseli, a po drugie, media głównego nurtu w Polsce nic nie zrobią, bo czują słabość Grzegorza Schetyny i chętnie będą widzieć Donalda Tuska jako tego, który wróci.

Na białym koniu?

– Wygląda na to, że ten koń będzie raczej tęczowy.   

Dziękuję za rozmowę.                     

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl