logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Element kształtujący współczesny patriotyzm

Poniedziałek, 12 listopada 2018 (14:26)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami największa patriotyczna manifestacja w powojennej historii Polski z udziałem co najmniej 250 tysięcy ludzi. Powinniśmy być dumni. Jak będziemy wspominać dzień 11 listopada 2018 roku?

– Dzień 11 listopada 2018 roku z pewnością przejdzie do historii Polski. To był dzień, w którym Polacy potrafili w sposób dumny, godny uczcić święto odzyskania niepodległości. Uczestnicząc w marszu, spełnili swoją powinność wobec Polski, wobec historii, wobec pokoleń, które walczyły o Polskę wolną i niepodległą. To jest jeden ze sposobów wyrażania patriotyzmu. Marsz Niepodległości, Marsz Biało-Czerwony w tym roku stał się elementem kształtującym współczesny patriotyzm, tożsamość narodową młodego pokolenia Polaków.     

Ile było marszów? Jeden wspólny czy może dwa – „Dla ciebie, Polsko” pod patronatem prezydenta oraz Marsz Niepodległości organizowany przez środowiska narodowe?

– Był jeden marsz, Marsz Polski Niepodległej. Natomiast w sensie formalno-prawnym to były dwa zgromadzenia – marsz pod patronatem Prezydenta RP pod hasłem „Dla ciebie, Polsko” i Marsz Niepodległości z hasłem „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Natomiast jeśli chodzi o rzeczywisty, faktyczny wyraz, to był to jeden wspólny marsz, Marsz Polski Niepodległej.  

Prezydent w swoim przemówieniu inaugurującym marsz mówił: „Niech to będzie marsz, w którym każdy będzie się dobrze czuł”. Polacy dobrze czuli się, maszerując razem?

– Nie uczestniczyłem osobiście w samym marszu, bo jego przebieg na żywo relacjonowałem na antenie Telewizji Trwam, ale zanim rozpoczęła się transmisja, byłem wśród gromadzących się uczestników tego marszu i widziałem ich zapał. Dało się też odczuć podniosłość chwili. Polacy zdecydowanie dobrze czuli się na tym Marszu Polski Niepodległej. Widać było radość, poczucie dumy, radość z tego, że w sposób godny mogą brać udział w tym wydarzeniu. To dobre samopoczucie wynikało też z faktu, że ludzie czuli się bezpiecznie. Zwróciłem uwagę, że w odróżnieniu od lat ubiegłym, w tym roku więcej było rodzin, rodziców z dziećmi. Dla porównania wystarczy przypomnieć Marsze Niepodległości, które odbywały się za rządów Platformy i PSL-u, obfitowały w cały szereg nieprzychylnych działań – także ze strony warszawskiego ratusza i prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wtedy bezpieczeństwo uczestników marszu było zagrożone.  

Nie obyło się jednak bez prób prowokacji…

– Ze swojej perspektywy nie zauważyłem żadnych prowokacji, ale zawsze znajdą się tacy, którzy nie potrafią – z różnych względów – zachować się godnie, nawet w obliczu tak wielkiego, wspólnego narodowego święta. Dobrze jednak, że straż Marszu Niepodległości reagowała stanowczo wobec prowokatorów, nie dopuszczając do ekscesów. Reakcje były skuteczne także dlatego, że było wsparcie ze strony Wojska Polskiego czy w ogóle służb państwowych, które zapewniały bezpieczeństwo uczestnikom marszu. Trzeba pamiętać, że przy tak ogromnym tłumie ludzi – 250 tysięcy, a być może jeszcze liczniejszym – zawsze mogą się pojawić marginalne postawy, ale one w żaden sposób nie wpłynęły na uroczysty, podniosły przebieg obchodów 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Niektóre stacje były wręcz zawiedzione spokojnym przebiegiem tych uroczystości…

