Według właściciela Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego, były już szef KNF Marek Chrzanowski w marcu 2018 r. miał zaoferować przychylność dla tego banku w zamian za mniej więcej 40 mln zł. Z czym możemy mieć do czynienia?
– Na razie mówimy tylko o tym, co zostało nagrane na taśmach. Cała grupa, nazwijmy to, biznesowa Leszka Czarneckiego od pewnego czasu nie miała się dobrze. Wiem o tym z doświadczeń spotkań z frankowiczami i muszę powiedzieć wyraźnie, że kredyty frankowe to jest jeden z grzechów Czarneckiego, a jednocześnie klauzule niedozwolone, słynne ubezpieczenia wkładu, które następnie były pięknie oddawane, to są rzeczy, które – w dużej mierze – pogrążyły wspomnianego bankiera. A zatem żeby była jasność – cała atmosfera wokół tej kapitałowej grupy to nie jest kwestia jednego dnia, miesiąca, a nawet pół roku, ale przynajmniej paru lat. Od trzech lata, kiedy jestem posłem na Sejm RP i zajmuję siębtymi sprawami, wiele się nasłuchałem na ten temat od środowisk frankowiczowskich. Można zatem powiedzieć, że gdzieś ta kula śnieżna się toczyła i to, z czym mamy do czynienia od kilku dni, od momentu ujawnienia istnienia słynnych taśm dotyczących właściciela Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego i dziś już byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego, pokazuje, że trafił swój na swego. Przyszedł bangster do bangstera, aby załatwić interes.
Stanowcza teza…
– Trzeba powiedzieć jasno i wprost, że w tym środowisku nie ma przypadkowych spotkań, w tym środowisku wszystko jest podszyte interesem. Tak działa ten rynek. Fakt, że ktoś wchodzi na spotkanie uzbrojony po zęby w sprzęt nagrywający różnej maści, świadczy, że miał świadomość, że mogą być zakłócenia albo problemy techniczne, a jednocześnie to pokazuje, że ktoś w sposób bardzo inteligentny i mądry przygotował prezesa Czarneckiego na spotkanie z przewodniczącym KNF Markiem Chrzanowskim. Niezależnie od treści tych nagrań cała ta sytuacja pokazuje, że to nie było wejście z ulicy, ale każda ze stron chciała coś ugrać, tylko akcenty zostały różnie rozłożone i różnie sprzedane. Zatem mamy do czynienia z odsłonięciem tego, o czym środowiska frankowiczów mówią od dawna, że KNF i środowiska wokół KNF są w różny sposób powiązane z bankierami. W tym momencie warto się przyjrzeć awansom prezesów, przewodniczących czy pracowników KNF do różnych banków, na różne stanowiska i to, co powiedział były już szef KNF, że tutaj się zarabia kiepskie pieniądze, tu się traci, ale za to zyskuje się co innego…
Czy moment, że akuratnie teraz sprawa ujrzała światło dzienne, jest przypadkowy? Przecież – jak słyszymy – nagrana rozmowa Czarneckiego z Chrzanowskim miała miejsce w marcu…
– Moment ujawnienia tych taśm nie jest przypadkowy, bowiem jesteśmy świeżo po wyborach samorządowych i w chwili, kiedy właśnie ruszyła kampania przed przyszłorocznymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Warto też pamiętać, że na forum Sejmu trwają prace dotyczące słynnego przepisu, o którym wspominał przedstawiciel prezydenta w KNF, przepisu, który jest niczym innym jak implementacją prawa europejskiego. Dlatego to, co się dzisiaj dzieje, stanowi świetne usprawiedliwienie „dramatu” Leszka Czarneckiego, który pokazuje: popatrzcie, zostałem zniszczony. Tyle tylko, że nie do końca tak to wygląda, bo nikt nie niszczył jego grupy kapitałowej. Taśmy w tym momencie ujawnione są świetnym usprawiedliwieniem dla udziałowców. Przekaz ma być taki, że zniszczyli nas, i wszystko, co się stało, to jest efekt politycznej gry, ustawki, a jednocześnie jest to próba zminimalizowania ewentualnych strat na giełdzie, że dzięki taśmom prawdy – być może – uratujemy bank, może uratujemy swoje pieniądze. I to jest cała tajemnica. Fakty są takie, że w branży bankowej nie pilnuje się interesów Polaków, kredytobiorców, ale pilnuje się przede wszystkim interesów właścicieli. Słynne powiedzenie, że jesteśmy za duzi, żeby upaść, znajduje tu swoje odzwierciedlenie. Tak wygląda mechanizm i problemy polskiego sektora finansowego, dlatego od momentu, kiedy usłyszałem o tej sprawie, to powiedziałem publicznie m.in. na Facebooku, że jestem za likwidacją KNF, która dzisiaj staje się – tak naprawdę – organem obrotowym, gdzie załatwia się interesy i zarabia się po bokach. Przecież o wielu spotkaniach, które się odbywały, nic nie wiemy, nie wiemy też o wielu dealach, które miały miejsce przez lata. Przy okazji wychodzi też cały bezwład KNF w obliczu słynnej afery Amber Gold, jest też kwestia frankowiczów i wiele innych afer. To znaczy, że tutaj potrzeba prokuratora, a nie bawić się w nadzory finansowe. Powinno zadziałać prawo, a tworzenie nowych urzędów jest jałowe, jest bowiem wyłącznie obsadzaniem politycznym swoich, a docelowo jest trampoliną do startu do banków.
W jej sytuacji pytanie, czy system nadzoru finansowego w Polsce działa prawidłowo, jest retoryczne?
– Dokładnie. System nadzoru finansowego w Polsce nie działa, bo gdyby działał, to wiele afer zostałoby zatrzymanych u źródeł. Natomiast tutaj mamy pielęgnowanie i hodowanie afer, które toczą się wokół pewnych kręgów tych samych osób. Po prostu były uruchomione procedury i pewne mechanizmy abuzywne – coś, o czym już od dawna mówiliśmy, mówi też prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – że jest rejestr zapisów abuzywnych, które powodują, że w Polsce na tego typu procedery się zezwala. Jednocześnie jest to też lekcja dla rządzących: nie wolno pozwalać – również sądom polskim – na klauzule abuzywności w umowach, bo to sprzyja powstawaniu takich właśnie afer.
Jak ocenia Pan działania rządu w tej sprawie?
– Pytanie, co od pół roku się działo, kto z kręgów rządowych wiedział o taśmach i rozmowie Leszka Czarneckiego z Markiem Chrzanowskim, czy wiedziały o tym służby. Przyznam, że nie chce mi się wierzyć, że o tym nie wiedziano, bo jeszcze raz podkreślam, że GetBack jest powiązany kapitałowo z całym konsorcjum Leszka Czarneckiego. Problemy Idea Banku, problemy Getin Noble Banku nie są problemami jednego dnia, ale są to sprawy, o których mówiło się już od dawna. Ponadto nie chce mi się wierzyć, że rząd o czymś nie wiedział, skoro nawet raport Najwyższej Izby Kontroli o aferze frankowej, na podstawie którego złożyłem doniesienie do prokuratury, wyraźnie wskazywał, że słabym ogniwem w polskim systemie jest KNF. Jest to zatem dowód, wskazanie zaniechania, braku skuteczności działań czy w ogóle braku jakichkolwiek działań. To pokazuje, że symptomy były wcześniej, tylko czy i jakie ktoś, kto zdawał sobie z tego sprawę, wyciągał wnioski?
Potrzebna jest komisja śledcza czy działania prokuratury wystarczą?
– W ubiegłym roku 11 października jako poseł Kukiz’15 złożyłem wniosek o powołanie komisji śledczej w sprawie afery frankowej, gdzie też przewijał się wątek KNF. Od tego czasu minął rok, ale jak widać, nie ma woli powołania sejmowej komisji i wyjaśnienia tej sprawy. Ani Platforma nie ma takiej woli, ani PiS. Gdyby była wola polityczna wyczyszczenia spraw KNF, wyczyszczenia tych wszystkich afer, to już trzy lata temu – a rozmawiałem na ten temat z wieloma osobami z partii rządzącej – można było prostymi zmianami czy to Kodeksu cywilnego, czy systemu sądowego zrobić tak, aby pewne sprawy, o których już wcześniej mówiłem – rozliczyć. Wszyscy się bali, co powiedzą o nas na Zachodzie, jak zareagują banki, jak zareaguje światowy system finansowy. Islandia się tego nie bała i zrobiła to po swojemu, wsadzając bankierów do więzień. Poszli siedzieć bankowcy za świadome działanie na szkodę państwa i obywateli. U nas bankierów się głaszcze, hołubi – pytanie dlaczego. To pokazuje, jak silne są powiązania na linii biznes – finansjera – politycy. Niestety tak to wygląda!
Co w tej sytuacji można, co należy zrobić?
– Jestem zwolennikiem sanacji finansowej na nowe stulecie Polski niepodległej, w które kilka dni temu wkroczyliśmy. My musimy być również niepodlegli finansowo, uzdrowienie polskich finansów musi nastąpić, chyba że dalej chcemy być kolonią finansową.

