Wszystko zaczęło się w 2010 roku od Cyberryby. To właściwie zabawka – urządzenie wykonujące w basenie prosty program. – Koncepcja zbudowania pojazdu podwodnego naśladującego rybę zrodziła się jeszcze w czasach studiów na kierunku automatyka i robotyka. To była praca magisterska moja i dwóch kolegów. Stworzyliśmy model demonstrujący możliwości takiego pojazdu. Później, już w trakcie studiów doktoranckich, okazało się, że aparaty biomimetyczne to poważny temat naukowy, którego w Polsce jesteśmy prekursorem – mówi dr inż. Marcin Morawski z Politechniki Krakowskiej.
Cyberrybę udoskonalano o coraz bardziej zaawansowane czujniki i napędy. Jedną z najnowszych wersji w czerwcu w Krakowie oglądał premier Mateusz Morawiecki. Wcześniej była demonstrowana na konferencjach naukowych.
– Dla mnie od razu, gdy się o tym dowiedziałem, był to ciekawy obiekt do zastosowań wojskowych – przyznaje kmdr dr hab. inż. Piotr Szymak, dyrektor Instytutu Elektrotechniki i Automatyki Okrętowej Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni (AMW).
Cyberryby mają po kilkadziesiąt centymetrów długości i rzeczywiście bardzo przypominają prawdziwą rybę, tak samo się wyginają całym „ciałem”, zanurzają i wynurzają, widać wokoło bąbelki powietrza. Na plastikowy kadłub można jeszcze nałożyć silikonową powłokę, w której robota od ryby już w ogóle trudno odróżnić.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