– Jedno jest pewne, to był biało-czerwony dzień i dobrze, że nikomu – mimo usilnych prób – nie udało się zepsuć święta Polakom. Oczywiście wiemy, że są stacje, które lubią pisać czarne scenariusze. Jednak tym razem nie udało się skuteczniej przeprowadzić tzw. ustawki, którą można by sfilmować, pokazać i odpowiednio skomentować. I ci ludzie, którzy szukali najmniejszych incydentów, takich elementów, które by ten marsz deprecjonowały, aby w świat poszedł przekaz, że był to marsz niebezpieczny, dzisiaj muszą się czuć mocno zawiedzeni tym, że nie udało się uchwycić momentów, które mogłyby służyć oczernianiu uczestników tego wielkiego wspólnego marszu i w ogóle Polski. Wytrącono im argumenty i dzisiaj nie mogą pokazać za granicą złego, nieprawdziwego obrazu Polski. I to jest wielkie zwycięstwo, ale myślę, że te stacje czy gazety, które od wielu, wielu lat atakowały Marsz Niepodległości, czy w ogóle polski patriotyzm, przegrały na wstępie. Dlatego że wspólny Marsz Polski Niepodległej odbył się, nie został zdelegalizowany – mimo usilnych prób podejmowanych przez prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz i prezydenta elekta Rafała Trzaskowskiego i to na pewno jest duży zawód dla tych mediów, które chcą oczerniać Polskę za granicą. 

Dlaczego opozycja nie zdecydowała się na uczestnictwo we wspólnym marszu? Co więcej, Grzegorz Schetyna zapowiadał, że będzie to marsz hańby. 

– Grzegorz Schetyna, który jest coraz bardziej marginalizowany przez Donalda Tuska i tracąc grunt, próbuje się „wybić” właśnie takimi skandalicznymi wypowiedziami – pewnie nie jest w stanie przeprosić Polaków za te słowa. To są ludzie pozbawieni zasad, dawno porzucili etykę w życiu publicznym. Sposób wyrażania przez nich myśli, poglądów to nie jakieś przypadkowe słowa, które padają na podłożu emocjonalnym, ale są to świadomie wyrażane opinie, które z pewnością nie mają nic wspólnego z patriotyzmem, z szacunkiem dla Polaków, którzy chcą godnie – jak w tym wypadku – uczcić 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Jeśli politycy zaangażowali się na forum europejskim, np. w europarlamencie, w szkalowanie Polski, przyjęli strategię, że odniesieniem dla nich jest Bruksela, że wspierają, a często nawet inspirują ataki na Polskę, to od takich ludzi trudno byłoby oczekiwać refleksji. Uważam, że ci ludzie nie są w stanie zmienić swojego postępowania, bo jest to dla nich nie tylko element strategii, którą realizują, ale zapewne wynika to z ich poglądów, co objawia się takimi, a nie innymi postawami. U tych polityków, w myśleniu kosmopolityzm przeważa nad patriotyzmem.

Czy da się zjednoczyć Polskę? Czy istniejące podziały są tak głębokie, że na razie nie ma na to szans?

– Pytanie – co to znaczy zjednoczyć Polskę…?

Chociażby wokół tej pięknej idei jak świętowanie odzyskania niepodległości, bo czy może być lepsza okazja, żeby świętować wspólnie?

– Polacy – zasadniczo – zjednoczyli się, a więc rozróżniłbym Polaków od gier polityków czy politykierów z tzw. totalnej opozycji Platformy, Nowoczesnej, którzy chcą zbijać kapitał polityczny na tego typu działaniach. Ich postawy znajdują jakieś tam odniesienie, ale jestem przekonany, że w skali kraju, Narodu jest to margines społeczeństwa. To są właśnie ci ludzie, którzy potrafią demonstrować, potrafią brać udział w manifestacjach np. KOD-u. Proszę jednak pamiętać, że zawsze tak jest, że w Narodzie, w społeczeństwie jest grupa osób – tak było zawsze w historii – pozostająca w mniejszości, która była odległa od idei narodowej, od patriotyzmu. Tak było również w II RP, gdzie mieliśmy agenturę komunistyczną w postaci Komunistycznej Partii Polski, która służyła Kominternowi. Jednak to był margines, więc jeśli chodzi o Polaków współcześnie żyjących, to trzeba powiedzieć, że doceniają to święto, są zjednoczeni wokół idei niepodległości. Chociaż oczywiście postawy bojkotu święta niepodległości ze strony polityków Platformy na pewno nie służą kształtowaniu czy pogłębianiu świadomości narodowej Polaków w tych najważniejszych kwestiach związanych z patriotyzmem, z tożsamością narodową, jakim jest m.in. szacunek dla tradycji, dla historii, dla wielkich wydarzeń.

Dziękuję za rozmowę.                         

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl